Wstałem rano, poczytałem troszkę "Boże igrzysko" Normana Daviesa, po czym stwierdziłem iż wypada wstać. Po śniadaniu, pomyślałem co by zajrzeć do internetu i zobaczyć co to ciekawego się w świecie dzieje. A czym mnie wykop dziś powitał? Ano taką ciekawą stonką, w której autor ubolewa nad piractwem... książkowym. Myślę sobie jak nic facet będzie chciał zamknąć wszystkie biblioteki w tym kraju, bo przecież wiadomo, ludzie chodzą, wypożyczają, czytają i oddają, a nie płacą za to co przeczytali.
Myliłem się, ten młody człowiek (zapewne) żądał zamknięcia stron internetowych, które takowe ebooki (bo tak się książka w komputerze nazywa) udostępnia. Jako iż otwarcie jestem za ściąganiem z internetu wszystkiego, muszę zaprotestować, przeciw takim praktyką.
I nie czuję się złodziejem ściągając cokolwiek z internetu nie płacąc za to? Po 1. nie łamię prawa. Wedle naszego ustawodawcy, można bezkarnie ściągać i dzielić się ze znajomymi plikami, nie można za to udostępniać ich, osobą nieznajomym. I zgadzam się z tym w pełni, iż dla własnego użytku wolno ściągać z internetu. Oczywiście, najgorszym przegięciem jest po tym zarabiać na tym, bo to oczywiście jest nie fair.
W tej dyskusji aktywnie biorą udział wszelkiego rodzaju "larwy" czyli firmy fonograficzne, które żywią się prawami autorskimi. I to one bardziej okradają artystów niż ich fani! A dochodzi do taki patologii iż, jak np. niedawno, gdzie za ściągniecie kilkunastu pioseneczek, kobieta w Stanach miała zapłacić... kilka milionów.
No i ja skromnie piosenkę napisałem i ułożyłem do niej parę slajdów (to nie jest teledysk). Oczywiście, zaręczam, iż śpiewać nie potrafię i nie mam dobrego sprzętu nagrywającego więc ogólnie piosenka traci lekko na jakości. Ale jest, dużo się przy niej napracowałem. Jako więc "Artysta" zapraszam do jej odsłuchania, tantiemów nie pobieram!
Link:



Komentarze
Pokaż komentarze