wqbit wqbit
596
BLOG

Łukasz i Paweł przeżyli prawdziwy tajfun płynąc do Rzymu

wqbit wqbit Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

A gdy postanowiono, abyśmy odpłynęli do Italii, oddano Pawła wraz z innymi więźniami setnikowi kohorty imieniem Juliusz (Dz 27,1)

 

Ważność apelacji Pawła została uznana, więc odesłanie więźnia do Rzymu było tylko kwestią czasu. Ale jako, że było już w połowie sierpnia, należało się spieszyć z uwagi na zbliżający się niebezpieczny okres nawigacji.

Wystartowano niezwłocznie na niewielkim na razie statku, utrzymującym komunikacją przybrzeżną, a mającym swój port macierzysty w Addramytion w Myzji na południe od Troady, planując przesiąść się później na statek pełnomorski. Pawłowi towarzyszyli Arystarch z Tesaloniki oraz Łukasz, który sygnalizuje to użyciem pierwszej osoby w liczbie mnogiej. Na Statku znaleźli się też więźniowie skazani na śmierć a wysyłani do stalicy by zginęli w igrzyskach.

Wszystkich powierzono Juliuszowi, setnikowi kohorty cesarskiej (Speires Sebastes). Łukasz zgodnie z obyczajem (poświadczonym w dziełach Strabona czy Lukiana) tłumaczy termin oficjalny augustus przez sebastos. Kohort o tytule „cesarska” istniało wiele i znany jest inskrypcyjny fakt stacjonowania jednej z nich w sąsiedniej Syrii w latach 69-157 n.e., co wzmacnia historyczną możliwość wcześniejszego stacjonowania w Cezarei.

 

I wsiadłszy na okręt adramyteński, mający płynąć do portów Azji ruszyliśmy w drogę wraz z Arystarchem Macedończykiem z Tesaloniki. Następnego dnia dopłynęliśmy do Sydonu, a Juliusz obchodząc się po ludzku z Pawłem, pozwolił mu iść do przyjaciół i zaopatrzyć się (27, 2-3)

 

Pojawiają się pierwsze Łukaszowe określenia nautyczne: „anagein” oznacza rozpoczęcie żeglugi, „katagein” zaś dobicie do brzegu. Jak zwracają uwagę komentatorzy, Łukasz w opisie żeglugi oznacza czynność „płynięcia” różnymi terminami, które w każdym wypadku precyzyjnie określają sytuację nautyczną. W wersecie np. 4 używa określenia, „upoplein”, który oznacza „żeglowanie pod osłoną lądu” wzdłuż brzegu zabezpieczonego przed wiatrem „upepleusamen ten Kupron” – pod osłoną Cypru.

Sydon, gdzie się zatrzymano nie był już owym potężnym miastem, którym żywo zajmowali się prorocy: Izajasz (23,12), Jeremiasz (27,3), Ezechiel (28, 21-24), Joel (3, 4-6) i inni. Ale na wieść o działalności Jezusa wielu Sydończyków przybyło do Galilei (Mk 3,8), a i sam Chrystus przynajmniej raz znalazł się w okolicach miasta (Mt 15,21-28; Mk 7,24-30). I tylko Ewangelie wspominają o „niewieście kananejskiej”, chociaż Grecy mieszkańców Sydonu nazywali „Fenicjanami” (od wyrobu purpury – „foinis” – czerwony) to jednak właśnie oni sami zawsze nazywali siebie kananejczykami.

W czasie postoju, przyjacielsko wobec Pawła usposobiony Julisz (filantropos te o Ioulios to Paulo chresamenos) pozwolił mu nawiązać kontakt z chrześcijanami w mieście. Gmina chrześcijańska w Sydonie istniała od czasu śmierci Św. Szczepana, (36 r), kiedy to helleniści opuściwszy Judeę ewangelizowali Fenicję (Dz 11,19). Jest tu też miła Łukaszowi gra słów (dla nas niedostępna niestety nie znających greki) a mianowicie Juliusz „miłościwie dozwolił Pawłowi odwiedzić miłych mu” – filantropos – filous

 

A gdyśmy stamtąd ruszyli, przepłynęliśmy koło Cypru, dlatego, że wiatry były przeciwne. I przepłynąwszy przez morze koło Cylicji i Pamfilii przybyliśmy do Myry, leżącej w Licji. Tam setnik spotkał okręt aleksandryjski, płynący do Italii i przesadził nas na niego (Dz. 27 4-6)

 

W tym fragmencie opisu, przy słowach przy Cylicji i Pamfilii, niektórzy reprezentanci tekstu zachodniego dodają „po piętnastu dniach”, co precyzyjnie odzwierciedla czas przeprawy na trasie Sydon-Myra przy niesprzyjających warunkach, płynąc z powodu przeciwnego wiatru pod osłoną brzegu.

Myra, niekiedy zwana Limura  (co tłumaczyłoby pochodzenie dziwnego wariantu w Wulgacie – Listra), leżała blisko (około4 km) od brzegu nad spławnym ujściem rzeki, dlatego okręty utrzymujące regularną komunikację między Aleksandrią a Rzymem, co ze względu na dowóz pszenicy egipskiej miało wielkie znaczenie, nie płynęły wprost do Ostii, ale właśnie kierując się na północ docierały do Myry, skąd przez Peloponez i dalej Sycylię docierały do Italii.

Właśnie dzięki temu dzielny setnik Juliusz miał możność spotkać okręt aleksandryjski i po przesadzeniu na niego więźniów śmiało mógł myśleć o żegludze na otwartym morzu, do czego aleksandryjskie okręty szczególnie się nadawały. No, ale nie tego lata 60 roku.

 

A gdy płynęliśmy przez wiele dni wolno i ledwie zdołaliśmy przybyć na wysokość Knidos, z powodu przeciwnego wiatru, gdyż wiatr nam przeszkadzał, żeglowaliśmy w dół ku Krecie koło Salmonu. I z trudem posuwając się wzdłuż jej wybrzeży przybyliśmy do pewnego miejsca zwanego Dobre Porty, w pobliżu miasta Lasaia. (Dz 27, 7-8).

 

W wersetach 5-8 znowu występuje bogactwo terminów jakimi Łukasz określa żeglugę okrętu. Wyrażenie „Diapleo” (płynąć na pełnym morzu” jest przeciwieństwem „upopleo” (płynąć pod osłoną lądu). Także określenie „braduploein” (z trudem zdołaliśmy przybyć) Łukasz musiał usłyszeć od żeglarzy, podobnie jak zastosowane precyzyjne określenie nautyczne „genomenoi kata ten Knidon”, które informuje, że okręt znalazł się na wysokości Knidos, ale do brzegu przylądka nie dotarł. Z kolei termin „paralegein” w sensie (płynąć wzdłuż wybrzeża) znany jest z Diodora i Strabona.

Płynąc, zatem z Myry na aleksandryjskim statku zdołano dotrzeć na wprost przylądka Knidos, gdy wiatry północne zepchnęły okręt ku południowi aż do wschodniego przylądka Krety zwanego Salmone. Wysokie na3000 m góry chroniły okręt przed wichrem, tak długo dopóki chodziło żeglugę przybrzeżną, która pozwoliła dotrzeć do Dobrych Portów (Kaloi Limenes). Nazwy tej nie przechowali pisarze starożytni, podobnie jak nazwy miasta Lasaia.

Tam zatrzymano się dłuższy czas, a musiało to faktycznie trwać dość długo, gdyż Łukasz zaznacza, że czas postu już przeminął. Chodziło o znany z Księgi Kapłańskiej post przypadający na Dzień Pojednania, czyli 10 Tiszri, czyli w roku 60 przypadający na 24 października. Żegluga niebezpieczna zmierzała ku końcowi i zaczynała się żegluga samobójcza, więc zamykano morze całkowicie.

 

A po upływie długiego czasu, gdy już żegluga stawała się niebezpieczna, dlatego, że i dzień postu przeminął, przestrzegał ich Paweł mówiąc im: Mężowie, widzę, że żegluga zaczyna grozić niebezpieczeństwem rozbicia się i straty nie tylko ładunku i okrętu ale i życia naszego. Ale setnik bardziej ufał sternikowi i właścicielowi okrętu niż temu, co mówił Paweł. Ponieważ port nie nadawał się do zimowania większość z nich postanowiła odpłynąć stamtąd chcąc jakoś dostać się do Feniksu, portu na Krecie, wystawionego na wiatry południowo – zachodnie i północno – zachodnie i tam przezimować. (Dz 27, 9-12).

 

Ale „naukleros” oraz „kubernetes” czyli sternik i właściciel okrętu, albo jak podają inni komentatorzy pierwszy oficer i kapitan, w przekonaniu, że Dobre Porty nie nadają się do zimowania zamierzali dostać się do oddalonego zaledwie o 13 węzłów kreteńskiego portu Feniks. Powziąwszy takie postanowienie czekano tylko na sprzyjający wiatr.

 

Skoro tedy powiał wiatr z południa, w przekonaniu, że wykonają zamiar, podniósłszy kotwicę, płynęli wzdłuż Krety. Lecz w krótkim czasie zerwał się od jej strony wicher gwałtowny, który zowią Eurakwolio (Dz 27, 13-14).

 

Niespodziewane i gwałtowne uderzenie wiatru przeszkodziło dotarciu okrętu do Feniksu, ale zaraz po minięciu przylądka Matala rzuciło okręt w kierunku południowym od brzegów Krety. Łukasz nazywa wiatr „Eurakilon” a jego siłę tajfunem (tufonikos). Chodzi tu o wiatr północno – wschodni, ale jego nazwa użyta przez Łukasza jest hapaxlegomenon i stanowi dziwaczny żargonowy latynizm na terenie greki, jednak handel zbożowy, jaki rozwijał się między Egiptem i Rzymem wprowadził sporo latynizmów do „koine dialektos”.

 

A gdy okręt burza porwała i nie mógł już iść pod wiatr, zdawszy się na jego łaskę płynęliśmy. A podpłynąwszy pod pewną wyspę, zwaną Klauda, z trudem zdołaliśmy pochwycić czółno. Wciągnąwszy je, zabezpieczono okręt obwiązując go pasami, a w obawie, aby nie wpaść na Syrtę rzucono ruchomą kotwicę i zdążano dalej. (Dz 25, 15-17).

 

Pędzący na południe okręt tylko na chwilę znalazł się pobliżu niewielkiej skalistej wysepki zwanej Klauda (pisze o niej Ptolemeusz, Pliniusz, – jako o Kauda) dzisiaj Gauda, leżącej około40 km od Krety. Łukasz i tu wprowadza kolejne pojęcie z dziedziny nautyki, które mniej więcej odpowiada „płynięciu pod osłoną brzegu” w tym jednak wypadku okręt jest gnany tzn. żeglarze nie do końca nad nim panują. Dopiero na wysokości Klaudy zdołano wciągnąć na pokład szalupę, wleczoną od chwili odbicia z Dobrych Portów. Umocnienie linami okrętu miało zabezpieczyć go przed rozbiciem przy zetknięciem się z lada oporem. Określenie „pasami” w tym samym kontekście zabezpieczenia okrętu użyte jest przez Filona Aleksandryjskiego i Arystotelesa.

Owo zabezpieczenie dobrze świadczyło o doświadczeniu żeglarzy, bowiem okręt zasuwał w kierunku mielizn północnoafrykańskich, zwanych starożytności Syrtą lub „zgubną Syrtą” i będących postrachem żeglarzy. Ruchoma kotwica miała oczywiście wstrzymać pęd okrętu, a opis analogicznego urządzenia przechował Herodot (2,96) w stosunku do statków żeglujących po Nilu.

 

A że miotała nami gwałtowna nawałnica, nazajutrz poczęto wyrzucać ładunek, a trzeciego dnia własnymi rękami wyrzuciliśmy sprzęt okrętowy. Lecz gdy przez wiele dni nie ukazało się ani słońce, ani gwiazdy, a wielka nawałnica wciąż nas nękała, straciliśmy już wszelką nadzieję ocalenia (Dz 27, 17-20).

 

Woda widocznie zalewała już dno okrętu i zagrażała mu bezpośrednio skoro zdecydowano się wyrzucić ładunek, a użyte tu wyrażenie znajduje się w Onomastikonie Juliusza Polluxa antycznego leksykografa żeglarskich terminów technicznych. Wiele następnych dni spędzono w ciemności bez nadziei ocalenia i wtedy to Paweł umacniał żeglarzy.

 

Ciąg dalszy jutro

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wqbit
O mnie wqbit

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura