Autentyczność mowy.
W myśl tego, co wiadomo o mowach w Dziejach Apostolskich w ogóle, nikt nie będzie przypuszczał, że mowę Szczepana Łukasz przekazał ze stenograficzną wiernością. Zbyt wyraźny jest w niej wpływ języka Łukasza, jego stylu, nawet pewne wyrażenia szczególne wskazujące na daleko idącą pracę redakcyjną autora Dziejów, ale błędem niektórych egzegetów było przypisywanie jej kompozycji w całości Łukaszowi pod pozorem, że niejednolita jej treść nie odpowiadała sytuacji Szczepana, nie ma w sobie nic z obrony będąc raczej uczonym elaboratem z kręgów aleksandryjskich o stosunku chrześcijaństwa do judaizmu (J. Weilhausen, E. Preuschen, M. Dibelius).
Alfred Loisy uważał ją za dzieło późniejszego redaktora nic mającego nic wspólnego ani ze Szczepanem ani z Łukaszem.
Takiemu poglądowi sprzeciwia się jednak już strona językowa mowy. Jeśli nie brak w” niej zwrotów Łukaszowych, to nie brak również tak znamiennych hebraizmów (Bóg Chwały, wychowała go sobie za syna, był dzielny w słowach i czynach, twardego karku itd.) że niepodobna mowy tej uważać za niezależną kompozycję Łukasza. Można by jedynie mówić o opracowaniu jakiegoś semickiego dokumentu uprzednio już istniejącego, a zawierającego opis śmierci Szczepana i zarysy jego mowy.
Na takie rozwiązanie zgodziłoby się nawet wielu liberalnych krytyków pod warunkiem wszakże, że dokument ów ze Szczepanem nie miał nic wspólnego. Była to może homilia synagogalna, znana w kołach hellenistycznych, którą Łukasz włączył do swego opisu śmierci Szczepana nawet bez specjalnych nawiązań do jej treści (M. Dibelius). Stąd ta trudność doszukania się w niej odpowiedzi na wniesione przeciw Szczepanowi oskarżenie. Sytuacyjnie rozsadza ona ramy opisu i została doń włączona przypadkowo przez Łukasza, jako ilustrująca bardziej jego własne poglądy niż Szczepana.
Mowę tę można ująć w formułę dyptychu (świątynia— Prawo) czy tryptyku (świątynia — Mojżesz — Prawo), ale i w jednym i w drugim wypadku stanowi ona odpowiedź na oskarżenie. Inwektywa końcowa — to tylko wnioski z długiego wywodu, tym wymowniejsze, że oparte na umiejętnym zestawieniu faktów z dziejów Izraela i ich nie dwuznacznej interpretacji. Sytuacyjnie, zatem mowa ta nie tylko uzasadnia sam proces, jego przebieg i wskazuje powód śmierci Szczepana, ale tłumaczy jednocześnie wywołane tym prześladowanie oraz rozproszenie się hellenistów po Palestynie i Syrii.
Czy jednak nawet w takim założeniu nie należałoby za jej treść obarczyć odpowiedzialnością Łukasza bez względu na semickie źródła, na jakich się opierał, niż wiązać ze Szczepanem wywód tak szczegółowy i przepełniony reminiscencjami biblijnymi? W odpowiedzi trzeba by wystrzegać się, aby obraz Łukasza nie przesłonił obrazu Szczepana z jego poglądami i teologią. Jest to teologia może „prymitywna”: porównanie Mojżesza z Chrystusem nie przemawia dzisiaj do nas, podobnie jak nie przemawiało do wczesnego chrześcijaństwa, jeśli nie zostało właściwie przez nikogo podjęte, i jest ciekawym rysem poglądów Szczepana.
Podobnie z tytułem „Syn Człowieczy”. Nie są to na pewno cechy Łukaszowe, ale wyłaniający się spoza jego opracowania obraz dawniejszy, a przez to ciekawy i wiele mówiący badaczowi chrześcijaństwa. To samo należałoby powiedzieć o nieubłaganej postawie wobec świątyni. Jest to postawa skrajna, charakterystyczna dla okresu walki. Wnikliwy historyk dostrzeże w tym sygnał zrywania przez chrześcijaństwo więzów ze świątynią, a cóż bardziej naturalnego, że sygnał ten rzucili nie chrześcijanie jerozolimscy, ale helleniści, wykształceni na innych wzorach i nawet w sprawach religii posługujący się własnym językiem.
Godząc się, zatem na redakcyjną pracę Łukasza nie wolno z treści mowy skreślać ani jej archaicznych rysów, ani postawy Szczepana wobec dziejów własnego narodu i jego świątyni. A wówczas odpowiedzialnością za wyrażone w niej poglądy, nawet za pewne znamienne sformułowania, obarczyć trzeba nie Łukasza, ale Szczepana, choćby rękę autora Dziejów dostrzec można w każdym niemal wierszu czy zręcznym powiązaniu luźnych epizodów. Wszystko to w założeniu jakiegoś źródła pisanego, nie homilii synagogalnej oczywiście, ale opisu działalności Szczepana i jego śmierci, będącego może dziełem tych hellenistów, na których czele stał Szczepan. Nie można również wykluczyć informacji ustnych, których mogli Łukaszowi udzielić inni diakoni Kościoła, teraz już z Filipem na czele. A wiadomo przecież, że drogi Łukasza i Filipa krzyżowały się niejednokrotnie i możemy jedynie przypuszczać, iż nie brakło im tematów do rozmowy.
Dowiemy się zresztą niebawem, że był jeszcze ktoś, kto przebieg procesu śledził uważnie, a bezpośrednio po jego przerwaniu był świadkiem śmierci Szczepana. Łukasz nazwie go po imieniu i zwięźle określi jego postawę- a świadkowie złożyli szaty swoje u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem (w. 58) oraz „Szaweł zaś zgadzał się na zabicie jego” (w. 60). Jest uderzające, że żadnym słowem Łukasz nie wprowadza go do opisu, nie przedstawia niejako czytelnikowi, ale mówi po prostu „Szaweł, jak o kimś bliskim i dobrze znanym. Już od samego Szawła będzie się można dowiedzieć później, że nie była to wyłącznie obecność bierna. W jerozolimskiej mowie ze schodów wiodących do Antonii powie on gdy lala się krew Szczepana, świadka Twego, ja sam przy tym byłem, pochwalałem i strzegłem szat morderców (Dz 22, 20) . Chyba każdy rozsądny egzegeta zgodzić się musi, wobec zażyłego stosunku Łukasza z Pawłem, że w opisie działalności, mowy i śmierci Szczepana Łukasz wiele zawdzięczał Pawłowi. A to opisowi temu nadaje wartość szczególną i autentyczność mowy Szczepana gwarantuje w stopniu, jakim rzadko który dokument starożytności pochlubić się może.
W ostatnim zdaniu Szczepana Żydzi odczuli bluźnierstwo, przed którym się bronili w sposób przewidziany przez prawo zatykając sobie uszy (Sanh 7, 5). Inaczej winni by rozedrzeć na piersiach tunikę na znak oburzenia z powodu słów bluźnierczych, (Mt 26, 65).
Prowadzony dotychczas według przewidzianych norm prawnych proces zamienił się nagle w tumult, w którym głosy obecnych towarzyszyły rzuceniu się na oskarżonego celem wymierzenia mu kary. Nie wiadomo, czy w zamieszaniu ogólnym doszło do formalnego wyroku. Wprawdzie Łukasz o tym nie wspomina, ale nie przesądzałoby to faktu, gdyby nie nagły wybuch oburzenia i następujące po tym wypadki niekontrolowane już przez żadne prawo ani władze.
Szczepana wywleczono poza miasto, a go ukamienować. W nagłym porywie nie chodziło może nawet o dostosowanie się do wymagań Prawa Mojżeszowe go, nakazującego karę tę wymierzać poza zamieszkanym obrębem (Kapł 24, 14), co raczej o uniknięcie ingerencji Rzymian, czuwających przecież w pobliskiej Antonii nad porządkiem w mieście. W tym celu udano się za bramę północną (Damasceńską), aby w niedalekiej od niej odległości do konać samosądu.
Wątpliwe jest, czy miano przy tym na uwadze wszystkie te wymagania, jakie prawo zebrane w traktacie Miszny pt. Sanhedrin przewidywało w podobnych wypadkach. Tak np. pierwszy ze świadków oskarżających powinien był przestępcę ze związanymi z tylu rękami zepchnąć z wysokości przynajmniej czterech metrów tak, aby upadł na wznak. Dopiero wówczas drugi ze świadków winien rzucić mu ciężki głaz na piersi, aby połamać mu żebra i uszkodzić serce. Wreszcie, gdyby jeszcze żył, każdy z obecnych miał chwytać za kamień i rzucać w skazańca (Sanh 6, 5; Powt Pr 17, 7). Widocznie w jakimś stopniu liczono się z tymi wymaganiami, przekazanymi zwyczajem, skore właśnie świadkowie, którzy winni byli rozpocząć kamienowanie, zdjęli krępujące ich ruchy płaszcze zewnętrzne i złożyli u stóp Szawła (w. 58).
W czasie kamienowania Szczepan polecał swego ducha nie Bogu, jak winien był się wyrazić, używając słów psalmu 30, 6, ale — rzecz godna podkreślenia już na tym etapie rozwoju chrześcijaństwa — Jezusowi:
„Panie Jezu, przyjmij ducha mego(w. 59).
Świadczy to niewątpliwie, jak daleko w jego świadomości sięgnęła chrystologia, skoro w chwili śmierci mógł się posłużyć podobną formułą.
Wreszcie pod gradem kamieni Szczepan pada na kolana (z czego słusznie wnosić można, że prawo Miszny co do sposobu kamienowania nie byłe zachowane oraz że kamienowanie rozpoczęto w chwili, gdy stał na miejscu, dokąd go doprowadzono) i głośno modlił się za swych prześladowców (w. 60). Wśród tej modlitwy wyzionął ducha, a ściślej — jak się wyraził Łukasz — „zasnął” — zasypiam, nie tylko w NT, ale w języku greckim w ogóle w formie metaforycznie oznaczało: umrzeć.
Śmierć jego stała się hasłem dla nowej fali prześladowania chrześcijan w Jerozolimie. Zdaje się jednak, że tym razem byli nim dotknięci tylko ludzie z kręgu Szczepana. Apostołom, bowiem nie groziło na razie nie bezpieczeństwo (8,13, a należałoby przypuszczać, że i pozostałym członkom Kościoła, pochodzącym z Jerozolimy lub z Palestyny w ogóle. Helleniści w każdym razie zmuszeni byli opuścić Jerozolimę i udać się do Judei czy Samarii, a najprawdopodobniej i dalej jeszcze na północ lub nawet do krain bardziej odległych, skąd niegdyś przybyli. Jak się niebawem okaże, była to emigracja opatrznościowa, przygotowująca grunt do dalszego rozwoju chrześcijaństwa.
Tymczasem w Jerozolimie: „mężowie bogobojni (nie wiadomo nawet czy chrześcijanie, jeśli tak niezwykle nazywa ich Łukasz, może tylko prozelici lub szlachetni Żydzi) zajęli się pogrzebaniem Szczepana opłakując jego zgon. Ciało jego złożono zapewne w pobliżu, w specjalnym grobie, bo ukamienowanych należało grzebać oddzielnie i nie wolno było pomieszczać ich w grobach rodzinnych (por. Strack— Bill., 2, 685—687).
Późniejsza legenda wniosła do śmierci Szczepana i miejsca jego po grzebania wiele pięknych, choć historycznie niesprawdzalnych elementów. Po ich uchyleniu pozostaje jednak mający duże uzasadnienie historyczne i archeologiczne fakt, że Szczepan został ukamienowany i pogrzebany na północ od murów Jerozolimy, w miejscu, gdzie na podstawie istniejącej już dawniej tradycji cesarzowa Eudoksja ok. 450 roku wystawiła bazylikę ku czci Świętego i klasztor, w którym sama zakończyła życie. Wraz z wieloma innymi kościołami Jerozolimy bazylikę zburzyli Persowie w roku 614. Odbudowano ją na dawnym miejscu w latach 1892—1898 staraniem Ojców Dominikanów z M.-J. Lagrange’em na czele. Przy bazylice tej istnieje sławna Szkoła Biblijna (Ecole Biblique et Archćologique Franęaise), która przez swe prace badawcze rozsławiła szeroko biblistykę katolicką w świecie naukowym.
Jeśli rola Szawła w procesie Szczepana i w jego ukamienowaniu pozostaje niejako w półcieniu, to w wybuchłym zaraz potem prześladowaniu wyrasta do niezwykłych rozmiarów Szaweł staje wyraźnie na czele prześladowców.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)