W piwnicznym klubie „Le Constellation” w Szwajcarii doszło do jednej z najtragiczniejszych imprezowych nocy ostatnich lat. Pożar, który miał rozpocząć się od zapalonej racy niesionej z butelką szampana, w kilka chwil zamienił lokal w śmiertelną pułapkę. Wnętrze pełne łatwopalnych materiałów, gwałtowne rozprzestrzenianie się ognia i brak wystarczających dróg ewakuacji sprawiły, że wielu uczestników nie miało szans na ucieczkę. Śledztwo wciąż trwa, ale już teraz mówi się o serii tragicznych zaniedbań.
Co wydarzyło się w klubie i dlaczego doszło do tragedii
Do dramatycznych wydarzeń doszło około godziny 1:30 w nocy. Śledztwo prowadzone przez prokuraturę kantonu Valais cały czas trwa, jednak śledczy już na wstępie wykluczyli motyw terrorystyczny. Coraz więcej wskazuje na tragiczny w skutkach wypadek.
Według ustaleń mediów i relacji świadków pożar miał rozpocząć się w chwili, gdy kelnerka przenosząca butelkę szampana z odpalonymi racami przypadkowo podpaliła dekoracje znajdujące się nad barem. Ogień błyskawicznie objął łatwopalne elementy wystroju. Eksperci podejrzewają, że doszło do tzw. rozgorzenia – momentu, w którym temperatura w zamkniętym pomieszczeniu rośnie tak gwałtownie, że niemal jednocześnie zapalają się znajdujące się w nim materiały.
„Pułapka bez wyjścia” – wnętrze klubu sprzyjało tragedii
Bar „Le Constellation” funkcjonował w piwnicy. Z nagrań i relacji wynika, że w środku dominowały drewniane elementy oraz pianka wygłuszająca na suficie. Połączenie ciasnej przestrzeni z łatwopalnym wystrojem sprawiło, że ogień rozprzestrzeniał się w sposób niemal niekontrolowany.
na zdjęciu: rzut wnętrza klubu Le Constellation, w którym doszło do tragicznego pożaru. fot. Daily Mail
Media międzynarodowe zwracają uwagę na dramatyczny brak możliwości ucieczki. Goście mieli do dyspozycji wyłącznie jedne, wąskie schody prowadzące na zewnątrz, co w chwili paniki okazało się śmiertelną pułapką. Co więcej, krótko przed tragedią lokal uzyskał zaledwie 6,5/10 punktów w serwisie recenzenckim „Wheree”, choć platforma nie wskazywała konkretnych naruszeń.
Nagrania z miejsca zdarzenia pokazują chaos i bezradność: płomienie błyskawicznie opanowujące sufit, w tle wciąż grająca muzyka i część bawiących się osób, które – nie zdając sobie sprawy z zagrożenia – nadal filmowały wydarzenia zamiast uciekać.
Ci, którym udało się wydostać, mówią o niewyobrażalnym dramacie. Świadek o imieniu Gianni opisywał w rozmowie ze szwajcarskimi dziennikarzami, że wiele ofiar doznało rozległych, potwornych oparzeń.
Gigantyczna akcja służb ratunkowych, Polska oferuje pomoc
Alarm podniosła osoba postronna, która zauważyła dym wydobywający się z lokalu. Na miejsce natychmiast wysłano ogromne siły ratunkowe: około 30 żandarmów, 60 inspektorów, 70 strażaków oraz 150 pracowników służb medycznych. Akcję wspierało 42 karetek pogotowia oraz 13 śmigłowców.
Poszkodowani zostali przetransportowani do wielu szpitali specjalistycznych w całej Szwajcarii, m.in. w Sion, Visp, Martigny, Lozannie, Genewie, Bernie i Zurychu. Stan części rannych określany jest jako bardzo ciężki. Swoje wsparcie dla poszkodowanych zaoferowała także Polska.
Premier Donald Tusk przekazał w piątek wyrazy najgłębszego współczucia dla rodzin i bliskich ofiar pożaru w Crans-Montanie podkreślając, że Szwajcaria i kanton Valais mogą liczyć na polską solidarność. Zapewnił gotowość Polski do udzielenia specjalistycznej opieki medycznej poszkodowanym.
Tusk na portalu X podkreślił, że Polska, na prośbę Szwajcarii, jest gotowa udzielić specjalistycznej pomocy dla 14 poszkodowanych w polskich szpitalach.
na zdjęciu: bar Le Constellation w Szwajcarii. fot. PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT
RD
Inne tematy w dziale Rozmaitości