31Ponownie oddalił się z krainy Tyru i poprzez Sydon dotarł do Jeziora Galilejskiego, w sam środek posiadłości Dekapolu. 32 Wtedy przynoszą do Niego głuchego, który ledwo potrafił mówić ,i proszą Go, aby na niego położył dłonie. 33 Wziął go na bok, osobno od ludu, a włożywszy swoje palce do jego uszu śliną dotknął jego języka, 34 spojrzał w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy:
Otwórz się.
W tym samym rozdziale Jezus nawoływał l daremnie do, słuchania í zrozumienia" (7, l4). To wołanie nie odniosło skutku nawet wśród uczniów. Tylko poganka - syrofenicjanka, stanowiła wyjątek. Słuchała, zrozumiała i uwierzyła. Jej córka została uzdrowiona (7, 28-30). Do tego ostatniego fragmentu Marek dołącza nowy. Jezus uzdrawia głuchoniemego. Otwarcie zamkniętych 5).'Otwarcie zamkniętych uszu u głuchych í oczu u niewidomych są więc wyraźnym znakiem nadejścia zbawczej ery.
Z okolic Tyru Jezus udaje się przez Sydon do Jeziora Galilejskiego. Intencja Marka jest dość jasna. Chce on powiedzieć, że Jezus nadal unika Galilei i pozostaje w okolicach pogańskich graniczących z nią (por. Mt 4, l5). W tych rejonach powstały dość wcześnie chrześcijańskie gminy.
Do Jezusa przyniesiono chorego, widocznie przez ludzi, którzy słyszeli o uzdrawiającej mocy Jezusa. Chory jest głuchy i niemy (mogilalos składa się z mogis i lalein = ledwo artykułując), niektóre wersje czytają moggilalos (ciemno, niezrozumiale mówiąc). Ci, którzy przynieśli chorego, proszą, by Jezus uzdrowił go przez włożenie ręki. Widocznie znali ten sposób uzdrawiania chorych przez Jezusa.
Jezus bierze chorego na osobność, chcąc przez to zaznaczyć, że cud nie jest widowiskiem. Potem przetyka uszy chorego, a w końcu zwilża jego wargi swoją śliną (por. J 9, 6 - To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego).
U starożytnych ślina uchodziła za środek uzdrawiający (O ,,cudzie" cesarza 'Wespazjana posługującego się śliną informują Tac. Hist IV; 81; Suet.' Vesp.7; Cassius Dio LXX, B), a o użyciu śliny w Palestynie Straack-Billeberck – B II, 15-17). Ponieważ Jezus nie może przemówić do chorego, posługuje się takimi gestami, które zastępują słowa. Jezus patrzy w niebo. Ten gest przypomina scenę cudownego rozmnożenia chlebów (6, 4i). Chory ma sobie uświadomić, że moc Jezusa pochodzi od Jego Ojca. W końcu Jezus przemawia. Aramejskie effatha (forma patach), co oznacza „otwórz się” wg żydowskich analogii odnosi się do chorego człowieka w całości. Ewangelista przepisuje greckimi słowami wyraz aramejski tak dokładnie powtórzony przez Piotra w jego katechezie ustnej dla, ale zaraz go tłumaczy. To kolejna poszlaka sugerująca, że Marek był w Rzymie tłumaczem św. Piotra.
Opisy w Ewangelii Markowej są niezwykle żywe bezpośrednie i podają niespodziewane wprost drobiazgi, których nie ma u pozostałych synoptyków. Składnia jest prosta, często prymitywna (jak twierdzą specjaliści), styl szablonowy i niewyszukany, język grecki Marka chropawy i ubogi. Ma się wrażenie, że to list napisany przez inteligentnego chłopa, który opisuje cudowne wydarzenia oglądane własnymi oczami.
Te spostrzeżenia doskonale harmonizują z danymi z tradycji. Piotr potrzebował Marka jako „tłumacza”, który był po prostu znawca języków obcych, nie był uczonym literatem, ani nawet pisarzem obdarzonym talentem jak choćby Łukasz, Paweł, czy ów stylista układający list do Hebrajczyków. Piotr w swojej katechezie mówił prosto, przekonująco jak naoczny świadek. Jego tłumacz uwiecznił to na piśmie z prostotą właściwą wiernym tłumaczom.
O tym, że Piotr przemawiał do Rzymian, świadczy bardzo wiele. Jezus nie jest u Marka przepowiadanym Żydom Mesjaszem, tylko Synem Bożym, panem natury i cudotwórcą oraz poskromicielem potęgi demonów. Nie mówi się o czystości rytualnej, duchu moralności faryzeuszów itd. Słowa aramejskie wypowiedziane przez Jezusa cytuje Marek z wielkim pietyzmem jak np. Boanerges (Mk 3,17), Telita qumi (5,41), nasze dzisiejsze Ethpetah (7,34) i natychmiast tłumczy je na grecki jak wymagali tego słuchacze i czytelnicy rzymscy.
Wnikając głębiej w atmosferę dzieła odkrywa się w nim koloryt wybitnie rzymski. Częściej niż u innych synoptyków można napotkać w grece Marka łacińskie słowa, jak np. centurio (15,9, 44), spiculator (6,27), sextarius (7,4) i inne. Spotyka się wyrażenia, które z ducha są łacińskie, nie greckie np. „chwycili go do bicia” (14, 65), u Mateusza 26, 67 czytamy „bili go”, „dwa drobne pieniążki (lepta) to jest tyle co grosz” (12, 42) – chodzi tu o jedną monetę rzymską odpowiadającą dwom greckim itd.
35Wtedy otworzyły się jego uszy i natychmiast więzy jego języka rozluźniły się tak, że mówił poprawnie. 36 Zakazał im o tym mówić. Im więcej jednak im nakazywał tym bardziej o tym rozpowiadali 37 Wpadli, bowiem w zdumienie i mówili: Wszystko dobrze uczynił: Głuchym przywraca słuch, a niemym mowę
Chory słyszy i przemawia. Rozwiązanie więzi języka ma na uwadze demoniczny charakter choroby. Przedtem mowa chorego była niezrozumiała, bełkotał. Teraz mówi normalnie jak inni ludzie. Nie ma, więc skrajnego przeskoku od zupełnego braku mowy. Jean Guitton zauważył, że z łatwością można zrozumieć Ariusza, heretyka z IV wieku, który czytając te teksty nie znajdował w nich nic co pozwalałoby ustalić jakiś związkiem między nimi a wiarą w Bóstwo opisywanego Jezusa. Każdy może zauważyć, że nawet o najbardziej zdumiewających cudach mówi się w nich bez żadnej emfazy, zawsze z najwyższą prostotą. Nie da się w niczym wyczuć jakichś części dodawanych później, dla potrzeb wiary. Przy wyeliminowaniu cudów z tych tekstów zauważono, że księgi straciły większą część swojej głębokie spójności, opis był poszarpany a treść nie miała żadnego sensu. Cudowność i codzienność są tak ściśle zjednoczone, że albo przyjmuje się Ewangelie w całości albo w całości się je odrzuca. Ewangeliczna skała jest tak spójna, że wyodrębnianie wydarzeń „autentycznych” oraz innych „dodanych” przez wiarę jest niemożliwe. W zestawieniu z apokryfami czytelnik staje wobec stylu mitycznego, do tego stopnia, że św. Hieronim określił je, jako deliramenta, formy bezrozumne, szaleńcze: przesada, wizje, majaczenia i marzenia. W ewangeliach apokryficznych jest wszystko, ale ma się tu do czynienia z tym, czego w Ewangeliach kanonicznych wcale nie ma. To w apokryfach Jezus ugniata ptaszki z gliny i ożywia dmuchając pod ogonek albo dla ulżenia matce sprawia, że nie trzeba ręcznie ciągnąć wody ze studni.



Komentarze
Pokaż komentarze