43 obserwujących
1406 notek
822k odsłony
498 odsłon

Andrzej Wajda, czyli jak namalować Polskę….

Wykop Skomentuj14

Łukasz Jasina

Grono powszechnie uznanych, światowych mistrzów kina jest stosunkowo niewielkie. Kilka lat temu odeszli ostatni z nich: Michelangelo Antonioni i Ingmar Bergman. Teraz umarł Andrzej Wajda. Z grona “wielkich” pozostali już tylko Martin Scorsese i Roman Polański.

Spośród nich to właśnie Wajdę najbardziej wiązano z krajem, w którym tworzył i o którym tworzył. Bergman nie stał się międzynarodowym symbolem szwedzkości, a i bez Felliniego czy Antonioniego utrwalił się obraz Włoch. Wajda namalował Polskę widzianą przez obserwatorów naszego kraju i postrzegać go należy przede wszystkim jako opisującego Polskę artystę, który zaprezentował jej historię światowej widowni.

Wpływ Wajdy na kulturę polską drugiej połowy ubiegłego wieku, był większy niż jakiegokolwiek artysty tworzącego w tamtym okresie. Porównywać trzeba go z pisarzami – gdyż wajdowski autorytet wykraczał poza świat filmowy. Czesław Miłosz, mimo Nobla, nie stał się twórcą kulturowego wzorca, inspirując właściwie jedynie inteligentów. Stanisław Lem i Ryszard Kapuściński pozostali wielkimi eksperymentatorami.

Polskie kino zostało przez Wajdę zdominowane całkowicie i to jeszcze w latach sześćdziesiątych. Reżyserzy, którzy mogli z nim rywalizować, zostali odsunięci ze sceny przez historię. Jego mistrz – Aleksander Ford, stracił swoja pozycję a w 1968 roku, wyjechał z kraju, Andrzej Munk zginął w wypadku w roku 1961 a Roman Polański zdecydował się na karierę zagraniczną. Jerzy Kawalerowicz i Jerzy Hoffman , mimo znaczenia ich filmów, wydawali się zajmować zaszczytne drugie i trzecie miejsce w naszej hierarchii filmowej. Kieślowskiego kochamy my – intelektualiści, ale różnie jest z jego odbiorem wśród większości.

Przez ponad pięćdziesiąt lat, to Wajda pozostawał głównym punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń polskich filmowców oraz ustalał obowiązujący wzorzec tego, o czym polskie kino mówi. To do jego obowiązków należało ustalanie obowiązującej wykładni historii oraz tworzenie obrazu dziejów narodu. Podobnie jak Jan Matejko, który stworzył cykl historycznych płócien – Wajda rok po roku zabierał się za jakiś fragment naszej historii. I podobnie jak w wypadku Matejki nie były to jedynie dzieła pokrzepiające, ale również rozdzieranie polskich mitów.

W polu zainteresowania mistrza Wajdy ( w przeciwieństwie do mistrza Matejki) znajdowało się ostatnich dwieście lat – czyli najbardziej formatywny dla współczesności fragment przeszłości. Najważniejszym motywem spośród wielu, była oczywiście II Wojna Światowa, czyli początek obecnej Polski.

Już w swoim, pierwszym filmie fabularnym czyli “Pokoleniu” (1954) Wajda podejmuje temat polskiego podziemia, mitu jednak nie tworzy, bo jako były żołnierz AK nie jest odpowiednim artystą do kreacji takowego w wypadku opisanych w filmie działań Związku Walki Młodych. Obraz okupowanej Warszawy jednak pozostaje. Kolejne filmy utrwalają w pamięci widzów ważne fragmenty wojennej historii: “Kanał” (1956) to Powstanie Warszawskie i jego upadek a “Popiół i Diament”(1958) do dramat wyborów moralnych z 1945. Nieudana “Lotna” (1959) to pierwsze dzieło tego typu o Kampanii Wrześniowej a “Samson” o ówczesnych relacjach polsko-żydowskich.

Wojna później wraca u Wajdy na różne sposoby – w “Krajobrazie po bitwie” (1972) widzimy, jak zniszczyła zwykłych Polaków, którzy przeszli przez koszmar niemieckich obozów, a w “Kronice wypadków miłosnych’ (1985) że idealizujemy istniejący przed nią świat. “Pierścionek z orłem w koronie” (1992) i “Katyń” to z kolei rozliczenie z komunistycznymi kłamstwami oraz stalinizmem, który stał się także odrębnym tematem w “Człowieku z Marmuru” (1976) i jego, niezamierzonym chyba, sequelu “Powidokach” (2016).

Tej wajdowskiej dominacji nad naszą pamięcią mamy więcej. Getto warszawskie znamy z “Korczaka” (1990) i “Wielkiego Tygodnia” (1995). Atmosferę gomułkowskiej cyganerii poznajemy z “Niewinnych Czarodziejów” (1961), a o tym jak wyglądała peerelowska bohema nie wiedzielibyśmy nic, gdyby nie “Wszystko na sprzedaż” (1968). Wajda monopolizował też język adaptacji narodowej klasyki – od Żeromskiego (“Popioły”) i Wyspiańskiego (“Wesele”) przez Iwaszkiewicza do Mickiewicza.

Wajda to nie tylko wyliczanka. W pewnym momencie po prostu nie potrafiliśmy się bez niego obyć. Choć uwielbiamy nurzanie się w bagienku narodowej sławy i katastrofy – mamy problem z budowaniem narracji, która pozwalałaby nam na opisanie tego zjawiska. Taką tworzył tylko Wajda, a przez ostatnich kilkadziesiąt lat czekaliśmy na jego autorytatywną wypowiedź.

Teraz mistrza już nie ma, a my straciliśmy wieszcza, rozumiejącego o co chodzi w zjawisku pod nazwą “Polska”. Pozostali jedynie “wieszczowie podrzędni”, nie tej miary i nie tej inteligencji. Oni nam polski mit będą teraz tworzyć.

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale