13 maja 2011 w „Gazecie w Lublinie” – lubelskim dodatku „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł Małgorzaty Domagały „To jakiś ponury żart”.
Autorka wyraża w nim święte oburzenie zapowiedzią lubelskiej Straży Miejskiej, że jej funkcjonariusze będą kontrolować przewodników turystycznych, oprowadzających wycieczki po Lublinie. Ci, którzy nie będą mieli wymaganych uprawnień, zostaną ukarani mandatami.
Tekst jest nierzetelny. Służy jedynie temu, aby mogła zaistnieć jego autorka.
Powstał według wypróbowanego w „Wyborczej” schematu. Najpierw dziennikarze „Gazety” rzucą czytelnikom jakiś temat. Bez jego rzetelnego zbadania. Potem oburzeni czytelnicy coś napiszą na forum. Wtedy dziennikarze „Gazety napiszą, że czytelnicy mają rację, zapowiedzą akcję protestacyjną. I jest sukces, jest zainteresowanie.
I nieważne jest obowiązujące prawo, ale racja„Gazety Wyborczej” . Tymczasem takie działania Straży Miejskiej , wynikają z ustawy o usługach turystycznych z dnia 29 sierpnia 1997 roku, którą uchwalił Sejm Rzeczpospolitej Polskiej. Rozdział 6, artykuł 46 tejże ustawy traktuje m.in że . „W Kodeksie wykroczeń w art. 60 dodaje się § 4 w brzmieniu:
"§ 4. Kto: wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny." Natomiast artykuł 29 tej ustawy mowi że „
1. Osoby wykonujące zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek podlegają kontroli. Kontrola obejmuje:
1) posiadanie uprawnień co do ich obszaru i ważności;
2) poprawność wykonywania zadań przewodnika turystycznego i pilota wycieczek.
2. Kontroli podlega także zapewnienie przez organizatorów turystyki opieki przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek nad uczestnikami imprezy turystycznej, przewidzianej w art. 30 i art. 31.
3. Kontroli, o której mowa w ust. 1 i 2, dokonują osoby imiennie upoważnione przez wojewodów”.
Nakręceni przez „Gazetę” internauci napisali m.in., że takie kontrole to „wymysł idioty”, czy „lubelski temat zastępczy”. W dalszej części tekstu autorka kwestionuje kwalifikacje lubelskich przewodników.
Znaną w „Gazecie Wyborczej” metodą, twierdzi, że na pewno większą wiedzę mają ‘autorytety’, które oprowadzały wycieczki organizowane przez „Gazetę w Lublinie” dla czytelników. Programowo bez uprawnień.
„Normalni” przewodnicy, aby móc legalnie oprowadzać wycieczki, muszą uczestniczyć w kursie, który trwa około roku. Potem trzeba zdać dość trudny egzamin. W zasadzie są to dwa egzaminy, bo zaliczenie sprawdzianu z wiadomości o Lublinie kwalifikuje do uczestnictwa w części praktycznej.
W lubelskiej komisji egzaminującej przewodników, zasiadają m.im Mieczysław Kseniak – dyrektor Muzeum Wsi Lubelskiej, Tadeusz Sobieszek – wieloletni sekretarz Zarządu Miasta Lublin, czy Stanisław Tuski – były dyrektor Lubelskiego Ośrodka Informacji Turystycznej, współautor przewodnika „Lubelszczyzna”.
Gloryfikując kwalifikacje jakichś autorytetów, a kwestionując kwalifikacje przewodników, p. Domagała sugeruje, że wątpliwe są one również u egzaminatorów. Czyli ww panów z udokumentowanym dorobkiem.
Ale po co te kontrole? Może „Gazeta w Lublinie” ma rację, że to urzędnicza durnota?
- W innych miastach przewodnicy żyją z oprowadzania. U nas, przewodnictwo to tylko możliwość dorobienia w szczycie sezonu wycieczek szkolnych. Czyli od maja do końca roku szkolnego, oraz we wrześniu i październiku. My cieszymy się, że strażnicy miejscy wreszcie będą karać „partyzantów”, oprowadzających po Lublinie bez uprawnień. To m.in dlatego, że do tej pory przymykano na to oko, oprowadzamy tak mało wycieczek – mówią lubelscy przewodnicy.
Dlaczego w Kozim Grodzie można zostać ukaranym za oprowadzanie bez uprawnień? Na mocy rozporządzenia Ministra Gospodarki z 2004 roku w sprawie przewodników turystycznych, Lublin został zaliczony do miast po których mogą oprowadzać przewodnicy miejscy tylko z uprawnieniami na dany teren. Tak jest również m.in. w Krakowie, Warszawie, Trójmieście, Toruniu, Katowicach z Górnośląskim Okręgiem Przemysłowym, Łodzi, Poznaniu, Szczecinie i Wrocławiu. .
Obowiązków przewodnika nie mogą wykonywać także osoby posiadające jedynie uprawnienia pilota wycieczek.
W kolejnej części artykułu Małgorzata Domagała nawołuje do akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa, wobec bzdurnego jej zdaniem pomysłu. Liderem akcji na być oczywiście „Gazeta w Lublinie”. Jest zapowiedź wycieczek dla czytelników i… oczekiwania na mandat. Wszystko to trochę jak u Leppera.
Tutaj jednak autorka „strzela byka”.
Bo do zapewnienia przewodnika czy pilota grupie powyżej 10 osób, obowiązani są przedsiębiorcy, zajmujący się zarobkowo usługami turystycznymi. W tym przypadku organizacją wycieczek. Ale postanowienia ustawy nie dotyczą zajęć szkolnych, czy darmowych wycieczek dla czytelników gazet, czy spacerów w ramach spotkań rodzinnych. A nad przyszłym losem takich grup „Gazeta w Lublinie” i jej zwolennicy już boleją. Bo ani chybi i tacy będą karani przez bezwzględnych strażników.
„Gazetowe’ wycieczki mogą sobie łazić po Lublinie ile zechcą i nikt ich nie ukarze mandatem. Bo nie będzie takiej podstawy prawnej.
Ale wyszło szumnie, błyskotliwie. Jak zawsze w „Wyborczej”.
Lubelscy przewodnicy zaproponowali oburzonej, lubelskiej „Rodzinie Gazety Wyborczej” co innego. To wyjazd do czeskiej Pragi i spacerek po niej bez uprawnionego przewodnika. Wtedy będzie można dość szybko przekonać się, czym grozi oprowadzanie bez uprawnień w innych krajach.
Cała przytaczana ustawa ma odnośnik „ Niniejsza ustawa dokonuje w zakresie swojej regulacji wdrożenia dyrektywy 90/314/EWG z dnia 13 czerwca 1990 r. w sprawie zorganizowanych podróży, wakacji i wycieczek (Dz. Urz. WE L 158 z 23.06.1990).” To znaczy, że jest zgodna z prawem Unii Europejskiej.
Czyli p. Domagała strzeliła gola samobója euroentuzjastom w swojej własnej redakcji. Bo nieznajomość prawa szkodzi. Nawet jeśli się jest dziennikarzem "Gazety Wyborczej"
Inżynier Obserwator
Konserwatysta - klasyk z przekonania. Zwolennik normalności w naszym kraju. Myślę, oceniam i dlatego miewam kłopoty
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości