Klasycy metody historii form i ich polscy naśladowcy ewangeliczny obraz Jezusa
i treść Jego nauczania uważają w całości za twór gminy pierwotnej. Wytworzone przez nią obrazy Jezusa i treść Jego orędzia nie mają, ich zdaniem, nic wspólnego z historią. Wszystko to zostało stworzone lub przetworzone przez wspólnotę. Wspólnotę
tę przedstawiają w krzywym zwierciadle. Szczególnie obraz wspólnoty namalowany przez Z. Kosidowskiego budzi sprzeciw. Autor Opowieści ewangelistów mówiąc o pierwotnej wspólnocie Kościoła określa ją słowami pogańskiego polemisty, Cecyliusza, który „nazywa chrześcijan nędzną hołotą i między innymi oskarża ich o to, że werbują wyznawców dla swojego kultu w najniższych warstwach pospólstwa, wśród nierobów i zabobonnych kobiet. Autor Opowieści Ewangelistów dodaje od siebie: „Twierdzenia te, wiemy skądinąd, nie odbiegały zbytnio od prawdy pierwsi wyznawcy Chrystusa istotnie byli
w znacznej większości ludźmi prostymi i niewykształconymi. Na pewno niewielu z nich mogło pochwalić posiadaniem umiejętności czytania i pisania". Skądinąd wiadomo zupełnie coś innego. Najpierw prości i niewykształceni ludzie nie utożsamiająsię wcale
z nędzną hołotą, obdartusami, pospólstwem izabobonnymi kobietami. Kosidowski, przyjmując za swoje niewybredne inwektywy Cecyliusza, odsłania swoją postawę wobec chrześcijaństwa, stawia się świadomie w szeregu jego największych wrogów ipolemistów oraz pod znakiem zapytania stawia deklarowany we wstępie „głęboki szacunek wobec uczuć religijnych ludzi wierzących. Przyjmując punkt widzenia polemisty pogańskiego, Kosidowski popełnił dwa bardzo rażące błędy historyczne, które pokutują w świadomości społecznej do dzisiaj. Bezkrytycznie i naiwnie wierzył w informacje pogańskiego polemisty, zapominając o będącym wówczas w powszechnym obiegu gatunku literackim zwanym inwektywą, która była rozpowszechniona w literaturze antycznej. Był to gwałtowny, często obelżywy atak na osobę, grupę lub instytucję, stosowany w polemice. Inwektywa atakowała pojedynczą osobę lub grupę osób. „Inwektywa pogańska znała cztery sposoby zwalczania przeciwników: wyolbrzymienie i wyjaskrawienie ich wad i ułomności z dopuszczeniem nawet kłamstwa i oszczerstwa, ośmieszanie i ironizowanie, zestawianie i porównywanie z najpodlejszymi postaciami i wreszcie obsypywanie ich obelgami.
Kto choć trochę orientuje się w metodzie historycznej, ten wie, jak ostrożnie
z takiego źródła trzeba korzystać. W krytyce historycznej niepoślednie miejsce zajmuje gatunek literacki badanego źródła. Tych elementarnych wymogów naukowych nie uszanował Kosidowski: inwektywę wziął za kronikę. I to się na nim bezlitośnie zemściło. Zamiast skompromitować pierwotną gminę chrześcijańską, skompromitował samego siebie jako „pośrednika między nauką a czytelnikami".Z tą „nędzną hołotą" i z tymi „obdartusami Kosidowskiemu się nie udało. Wyszło to tak, jakby ktoś opierając się na niewybrednych mowach Hitlera, urabiał sobie sąd o Polakach. Jest to bolesny mit, który razi każdego czytelnika Opowieści Ewangelistów bez względu na światopogląd. Sprawa następna. Badania historyczne już dawno wykazały, że chrześcijaństwo od samego początku przenikało do wszystkich środowisk społecznych, przekraczało ono bariery społeczne, etniczne i kulturalne. Nie ulega wątpliwości, że wchwili wyjścia poza palestyńskie ramy, do czego dochodzi przecież za życia uczniów Chrystusa, nowa religia potrafiła zainteresować przedstawicieli rozmaitych środowisk. Ta właściwość pozostała dla niej charakterystyczna po dzień dzisiejszy. Ona też zadecydowała o światowym sukcesie religii. Gdyby chrześcijaństwo nie było w stanie od razu przemawiać do przedstawicieli różnych grup społecznych (i etnicznych), pozostałoby jedną z wielu sekt żydowskich
i zginęłoby w obliczu konfliktów i napięć wywołanych wojną żydowską (60-73 r.). Do takich wniosków prowadzi pogłębiona analiza źródeł, wolna od uproszczonych schematów
i założeń a priori. Źródła te - tak chrześcijańskie jak i pogańskie - są nader obfite.
Paweł nawrócił prokonsula Cypru Sergiusza Pawła (Dz 13, 6-12), a Piotr setnika kohorty Korneliusza (Dz 10, 1-48). Wśród chrześcijan Antiochii wymieniony jest niejaki Manaen, „który wychowywał się razem z Herodem tetrarchą" (Dz 13, 1). W Tesalonice nawróciło się „niemało znakomitych kobiet [...] a także wpływowych Greczynek i niemało mężczyzn" (Dz 17, 4-12). Bliscy współpracownicy Pawła: Łukasz, Pryscylla i Akwila należeli do wysoko postawionych warstw społecznych tamtych czasów (Rz 16, 3-5; 1 Kor 16, 19; Kol 4, 14; Tt 4, 11). To samo należy powiedzieć o Filemonie, który był adresatem najkrótszego listu Pawła apostoła, i o Eraście skarbniku miasta (Dz 19, 22; Rz 16, 24; 2 Tm 4, 20). Święty Ireneusz stwierdza, że pod koniec I wieku spotyka się już chrześcijan na dworze cesarskim. Prawdopodobnie należy do nich zaliczyć Pomponię Greczynkę oraz Tytusa Flawiusza Klemensa, który doszedł do godności konsula, a także jego toteż Gmina chrześcijańska w Rzymie musiała mieć wśród swych członków ludzi wysoko postawionych, jeśli mogła liczyć na uwolnienie od śmierci męczeńskiej św. Ignacego, biskupa Antiochii. Był on tak bardzo przekonany o wpływach na dworze cesarskim tamtejszych chrześcijan, że pragnąc śmierci męczeńskiej, prosił, by zaniechali zabiegów
w jego sprawie. Ze źródeł pogańskich na szczególne podkreślenie zasługuje list Pliniusza Młodszego do cesarza, Trajana (pocz. II wieku). Donosi on, że w Azji Mniejszej do Kościoła należą niewolnicy i obywatele rzymscy. „Wielu ludzi - pisze Pliniusz - w każdym wieku, każdego stanu, obojga płci [...]. Zaraza tego zabobonu ogarnęła nie tylko miasta, ale nawet wioski i osiedla.
Współczesne badania wspólnot chrześcijańskich Aleksandrii, Rzymu i Lyonu wykazują, u Ewangelia wszędzie obejmowała wszystkie grupy społeczne. Jeżeli w tych wspólnotach liczniejsze były ubogie warstwy społeczne (1 Kor 1, 26), to tylko dlatego, że taka była struktura ówczesnego społeczeństwa tłumy bowiem stanowiły wtedy warstwę liczebnie wielką. Jednakże od zarania chrześcijaństwa przedstawiciele najwyższych warstw przyjmowali religię. Potwierdza to wymownie fakt istnienia literatury chrześcijańskiej, począwszy już od l połowy I wieku. Rozwój tej literatury i jej poziom są najlepszym dowodem upowszechnienia się chrześcijaństwa wśród ludzi zamożnych warstw społecznych. Trudno, bowiem przypuścić, by adresatami tej literatury byli analfabeci. Rozwój literatury chrześcijańskiej świadczy również o zapotrzebowaniu na tę lekturę u wiernych.
Te dane historyczne sprawiły, że współcześni badacze z wielką rezerwą
i zastrzeżeniem odnoszą się do pogardliwych inwektyw polemistów pogańskich, którzy utrzymywali, że pierwotne wspólnoty wywodziły się z najniższych warstw społecznych. Bezkrytyczne powtarzanie złośliwych inwektyw pogańskiego polemisty i uważanie pierwszych chrześcijan za anonimową masę, nędzną hołotę, za fantastów i marzycieli jest - przy stanie współczesnych badań nad źródłami - niepoważne i anachroniczne. Kosidowski, jako pośrednik między czytelnikiem a współczesną nauką, powinien był to wiedzieć.
Badania źródeł starochrześcijańskich pozwalają jeszcze uczynić dalszy krok
w poznaniu struktury pierwotnej wspólnoty wierzących. Wynik tych badań jest nie tylko negatywny, tzn. wykluczający pogląd, według którego pierwsze gminy chrześcijańskie były anonimowymi kolektywami, masą, nieokrzesanych fanatyków, którzy nie interesowali się tak przyziemnymi sprawami, jak fakty historyczne, lecz również pozwala odtworzyć pozytywny obraz tejwspólnoty.
Wszystkie źródła starochrześcijańskie wyraźnie wskazują, że pierwotna wspólnota była zorganizowaną i hierarchicznie uporządkowaną społecznością. Gromadziła się ona wokół dwunastu Apostołów, którzy cieszyli się szczególnym autorytetem; pełnili funkcję kierowniczą i nauczającą, z Piotrem na czele, i stanowili zwarte kolegium. Pierwotna wspólnota darzyła ich zaufaniem i szacunkiem jako wybranych i posłanych przez Jezusa (Mk 3, 14). U ich stóp składali wierni majętności i „trwali w nauce Apostołów", I)/ 2, 42; 5, 12-13). W wątpliwościach zwracano się do nich z pytaniami. Wśród Dwunastu Piotr cieszył lic specjalną władzą i powagą; w jego rękach była inicjatywa i przewodnictwo (Dz 1, 15; 2, 14-40; 3, 6; 4, 8-12; 5, 29-37). On wizytował nowo po-v stałe społeczności chrześcijańskie (9, 32); on pierwszy uczynił krok ku poganom, nawracając setnika kohorty rzymskiej (Dz 10, 1-48). A gdy zaszła potrzeba dobrania sobie pomocników
w głoszeniu słowa pozostawali zawsze we wspólnocie z Apostołami w tym związku
z Jerozolimą i Apostołami pozostawał również i Paweł (Dz 13, 1 n.; Ga 1, 15).
Ta wspólnota uczniów-świadków jest odpowiedzialna za przekaz słów i czynów Jezusa. Stoimy nie wobec anonimowej masy fanatyków, hołoty tworzącej różne idee dotyczące Chrystusa, lecz wobec zorganizowanej i uporządkowanej wspólnoty, której siła tkwiła
w nauce Apostołów. Taki obraz ukazuje się źródeł.
Apostołowie odpowiedzialni za tradycję są świadomi ciążącego na nich zadania. Stąd przepowiadanie uważają za świadectwo. Jak bardzo świadomość Świadectwa przenika pierwotny kerygmat, wskazuje częste używanie słów: „świadek - Świadectwo", „świadczyć" - w sumie 150razy. Świadkiem, według biblijnego sposobu mówienia, określana jest osoba, która na podstawie bezpośredniego i osobistego doświadczenia potrafi dać wierne i oficjalne świadectwo. Apostołowie często określani są mianem świadków wydarzeń z życia Jezusa (Dz 1, 22; 2, 23; 3, 15; 5, 32; 10, 39; 10, 41; 13, 31; 22, 15; 26, 16; Łk 1, 2). A gdy zaszła potrzeba wyboru nowego apostoła w miejsce Judasza, to główną jego kwalifikacją musiał być właśnie charakter świadka, nie znaczenia czy umiejętności wymowy, uzdrawiania itp: „Trzeba, więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Jana aż do dnia, w którym został wzięty do nieba, został razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania" (Dz 1, 21 n.).
Również Paweł, uważany przez zwolenników Formgeschichte za najbardziej aktywnego twórcę tradycji, wyraźnie wyznaje, że nie ma autentycznego przekazu Ewangelii bez jedności z Jerozolimą i z tymi, którzy przed nim stali się Apostołami
i świadkami (Dz 13, 1 n.). Łukasz, redagując swoją Ewangelię, z wielkim pietyzmem odnosi się do świadków i ich świadectwa (1, 1-4). Tak dla poprzedników Łukasza, którzy starali się „ułożyć opowiadanie zdarzeń dokonanych pośród nas", jak i dla niego samego reguła tej pracy była następująca: nie zbierać wszystkiego, co w gminie pierwotnej opowiadano o Jezusie, lecz tylko to, co przekazali „ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa".
Z analizy treści tego przekazu wynika, że tak Apostołowie, jak i wspólnota, do której kierowali swe słowa, zainteresowana była historycznym życiem Jezusa. Analiza najstarszych źródeł i tradycji wykazuje jasno, że kerygmat apostolski i wiara wspólnoty, która była nań odpowiedzią, interesowały się żywo historią. Już w pierwszym kazaniu Piotra (Dz 2, 14-41), w którym na pewno zawarta jest bardzo starożytna tradycja, widać wyraźnie zainteresowanie Jezusem historycznym, przedpaschalnym; Ten, bowiem,
w którego się wierzy i którego się wzywa, nie jest nazywany Panem czy Zbawicielem, ale wprost Jezusem (2, 23) lub Jezusem z Nazaretu (2, 22). Ten Jezus przepowiadany jest jako „mąż, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg dokonał przez Niego wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża [...] przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go [...]" (2, 22-24). Jest to wyraźna aluzja do przedpaschalnych czynów Jezusa. Bardziej znamienne pod tym względem jest kazanie Piotra w domu Korneliusza (Dz 10, 34-43). Apostoł powołuje się tam na poszczególne etapy i miejsca działalności ziemskiej Jezusa: chrzest Jana (w. 27), początek działalności w Galilei (w. 37), cuda Jezusa (w. 38), powołanie uczniów jako świadków (w. 39) i wydarzenie ostatnie: śmierć krzyżowa i zmartwychwstanie (w. 39). Dopiero w w. 42 następuje właściwy kerygmat: „Ten jest ustanowiony przez Boga sędzią żywych i umarłych". Zaimek wskazujący „Ten" podkreśla jedność Jezusa historycznego,
o którym mówił Piotr, z Chrystusem wiary: „kto w Niego wierzy, otrzymuje odpuszczenie grzechów" (w. 43).
Tak więc kerygmat, jak i wiara pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej nie tylko miały wielkie zainteresowanie historią, ale się nawet na niej opierały; kerygmat o zbawczej śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, nie chcąc stać się gnozą, ideologią czy ahistorycznym mitem, odwoływał się do historycznego Jezusa, do przerażającego realizmu krzyża. Wydarzenie tak brutalne, jak śmierć krzyżowa, głoszone przez kerygmat, nie było przypadkiem, lecz miało podstawy, które musiały być znane. Podobnie również i wiara wspólnoty nie zadowalała się jedynie kerygmatem apostolskim, lecz chciała mieć historyczną pewność w sprawach, które się przyjmowało (Łk 1, 4). Sam przedmiot wiary był wewnętrznie związany ze słowami i z historycznymi faktami życia Jezusa.
Ścisłe wiązanie wiary z osobą Jezusa i Jego ziemską historią widać już w najstarszych wyznaniach wiary i aklamacjach. Do takich należy połączenie z sobą dwu imion: Jezus Chrystus (Mt 1, 1; 16, 18. 21; 27, 17. 22; Mk 1, 1; 17, 3; Flp 2, 11). Z połączenia tego wynika ścisły związek między historią a kerygmatem, historią a wiarą. Eschatologiczne i zbawcze działanie Boga wyrażone w tytule „Chrystus" jest ściśle związane z imieniem określonego człowieka-Jezusa z Nazaretu. Oznacza to, że nie istnieje wypowiedź chrystologiczna, która nie byłaby równocześnie wypowiedzią o tym konkretnym człowieku. Formuła ta wyraża prawdę, że Chrystus zmartwychwstały i wywyższony jest ziemskim Jezusem z Nazaretu. W ten sposób w tytule „Jezus Chrystus" jest synteza całej Ewangelii: jej historia (Jezus) i wiara (Chrystus). Nie ma wiary odłączonej od fundamentu historycznego ani historii bez światła wiary. Jeszcze wyraźniej związek historii z wiarą i kerygmatem wyraża aklamacja: „Panem jest Jezus" I Kor 12, 3; Rz 10, 9; Flp 2, 11). Jest to uroczyste wyznanie wywyższonego Pana obecnego w Kościele i u świecie. Ten przez Boga wywyższony Pan nie jest nikim innym, jak właśnie Jezusem z Nazaretu. Istnieje, więc ścisły związek między wiarą a historią.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)