Wiem, że dzisiaj Wielki Piątek, ale nie mogłem się powstrzymać od tej notki. O Męce Jezusa kompilowałem już wcześniej wiele razy np.
http://iktotuzmysla.salon24.pl/298171,miejsce-zlozenia-jezusa-historycznie-po-trzykroc-wiarygodne
http://iktotuzmysla.salon24.pl/299401,tak-odpowiadasz-arcykaplanowi
http://iktotuzmysla.salon24.pl/299976,proces-jezusa-przed-sanhedrynem-bezprawny-i-historyczny
http://iktotuzmysla.salon24.pl/300370,odeslal-go-do-heroda
http://iktotuzmysla.salon24.pl/300620,wyprowadzili-go-aby-go-ukrzyzowac
http://iktotuzmysla.salon24.pl/355656,umycie-rak-przez-pilata-czy-historycznie-mozliwe
a i pewnie dzisiaj mnóstwo autorów o tym traktuje. Więc trochę inny teks, ale fascynujący, zapraszam i Wesołych Świąt wszystkim.
Jeden z papirusów egipskich z II w. po Chr. zawiera fragment listu syna do matki (z błędami ortograficznymi): „Donoszę ci, że jestem prawie nagi. Zaklinam cię, matko, przebacz mi! Wiem dobrze sam, com sobie zgotował! Zostałem ukarany dostatecznie. Wiem, że zgrzeszyłem.. Wolałbym raczej oślepnąć, niż być znowu dłużnym komuś, choćby obola..Ty sama przyjdź!" itd. (Aegyptische Urkunden aus den kónigl. Museen zu Berlin...Griechische Urk. III. 846).Autor tego listu to syn marnotrawny egipski, jeden z tych, których nie brakło w żadnym czasie i w żadnym kraju. Oczywiście, że opamiętanie się tego Egipcjanina nie łączy się w żaden sposób histerycznie z nawróceniem się marnotrawnego syna z Palestyny. Podobieństwo tych dwóch wypadków wynika z ich wspólnego podłoża psychologicznego
Jaki winien być stosunek człowieka sprawiedliwego do pokutującego grzesznika? Na to pytanie odpowiada przypowieść o synu marnotrawnym.
Pod względem literackim przypowieści tej nie można inaczej określić, tylko, jako cudowną. Jeśli idzie o jej treść, jest ona największym oparciem i nadzieją dla wszystkich synów ludzkich, a pod względem formy stanowić będzie zawsze przedmiot zazdrości i desperackich, daremnych wysiłków największych mistrzów słowa. Fakt ten uznali od dawna najwięksi znawcy, niezależnie od swych osobistych przekonań. Żaden pisarz na świecie nie osiągnął takiej siły sugestii w opowiadaniu tak krótkim, prawdziwym, tak pozbawionym wszelkich chwytów literackich. Jego prostota jest nieporównana, a siła wymowy i moc przekonywająca, mimo konturowych ledwie zarysów, większa niż wielu innych opowiadań, którym słusznie przyznaje się pierwsze miejsce z racji ich doskonałej konstrukcji i jasności. Podać tę przypowieść innymi słowami niż słowa Jezusa, to znaczy bezsprzecznie zatrzeć jej piękno.
„Człowiek pewien miał dwóch synów", z którymi żył dostatnio na wsi uprawiając swoje rozległe włości i zarządzając liczną służbą. Starszy syn był prawdziwym skarbem. Młodzieniec poważny, zrównoważony, nie interesował się niczym poza gospodarstwem, prawa ręka ojca, nie oddawał się nawet rozrywkom z tymi kilkoma poważnymi przyjaciółmi, z którymi obcował. Młodszy syn był zupełnie inny. Pełen fantazji i polotu, czuł, że dusi się w życiu tak systematycznym, zorganizowanym, ułożonym. Prace na roli nudziły go, trzody i bydło były mu wstrętne przez odór, który wydzielały, całe gospodarstwo wydawało mu się więzieniem, w którym straż trzymali słudzy, zawsze gotowi donieść ojcu wszystko, co wytropili i podpatrzyli. Od wielu przedsiębiorczych przyjaciół, których miał wszędzie pełno, słyszał o wspaniałym życiu w dalekich miastach, gdzie odbywały się wystawne uczty, tańce, zabawy, gdzie na każdym kroku można było spotkać skropione wonnościami kobiety i miłych kompanów zamiast śmierdzących pasterek i brudnych oraczy jego ojca. Tam dopiero było prawdziwe życie! Rozmyślał o tym dalekim świecie w wieczory letnie, gdy po bezczynnie spędzonym dniu leżał wśród trawy na ojcowskiej łące i słuchał grania koników polnych. Uświadamiał sobie wówczas z melancholią, że miesiące i lata mijają bezpowrotnie, a jego młodość marnuje się w tej pustce i nudzie.
Aż pewnego dnia młodzieniec ten nie mogąc dłużej wytrzymać przedsięwziął zdecydowane kroki, stosownie do rady, którą mu podsunął jeden z przyjaciół. Poszedł, więc do ojca i bez wstępów rzekł: „Ojcze, daj mi część majętności, która na mnie przypada". Żądanie to nie było bezprawne, gdyż według Prawa Mojżeszowego syn pierworodny dziedziczył 2/3 majątku. W naszym wypadku, ponieważ było dwóch synów, młodszemu należała się 1/3 całego spadku. Usłyszawszy te słowa ojciec zapewne długo patrzył w oczy syna, ale nie powiedział ani słowa, podobnie zresztą jak ów młodzieniec, który nie odważył się nic więcej dodać. Rozeszli się w milczeniu. W ciągu kilku dni, w czasie, których ojciec z synem nie zamienili ani słowa, dokonano podziału, nieruchomości spieniężono „i niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w daleką krainę".
Nareszcie rozpoczynało się nowe życie! Kraj ten musiał leżeć daleko, bo nie ma w nim przesadnej moralności hebrajskiej, przeciwnie, spotykamy tam rzeczy w hebraizmie wspomniane z odrazą. Młodzieniec wkraczał w nowe życie mając dużo pieniędzy — przedstawiały one wartość trzeciej części dużej posiadłości ziemskiej — mógł, więc teraz zadowolić swoje zachcianki. Jego marzenia urzeczywistniły się; spragniona zabaw utonął w nich z głową. Tekst ewangeliczny mówi, że zaczął żyć asotos a więc w sposób, który można przetłumaczyć przez słowo „nieokiełznany" lub „rozwiązły", ale także „marnotrawny". Zresztą jedno z drugim łączy się nierozerwalnie.
Przy takim trybie życia dni płynęły szybko i wesoło. Wkrótce dały się odczuć jego skutki. Po pewnym czasie skończyły się pieniądze, jedyne źródło radości, bo chociaż początkowo trzos młodzieńca pękał po prostu, to jednak nie był bez dna. Gorączka używania objęła i zaślepiła jego rozum do tego stopnia, że nie zauważył, jak trzos ten zmniejszał się i kurczył coraz bardziej. Pewnego dnia okazał się pusty. Piękne życie skończyło się; stał u progu nowego, zupełnie innego.
„A gdy stracił wszystko, stał się głód wielki w owej krainie i sam zaczął cierpieć niedostatek." Wesoły jeszcze wczoraj młodzieniec jest obecnie zaskoczony z dwóch stron niejako: z zewnątrz i od wewnątrz. Nie tylko trzos jego jest pusty, ale w kraju, gdzie przebywa, szerzy się głód, który dokuczyć potrafi nawet tym, którzy w normalnych czasach żyją nie troszcząc się o chleb. Nie trzeba też dodawać, że owi przyjaciele-doradcy zniknęli wraz z pieniędzmi i obecnie już tylko o sobie myślą. Znajdując się w takiej opresji, do tego w obcym kraju, młodzieniec nie może pozwolić sobie na filozofowanie: czy umierać z głodu, czy zacząć pracować, jak się da, nawet gdyby praca była najbardziej upokarzająca i wstrętna. „Poszedł, więc i przyjął służbę u jednego z obywateli onej krainy. I posłał go do wsi swojej, aby pasł wieprze." Jesteśmy w kraju nieżydowskim, gdyż w przeciwnym razie nie byłoby w nim wieprzów. Zwierzę to, bowiem nieczyste według Prawa Mojżeszowego było tak dalece wstrętne Żydom, że starali się nawet nie wymawiać jego nazwy. Pewien Rabbi tak się wyraża w Talmudzie: „Przeklęty człowiek, który hoduje wieprze, przeklęty, kto uczy swego syna mądrości greckiej" (Baba gamma, 82 b Bar.).
Tak to ów „złoty młodzieniec" stał się pastuchem świń; ale chociaż w ten sposób uniknął śmierci, to jednak nie uniknął głodu, który skręcał mu wnętrzności. Brakło mu wszystkiego. Wieprze, które cały dzień pod jego okiem ryły w polu, znajdowały mało pożywienia, ale przynajmniej wieczorem, gdy powróciły do chlewa, otrzymywały swoją porcję paszy. On nie. Dla niego nie ma ani odrobiny: tak pastuch jest mniej wart niż dobry wieprz. A przecież jest on Żydem! „A rad by był napełnić żołądek swój strąkami świętojańskiego chleba, który jadały wieprze, ale nikt mu nie dawał".
W tych opłakanych warunkach żyje czas jakiś. Podczas kanikuły, kiedy głodne i zmęczone wieprze kładły się w cieniu drzewa, zabiedzony pastuch wyciągał się obok nich w błocie i gnoju. Myśl jego jednak wybiega stale do tych pogodnych wieczorów letnich, kiedy to leżąc na ojcowskiej łące słuchał grania koników polnych i marzył o wspaniałej przyszłości. A te różowe sny tak smutno się skończyły. Uzmysławia sobie teraz tę rzeczywistość patrząc na chrząkające wieprze, czując na grzbiecie brudne i podarte łachmany, cierpiąc głód, który mu skręca kiszki.
„Zastanowiwszy się tedy rzekł: Iluż to najemników w domu ojca mego ma dosyć chleba, gdy ja tu głodem przymieram." Co więc zrobić? Czy wrócić do ojca? Ale jak się odważyć na taki krok po tym wszystkim, co zrobiłem? Lecz można przecież powrócić tam nie, jako do ojca, ale jako do pana. Byłoby to i tak ogromnie korzystne żyć z pracy rąk własnych w majątku ojcowskim, jak pierwszy lepszy sługa, bo takie życie, jak to, które prowadzi teraz, jest właściwie powolną śmiercią. Zapewne będzie to dowodem wielkiej łaski ze strony ojca, jeśli zechce zapomnieć o krzywdzie, którą jemu wyrządził, i przyjmie go już nie za syna, ale za prostego, uległego sługę! Należy ufać dobrze znanej jego dobroci, może jednak przyjmie! „Wstanę i pójdę do ojca mego, a powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu (Bogu) i przeciw tobie, już nie jestem godzien zwać się synem twoim, uczyń mię jakby jednym z najemników twoich."
Podniesiony na duchu tym postanowieniem, zebrawszy wszystkie siły młodzieniec rusza w drogę do majątku ojca. Idzie słaniający się, obdarty i wydaje mu się chwilami, że nie dotrze do upragnionego celu, przychodzi mu też na myśl, gdy wspomina swoje pożegnanie z ojcem, że nie zostanie przyjęty nawet tak, jak zbłąkany pies. Ale nie ma innej rady. Cały świat skoncentrował się dla niego w domu ojcowskim. Wlokąc się krok za krokiem dochodzi wreszcie do celu. Jest jasne, pogodne południe. Ojciec stoi na polu dozorując prac, ale jego uważne spojrzenie, które wędruje od pługa do pługa i od sługi do sługi, nie ma już tego blasku, co dawniej. Jest zamglone, w oczach maluje się ból, którego czas nie złagodził. Od czasu do czasu wzrok jego biegnie w dal aż do horyzontu, wpatrując się nieruchomo w niewiadomy punkt. „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go ojciec jego i użalił się. I przybiegł, i rzucił się mu na szyję, a ucałował go."
Co, pocałunek? Tak, i to wiele, wiele pocałunków spada na zawszony kark, skołtunioną brodę. Ojciec poznał go, choć wygląda on tak okropnie! Ale skoro go poznał, to jak może go całować? Dlaczego nie woła sług, by go odpędzili? Czyż nie jest to syn, który wyrzekł się ojca? Trzeba wreszcie odezwać się. „I rzekł mu syn: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i przeciw tobie, już nie jestem godzien zwać się synem twoim”. Jest to formuła, której młodzieniec wyuczył się na pamięć, ale skrócona, bo brak w niej zakończenia: „uczyń mię jakby jednym z najemników twoich". Czy może ów syn nie ma już odwagi prosić o miejsce sługi wobec tak wielkiej ojcowskiej dobroci? Czy też może prośba jego została zagłuszona nowymi pocałunkami?
Ale jaki sens mają słowa skruszonego syna? To próżne słowa, niepotrzebne, ojciec nie zwrócił nawet na nie uwagi. Do głębi wzruszony zwraca się do nadbiegających sług: „Rychło przynieście najlepszą szatę, a przyodziejcie go, dajcie też pierścień na rękę jego, a sandały na jego nogi!" Słusznie, czy nie jest on paniczem, który powraca do domu? Czy mógłby bodaj przez moment jeszcze pozostać w tych podartych łachmamanach, on, syn dziedzica? Kiedy go już ubrano, trzeba, żeby się wszyscy cieszyli. Trzeba zostawić w polu pługi, motyki, a przygotować wspaniałą ucztę. „Przywiedźcie cielca tuczonego i zabijcie, a jedzmy i weselmy się: albowiem ten syn mój umarł był, a ożył, zaginął był, a odnalazł się..."
Niebawem we dworze rozpoczęła się uczta z muzyką i tańcami.
Starszy syn nie był obecny, gdy rozgrywały się powyższe wypadki. Ten „skarb" ojcowski znajdował się jak zwykle przy pracy, a tego popołudnia pracował na polu bardzo odległym, na krańcach majętności. Wrócił też dość późno; uczta, która się przeciągnęła, trwała jeszcze, a obficie lejące się trunki zachęciły gardła do śpiewu, a nogi do tańca. Kiedy poważny ten młodzieniec usłyszał hałas i wrzawę, spadł jakby z obłoków.
Zaraz też „przywołał jednego ze sług i spytał, co by to było. A ten mu rzekł: Brat twój przybył, a ojciec twój zabił cielca tuczonego, że go zdrowym odzyskał". Sługa jednak nie poprzestał na tej informacji i objaśnił pytającego szczegółowo, a więc opisał mu scenę przybycia brata, który wyglądał tak, że parszywy pies dworski mógłby się wydawać wobec niego arcykapłanem z Jerozolimy.
Starszy syn poczuł się urażony. Jak to? Więc dla tego hultaja, który tyle szkody i wstydu narobił rodzinie, ojciec urządził takie wspaniałe przyjęcie? Czyżby postradał rozum? Jeśli stary ojciec zdziecinniał, on nie miał najmniejszej chęci go naśladować. „Oburzył się tedy i nie chciał wejść. Ale ojciec jego wyszedłszy począł go prosić. Lecz on odpowiadając rzekł ojcu swemu: Oto przez tyle lat służę tobie i nigdym nie przestąpił rozkazu twego, a nigdyś mi nie dał koźlęcia, abym ucztował z przyjaciółmi mymi. Skoro jednak przyszedł tu ten syn twój, który roztrwonił z nierządnicami majętność swoją, zabiłeś mu tuczonego cielca. Ale on mu rzekł: Synu, tyś zawsze ze mną i wszystko, co moje, twoje jest. Należało jednak weselić się i ucztować, gdyż to jest brat twój, który umarł był, a ożył, zaginął był, a odnalazł się" (Łk. 15,28—32).
Trzeba podkreślić, że starszy syn mówiąc do ojca o młodszym wyraża się „ten syn twój", ojciec zaś przeciwnie — mówiąc również o nim do starszego syna, powiada: „to jest brat twój". Wydaje się, że starszy syn obawia się splamić swe usta imieniem takiego „brata", wolałby raczej wyprzeć się go. Ojciec zaś przypomina mu, że jednak ten rozpustnik jest jego „bratem" i że winien go za takiego uznać, podobnie jak on, ojciec, uznał go za syna. Cały sens moralny drugiej części tej przypowieści mieści się właśnie w tym, że jak ojciec jest zawsze ojcem, tak i brat winien być zawsze bratem.
Ogólna myśl całej przypowieści obejmuje również naukę podaną w drugiej jej części. W pierwszej, bowiem, przypowieść poucza o wielkim miłosierdziu Bożym w stosunku do pokutującego grzesznika. Bóg jest owym ojcem z przypowieści. W drugiej zaś części mamy naukę o konieczności miłosierdzia wobec pokutującego grzesznika ze strony człowieka, który jest tego pokutnika bratem; konieczność ta wypływa z przebaczenia ojcowskiego i jest tego przebaczenia prostym następstwem. Druga, więc część przypowieści jest właściwie ukoronowaniem całości i kwintesencją podanej w niej nauki.
Miłość Boga, uosobionego w postaci ojca, do grzesznika występującego jako syn marnotrawny szeroko jest w przypowieści opisana. Cała przypowieść tak jest ułożona, aby tę miłość specjalnie uwydatnić; opowiadanie jest podzielone na dwie części i zakończone tym samym zdaniem (w. 24 i 32). W pierwszej części główną osobą jest syn młodszy, w drugiej — starszy; ojciec, pełen miłości, jest postacią, która dwie części opowiadania łączy w jedną całość.
Miłość ojca do młodszego syna jest głęboka i przebaczająca. Skrót literacki kazał autorowi przemilczeć chwile odejścia syna z domu, natomiast przy opisie jego powrotu widzimy dopiero, co przeżywał ojciec w czasie nieobecności syna. Już z daleka go zobaczył, jakby wyczekiwał na niego i wyglądał na drogę, którą syn mógł wrócić. To, co się później, działo, Łukasz opisał krótkimi zdaniami równorzędnie połączonymi przez „i"(Kai),i wyraził w nich całą niecierpliwość stęsknionego ojca za synem (w. 20); niecierpliwość tę podkreślił słowem „biegnąc", które raczej do syna należało odnieść, autor tymczasem mówi tak o starym ojcu, aby uwydatnić jego miłość do syna.
Dalszym rozwinięciem, a równocześnie pogłębieniem tej miłości jest przebaczenie marnotrawnemu synowi wszystkich jego przewinień. Gdy syn wyznał swoje grzechy, ojciec nie pozwolił mu już nawet skończyć tych słów, którymi chciał prosić o przebaczenie i zapewnić wyrównanie krzywdy, jaką wyrządził zmarnowaniem majątku. Przerwał mu rozkazem zwróconym do niewolników, aby przybrali jego syna i przygotowali ucztę. Niecierpliwość stęsknionego ojca występuje tutaj jeszcze wyraźniej: pierwsze słowo rozkazu „prędko" (w. 22) określa, jak niewolnicy mają nakaz wykonać; sam rozkaz to szereg składający się aż z siedmiu krótkich poleceń połączonych ze sobą równorzędnie, prawie jak wyliczenie (w. 22-23); niecierpliwość stęsknionego, kochającego ojca, będąca treścią pierwszego słowa, pogłębia się nawet przez literacką formę.
Jeszcze większym wyrazem miłości ojca jest radość z nawrócenia i odnalezienia syna. Ojciec wyraża to słowami o bardzo głębokiej treści; powrót syna to dla niego jak gdyby zmartwychwstanie tego, który zmarł, i odnalezienie ukochanego po długim szukaniu (w. 24 i 32). Ile zaś te słowa zawierają ojcowskiego uczucia do nawróconego, powracającego syna, to widać z porównania ich ze słowami powtórzonymi przez sługę: z jego ostrożnej relacji zwróconej do starszego brata wynika, że ojciec kazał zabić tłuste cielę, bo „zdrowego odzyskał" syna (w. 27).
Przykry incydent ze starszym synem ma za zadanie jeszcze bardziej podkreślić ojcowską miłość. Ojciec również starszego syna otacza miłością, on jednak gniewa się i czyni ojcu wymówki, ponieważ przyjął marnotrawnego młodszego syna i wydał ucztę na jego cześć, czego nigdy nie robi dla starszego; o młodszym swym bracie mówi starszy syn jak o kimś dla siebie obcym (w. 30), wyrażając tylko pogardę dla grzesznika i nie zwracając uwagi na to, że rani ojcowską miłość. O przestępstwach brata mówi szczegółowo i dokładnie: gdy poprzednio zaznaczono ogólnie, że młodszy syn roztrwonił swój majątek żyjąc rozrzutnie (w. 13), to starszy syn to samo określa o wiele mocniejszymi pogardliwymi słowami (w. 30 – zmarnował twój majątek z nierządnicami). Jednakże słowa pogardy dla brata, który źle postępował, jeszcze bardziejuwydatniają ojcowską miłość; ojcowskie „synu" przy tej pogardzie i łagodne słowa usprawiedliwienia (w. 31), wypowiedziane mimo niewłaściwego zachowania się starszego syna, wskazują, że ojciec miłuje obydwóch synów równie głęboko; nie zmienia on też swej decyzji, co do starszego syna, a raczej ją uzasadnia.
Ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym jest ze względu na swoją miłość postacią wielką; Jezus malując ją nie powtarzał ciągle tych samych przymiotników, które w słuchaczach miały wywołać wrażenie wielkości opisywanego bohatera, jak to robił Homer, raczej pozwolił zajrzeć do jego serca, przedstawił ojca w dwóch trudnych sytuacjach, z jego głęboką miłością, i przez to stworzył postać niezapomnianą.
LIT
G.Ricciotti „Życie Jezusa Chrystusa”, PAX, Warszawa, 1956
PISMO ŚWIĘTE NOWEGO TESTAMENTU W 12 TOMACH - TOM III CZ.3 - EWANGELIA WEDŁUG ŚW. ŁUKASZA (1974) (KUL).



Komentarze
Pokaż komentarze