Co rok odchodzą znani aktorzy, którzy wyróżlili się i zapisali na kartach polskiego teatru, kina, pracy z młodymi aktorami w szkołach filmowych. Z wieloma mam jakieś skojarzenia.
Tadeusza Łomnickiego pamiętam, kiedy szedł przede mną wieczorem z Teatru Żydowskiego po jakiejś sztuce, ubrany w długi płaszcz. Mam wspomnienia z Romanem Wilhelmi, czy ostatnio zmarłym Gustawem Holoubkiem.
Można by długo wymieniać nazwiska tych, którzy odeszli. Moja Mama zaszczepiła we mnie zainteresowanie teatrem, filmem i aktorstwem. Pewnie mogłaby zagrać w Wielkiej Grze, gdyż zna aktorów, których nazwisk nigdy nie słyszałem. Kiedyś wygrałem album w konkursie na najpopularniejszego aktora i pamiętam, że wśród 10-ki umieściłem obok Łomnickiego, także Zapasiewicza.
Niedawno byli wspominani w mediach Zbigniew Cybulski i Bogumił Kobiela, których z racji wieku nie mogę znać z reala, więc wspomnienia to obrazy. Pierwszy jako Maciek Chełmicki*1, w scenie, kiedy opiera się no sznur z bielizną, na której pojawiają się czerwone plamy. Kobiela kojarzy mi się z Zezowatym szczęściem.
Portale podają jakimi rolami filmowymi zasłynął Zbigniew Zapasiewicz, choć dla mnie te filmy są bardziej związane z wybitnymi reżyserami.
Zapasiewicz był aktorem który grał głosem, mimiką twarzy, spojrzeniem. Miał coś w głosie, co przyciągało uwagę, podobnie jak inni mają coś wyjątkowego we wzroku.
Zapamiętam go jako Piłata w monologu z Mistrza i Małgorzaty [reż. Maciej Wojtyszka], gdzie był najlepszy, może przez niektórych niedoceniony na korzyść innego aktora.
*1 Pomyliłem nazwisko ze znanym malarzem


Komentarze
Pokaż komentarze (27)