Na brzegu stołu czaszka balansuje,
A wskazująca opuszka świętego
– Tak powstrzymując rozpad szwów tej kuli –
Legła na brzytwie: ostrym Biblii brzegu.
Ciało ma suche, szczupłe, w fałdach mięsnych,
Których cień kwitnie cielesnym upałem,
A dźwignia łokcia trzyma gestem pewnym
Zrównane dumy i porażki szale.
Kostna kopuła oświetlona, jasna.
Czoło zorane jak uprawna ziemia,
W nim czerwie śmierci – nurt ukryty tańczy –
Naprzeciw Pisma zwierciadlanej tarczy.
Przed słowem Boga – to ciało z kamienia.
Nie widzi czaszki – lecz czuje, jak wzrasta.


Komentarze
Pokaż komentarze