Dziś mnie zagnało na Siekierki. Jeździłem ulicami, a raczej drogami, które są na planie Warszawy. W terenie też mogą być jako wgłębienia po kołach pojazdu. Przeszedłem się trochę, aby samochód nie utkwił na jednej z takich ulic. Dalej gnany, tym razem ciekawością, wracałem kierując się na cztery wielkie kominy. Te kominy to Elektrociepłownia Siekierki, chociaż właściwszym terminem będzie Fabryka Ciepła Vattenfall.

Jest to największa elektrociepłownia w Warszawie i okolicach, chyba że ta pod Ząbkami jest większa, ale ma mniej kominów. Żerań chyba jest najmniejszy. Nie znam się na ciepłownictwie, więc nie wiem, ile Siekierki produkują ciepłej wody i o jakiej temperaturze, a ile eneregii elektrycznej. Szpeci krajobraz nie tylko kominami, ale całym pierdzielnikiem, który jest na około. Gdyby nie hale pomalowane na niebiesko i kominy malowane w czerwone pasy, miejsce byłoby szare i ponure, jak opuszczona huta blisko centrum miasta, które na siłę zostało zrobione centrum metalurgicznym. Mieszkać w pobliżu elektrociepłowni, albo mieć widok na wątpliwej urody kominy, musi być niefajnie ze względu właśnie na widok z okna i ruch generowany przez nieustanne dostawy węgla. Także hałas od oddalonej o ok. kilometr Trasy Siekierkowskiej. Powietrze jest podobno czyste, bo strefa opadu zaczyna się 12 km na południe (w Warszawie wieją głównie wiatry z północy)
Z dwojga złego elektrociepłownia - rafineria, wolę rafinerię, przynajmniej tę w Gdańsku, bo ładnie oświetlona i zieje ogniem niczym smok. To odpowiednik widoku na PKiN, ale nikt dotąd nie zaproponował zburzenia Rafinerii Gdańskiej. Lubię też cementownie, ale na zdjęciach.

Ten post dedykuję Styx i Pannie Wodziannie :) Dla każdej po jednym zdjęciu. Które dla której?


Komentarze
Pokaż komentarze (22)