63 obserwujących
641 notek
899k odsłon
2914 odsłon

Przypowieść o 10 pannach-bardzo historyczna i mocno straszna

Wykop Skomentuj1

1 Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. (Mt 25, 1)

Tą przypowieść (razem innymi dwoma) Jezus wypowiedział tuż przed swoją męką.

        Liczba "dziesięć” oznaczała czasem u Żydów ilo­ść bliżej nieokreśloną por. Ks. Kapł. 26 26 – „Jeżeli i wtedy nie poprawicie się i będziecie postępować Mnie na przekór, 24 to i Ja postąpię wam na przekór i będę was karał siedmiokrotnie za wasze grzechy. 25 Ześlę na was miecz, który się pomści za złamanie przymierza. Jeżeli wtedy schronicie się do miast, ześlę zarazę pomiędzy was, tak że wpadniecie w ręce nieprzyjaciół. 26 Rozbiję wam podporę chleba, tak że dziesięć kobiet będzie piec chleb w jednym piecu. Będą wam wydzielać chleb na wagę, tak że jedząc nie będziecie syci”;  Księga Liczb 14 22 – „Wszyscy, którzy widzieli moją chwałę i moje znaki, które działałem w Egipcie i na pustyni, a wystawiali Mnie na próbę już dziesięciokrotnie i nie słuchali mego głosu”;

        Jezus nawiązuje ­tą przypowieścią do weselnych obrzędów żydowskich ­Ślub u Żydów polegał na samej ceremonii umowy małżeńskiej, zawartej wobec świadków. Od tej chwili oblubieńcy byli już małżonkami i posiadali do siebie wszystkie prawa. Oblubienica pozostawała wszakże przez  pewien czas jeszcze w domu swych rodziców, skąd ją oblubieniec do swego domu przeprowadzał. Przenosiny te odbywały się zwykle z wielką­ uroczystością, i połączone były z ucztą weselną, ale nie należały do istoty zaślubin. Zwyczajowo pan młody w orszaku drużbów, przyjaciół i znajomych udawał się do domu swej oblubienicy, która już na niego czekała w otoczeniu swych drużek i przyjaciółek. Pod wieczór wśród dźwięków muzyki, ś­piewów i wśród świateł następował wspólny pochód wszystkich do domu pana młodego, gdzie urządzano ucztę weselną. Jeżeli panna młoda pochodziła z innej miejscowości, wtedy nieraz dziewczyny z wioski pana młodego przy zbliżaniu się orszaku weselnego do domu oblubieńca, wychodziły na spotkanie młodej pary. Tę ostatnią, okoliczność­ ma na względzie Jezus w swojej przypowieści.

 

2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych.3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy.4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach.

       Lampki, lampades - były to albo małe gliniane lampki (kaganki) w kształcie łódeczki lub pantofla, u którego końca wystawał knot bawełniany, a wnętrze było wypełnione oliwą; albo też - zdaniem innych - naczyńka półkoliste, zaopatrzone w oliwę i knot, które umieszczano na szczycie drążka, i noszono podniesione w górę.

       Nierozsądne prawdopodobnie nie zabrały oliwy na zapas, a starożytne lampki małej były pojemności.

 

 

5 Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.6 Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!"

Szczegół ten pozwala przypuszczać, że oblubienica pochodziła z innej wioski..

7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy.8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną".9 Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!"

Jezus mówiąc o konieczności przygotowania się na moment paruzji uznał za stosowne w swojej przypowieści nawiązać do tego właśnie zwyczaju chcąc między innymi dać do zrozumienia, że paruzja będzie momentem radości i ostatecznym aktem tego zjednoczenia się z Bogiem, jakiego wyrazem jest królestwo Boże. Ale zaraz na wstępie Jezus zauważa, że wśród orszaku weselnego dziewcząt, a więc wśród jego wyznawców, uczniów, są mądrzy, przewidujący (fronimoi) i są nieroztropni (moroi: ociężały, tępy) którzy nie myślą o przyszłości. Wyrazem tej nieroztropności jest zaniedbanie tego, co jest konieczne. Żeby można z oblubieńcem wejść na gody weselne Jezus nie sprecyzował, co należy rozumieć pod symbolem oliwy, ale skoro miała ona dać światło konieczne przy powitaniu oblubieńca, to wydaje się, że nawiązywał on w ten sposób do swojej nauki, mówiącej o świetle uczynków, dzięki którym ludzie mogą poznać i chwalić Ojca Niebieskiego. A może nawiązał do wiary (światło) w Jego posłannictwo i tej roztropności (oliwa) stanowiącej podstawą a zarazem owoc wiary, jakiej wyrazem były Jego zasady podane w kazaniu na górze

Zasadniczą myślą tych kilku wierszy koncentruje się wokół słów: nie nadchodził oblubieniec... zdrzemnęły się, zasnęły... Oto oblubieniec… wyjdźcie na spotkanie... użyczcie nam waszej oliwy... żeby przypadkiem nie brakło i nam i wam...

      Jezus akcentuje tu takie przygotowanie się na przyjście oblubieńca, które by pozwoliło się nawet zdrzemnąć, czy zasnąć, ale które w niczym nie obniżyłoby gotowości. Jest to nowy akcent mowy eschatologicznej. Mając to na uwadze można przypuszczać że przez czuwanie Jezus rozumiał taką troskę o gotowość na, spotkanie sie z oblubieńcem, która bierze pod uwagę potrzeby i słabości natury ludzkiej. Równocześnie jednak mobilizuje wszystkie jej wartości i przymioty w takim stopniu, że moment nagłego i niespodziewanego nadejścia Pana nie znajduje człowieka nieprzygotowanym. Innym nowym elementem jest to, że przyjście Pana będzie takim momentem, w którym człowiek musi się absolutnie skoncentrować na własnym dobru. Nie będzie wtedy czasu na dawanie lub pożyczanie tego, co zapewnia spotkanie się z Panem. Wynika z tego, że Paruzja kryje w sobie również surową i twardą rzeczywistość. Uczeń Jezusa szczerze myślący o swoim zbawieniu musi się wyzbyć lekkomyślnego sentymentalizmu i nieroztropnego altruizmu.       

        Spotkanie się bowiem człowieka z Bogiem w dzień paruzji stawia go wobec nowej rzeczywistości, a za Życie w niej musi płacić wyłącznie własnym dobrem duchowym, jakie zdołał w życiu doczesnym zaskarbić. Jest rzeczą ciekawą, że oblubieniec był równie nieczuły na prośby panien nieroztropnych, jak i ich mądre koleżanki, gdy chodziło o pożyczenie oliwy. Można stąd wysnuć wniosek, iż Jezusowi chodziło o podkreślenie, że w sprawie zbawienia w momencie paruzji będą się liczyć wyłącznie własne dobre uczynki i osobista gotowość. W tym momencie człowiek będzie zdany wyłącznie na siebie. Bóg zaś będzie wtedy oblubieńcem, ale wymagającym i nieubłaganym!!! (por. Iz 25, 6)

 

10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto.11 W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam!"12 Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was".13Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

 

       Ornaverunt - tutaj w znaczeniu starogreckim: "uporządkować"- wtedy dopiero głupie panny spostrzegły, że światła ich dogasają z braku oliwy.

        Drzwi zamknięto - by nikt z niezaproszonych na ucztę się nie wprosił. W Palestynie chce cała wieś brać udział w zabawie weselnej.

       Nie znam was!!! - jako uczestniczek godów weselnych, bo nie wzięłyście udziału w orszaku weselnym – zajęte w tym czasie zakupem dodatkowej oliwy. Do zwyczajów semitów starożytnego Bliskiego Wschodu należało, że magazyny towarowe połączone były zwyczajowo z mieszkaniem kupca, który gdy zaszła potrzeba wzywany był z ulicy aby obsłużyć klientów. Życie rozpoczynało się jeszcze przed świtem, z pianiem koguta. Nie ma nic zatem dziwnego w poleceniu by pójść do sprzedających (może nawet z tej samej wioski, w której odbywała się uczta weselna) i nawet w nocy próbować uzupełnić zapas oliwy.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura