wqbit wqbit
487
BLOG

Dopóki Paweł gwarantował za 276 dusz to żadnej nie stracił

wqbit wqbit Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

 

I gdy już długo nic nie jedli, Paweł stanąwszy pośród nich rzekł: Trzeba było o mężowie posłuchać mnie i nie odpływać z Krety, oszczędzając sobie tego utrapienia i straty. A teraz zachęcam was abyście byli dobrej myśli bo żaden z was nie zginie jeno okręt. Albowiem stanął przy mnie tej nocy Anioł Boga, do którego należę i któremu służę i rzekł mi: Nie lękaj się Pawle, przed cesarzem stanąć musisz a oto darował ci Bóg wszystkich, którzy płyną z tobą. Przeto mężowie bądźcie dobrej myśli, bo ufam Bogu, że tak będzie jak mi powiedziano. Musimy podpłynąć do jakieś wyspy.

I skoro zapadła noc czternasta, a myśmy płynęli po morzu Adriatyckim, około północy zdawało się marynarzom, że znajdują się w pobliżu jakiegoś lądu. Spuścili więc sznur z ołowiem i zmierzyli dwadzieścia sążni głębokości, a nieco dalej podjechawszy i mierząc znów sznurem znaleźli piętnaście sążni. Bojąc się, przeto abyśmy nie wpadli na rafy zrzucili z tyłu okrętu cztery kotwice, oczekując z upragnieniem dnia. A gdy marynarze chcieli uciec z okrętu i spuścili barkę na morze, rzekomo chcąc z przodu okrętu spuścić kotwicę, rzekł Paweł do setnika i żołnierzy: Jeśli ci nie zostaną na okręcie, nie ocalicie się. Wówczas żołnierze odcięli liny barki dozwalając by spadła. (Dz 21-32).

 

Paweł umacniał wszystkich, powołując się na daną mu obietnicę ocalenia i zapowiadał, że wprawdzie okrętu nie uda się uratować, ale nikt nie zginie.

Po dwóch tygodniach okręt wciąż znajdował się na morzu Adriatyckim, przez co należy rozumieć nie dzisiejsze morze Adriatyckie, ale tę część morza Śródziemnego rozciągającą się od Krety na wschodzie a Sycylią na zachodzie, sięgając afrykańskiego brzegu, chociaż położenie wobec trwających ciemności było żeglarzom nieznane. Mogłoby im pomóc jedynie dostrzeżenie Wielkiej Niedźwiedzicy w orientacji. Ale 14 dna marynarzom wydało się, że zbliżają się do jakiegoś lądu, a właściwie poprzez użyty tu odwrócony idiom, że ląd zbliża się do nich. Na przekonanie żeglarzy mógł wpłynąć chyba jedynie, jak sugerują niektóre kodeksy, daleki odgłos bijących o skały fal, ponieważ użyto to słowa, które po przetłumaczeniu oznacza „resonare”.

Zmierzono głębokość i stwierdzono, że wynosiła ona 20 sążni (sążeń1,85 m) czyli37 m, ale nieco dalej było już tylko 15 sążni, czyli 28m – niezawodny znak zbliżania się do lądu.

Mogło to być ratunkiem, ale też i zgubą dla okrętu w wypadku uderzenia o skały lub natrafienia na niebezpieczne mielizny podmorskie. Świadomi tego żeglarze zrzucili 4 kotwice powstrzymujące dalsze poruszanie się okrętu. A straciwszy wszelką nadzieję uratowania okrętu postanowili pod pozorem zabezpieczenia jego przodu, dobić do brzegu na szalupie. Paweł, który przejrzał ich zamiary, a wiedząc, że trzeba nie lada doświadczenia by wszystkim ułatwić wydostanie się na ląd, powiadomił setnika o zamiarach marynarzy, zaznaczając, że w przypadku ich udanej ucieczki ocalenie będzie niemożliwe. To skłoniło żołnierzy do odcięcia pływającej już szalupy i zmuszenia w ten sposób marynarzy do pozostania na pokładzie.

 

A kiedy już zaczęło świtać, Paweł prosił wszystkich aby się posilili mówiąc: już mija 14 dni jak wstrzymujecie się od pokarmu, głodząc się w oczekiwaniu. Dlatego proszę was abyście się posilili. To się przyczyni do waszego ocalenia, bo żadnemu z was nawet włos z głowy nie spadnie. I rzekłszy wziął chleb wobec wszystkich dzięki czynił Bogu i ułamawszy począł jeść. Wtedy wszyscy nabrali otuchy i sami także się posilili. A było nas wszystkich na okręcie dwustu siedemdziesięciu sześciu. Nasyciwszy się tedy pokarmem, wyrzucili zboże do morza aby ulżyć okrętowi (Dz. 27, 33-38).

 

Z niecierpliwością oczekiwano świtu, a Paweł był duchem opiekuńczym wszystkich. Po czternastodniowych przeżyciach pełnych grozy i oczekiwania połączonych z zaniechaniem przyjmowania pokarmów, Apostoł zachęcał wszystkich, aby skończyli z głodowanie i przyjmując posiłek umocnili się do przezwyciężenia dalszych trudności. Terminologia zastosowana tutaj przez Łukasza przypomina „Ostatnią wieczerzę” i „łamane chleba”, ale dzisiejsi egzegeci uważają akcję Pawła za zwykła spożywanie pokarmu z towarzyszeniem modlitw znanych przecież i nakazanych przez obyczaj żydowski. Dopiero w tym miejscu opisu Łukasz zaznacza, że wszyscy za przykładem Pawła przyjęli posiłek, podaje on jednocześnie liczbę obecnych na okręcie: 276 osób. Liczba ta nie należała do niezwykłych, skoro na okręcie, na którym Józef Flawiusz udawał się do Rzymu znajdowało się 600 osób.

 

A z nastaniem dnia nie mogli rozpoznać lądu, spostrzegli jednak jakąś zatokę z wybrzeżem, do którego zamierzali – gdyby to było możliwe – skierować okręt. Odciąwszy, więc kotwice wrzucili je do morza, rozluźniając jednocześnie wiązana sterowe i nastawiwszy pod wiatr żagiel przedniego masztu, zmierzali ku wybrzeżu. Lecz najechawszy na wysunięty w morze półwysep osiedli z okrętem, dziób zarył się i pozostał nieruchomy, a rufa rozbiła się pod naporem fal (Dz 27, 39-41)

 

Z nastaniem ranka wszyscy zdali sobie sprawę, że rozciąga się przed nimi zatoka wiodąca do brzegu. Należało tak pokierować okrętem, aby doprowadzić do lądowania. Łukasz na określenie „podprowadzenia okrętu do lądu” używa określenia „eksothein”, takiego samego jak Tukitydes.

Zdecydowano się na utratę kotwic, które odcięto i rozluźniono stery „tas dzeukterias ton pedalion” a użyty tu zwrot dzeukterias oznaczający wiązania sterowe odnaleziono w papirusach w liczbie mnogiej. Jednak najważniejsze było ustawienie żagla tak by można było posuwać się w kierunku wybrzeża. Wyrażenie „eparantes ton artemona” jest hapaxlegomenem, a artemon to latynizm (o tym samym znaczeniu) prawdopodobnie zaczerpnięty z ówczesnej gwary żeglarskiej. Posuwając się wolno ku brzegowi natrafiono prawdopodobnie na niewidoczny wcześniej pas ziemi wrzynający się głęboko w zatokę i dzielący ją niejako na dwie części. Dziób okrętu wrył się w weń tak, że przód został unieruchomiony a rufa miotana falami rozpadał się na części.

 

Żołnierze, przeto zamierzali pozabijać więźniów, aby który nie przepłynął i nie uciekł. Setnik jednak, chcąc ocalić Pawła przeszkodził ich zamiarowi i rozkazał umiejącym pływać wskoczyć przed innymi do morza i wyjść na ląd. Z pozostałych zaś jedni mieli dopłynąć na deskach, drudzy na resztkach okrętu. I w Ren sposób wszyscy ocaleli dostając się na ląd (Dz 27, 42-44).

 

Sytuacja na rozlatującym się statku stawał się groźna a w ogólnym popłochu żołnierze zdecydowali się wybić wszystkich więźniów lękając się ich ucieczki. Wobec prawa bowiem byli za nich odpowiedzialni a żołnierz, który dopuścił do ucieczki więźnia musiał go zastąpić w poniesieniu wyznaczonej kary (por. Kodeks Justyniana). Ale setnik chcąc ocalić Pawła kazał ratować się wpław lub posługując się resztkami okrętu. Tylko bliskość lądu sprawiła, że wszyscy ocaleli i znaleźli się na wybrzeżu nieznanej im na razie wyspy.

Jest w opisie tej dramatycznej akcji ratunkowej bardzo ciekawy zwrot Łukasza, a mianowicie „epekeilan ten naun” (27,41), a to z powodu, że jest zwrotem poetyckim znanym z Homera, natomiast nie występującym u prozaików, którzy używają frazy „okello” oraz „epokello”. Do tego trzeba dodać klasyczny rzeczownik „naus” występuje w całym NT tylko w tym miejscu i to jeszcze zamiast normalnie u Łukasza hellenistycznego słowa „ploion” czyli statek. Czy pojawienie się w jednej frazie dwóch tak rzadkich i tak znamiennych słów może być dziełem przypadku?

Otóż wydaje się bardzo prawdopodobnym, że jeśli Łukasz zna i cytuje i Aratosa i Epimenidesa, (z których pierwszy był poetą wyrafinowanym i dosyć elitarnym) to jego znajomość i to znakomita Homera jest „easy credible” jak to w „The beginnings of Christianity ( 4.339) podaje K. Lake.

Gdy więc opisywał przeżycia rozbitków na Malcie, właśnie ten fragment Odysei stanął mu w pamięci, tak bardzo wydawały się odbiciem przeżyć Odyseusza:

 

„Gęsta mgła się rzuciła na statki, a księżyc bynajmniej

Z nieba nie świecił, schowany gdzieś za czarnymi chmurami

Choć oko wykol, nijako żaden z nas wyspy nie dojrzał

Ani zmiarkował przypływu fal, co szerokim zalewem

Biły o brzeg, aż okręty nasze o mocnych burtnicach

Dziobami w ląd się zaryły. Natenczas żagle zdejmujem…”

 

 

 

 

 

wqbit
O mnie wqbit

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura