Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
168
BLOG

Gdy rynek zawodzi

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Gospodarka Obserwuj notkę 5

Jan Gmurczyk*

Rynkowy mechanizm wymaga czasami korekty ze strony państwa

Kto z nas nie słyszał o rynku? Jego mechanizm umożliwia społeczeństwu specjalizację czy koordynację pracy. Za sprawą słynnej „niewidzialnej ręki” działa samoistnie, zapewniając sporą efektywność gospodarowania.

Zalety sił rynkowych skłaniają do twierdzenia, że są one podwaliną zarówno gospodarki polskiej, jak i światowej. Niemniej, wbrew niezłomnemu przekonaniu wielu ekonomistów liberalnych, rynek nie jest ani wszechpotężny, ani niezawodny. Nierzadko wymaga korekcji i tu rodzi się miejsce na państwowy interwencjonizm. Przyjrzyjmy się kilku klasycznym tego przykładom.

Redystrybucja

Po pierwsze, od rynku wymagamy efektywności, ale przecież to nie jedyna wartość, jaką cenimy w społeczeństwie. Pomyślmy choćby o hasłach sprawiedliwości czy dobrobytu.

Mechanizm rynkowy ma tendencję, aby prowadzić do rozwarstwienia majątkowego obywateli. Wbrew pozorom, pewna doza nierówności dochodowych jest dla gospodarki pożyteczna, ale nadmierna potrafi być niszczycielska. Systematyczne bogacenie się nielicznych szczęśliwców, w sytuacji gdy reszta obywateli ubożeje, może z jednej strony budzić moralne wątpliwości wobec istniejącej organizacji życia społecznego, a z drugiej powodować spadek łącznego popytu w gospodarce. A to, jak wiadomo, prowadzić może do stagnacji lub recesji. Co więcej, wraz z postępującą polaryzacją majątkową zaczynają się także piętrzyć różne bariery awansu społecznego – nawet dla wybitnie zdolnych i ambitnych jednostek.

Stąd bodaj we wszystkich krajach rozwiniętych państwo stara się w mniejszym lub większym stopniu zasypywać różnice majątkowe między obywatelami poprzez redystrybucję części dochodu narodowego. Oznacza to, że zbiera podwyższone podatki, w zamian fundując obywatelom dostęp do powszechnego systemu edukacji, opieki zdrowotnej czy rozmaitych transferów socjalnych – zasiłków, rent, stypendiów itp.

Monopolizacja rynku

Po drugie, w wielu sektorach gospodarki wraz ze wzrostem wielkości produkcji pojawia się spadek przeciętnych kosztów wytwarzania, co określa się mianem korzyści skali. Jeśli są one znaczne, to z biegiem czasu może samorzutnie następować koncentracja (monopolizacja) rynku.

Wszak jeśli jedna firma z jakichś względów – nawet czysto losowych – zdobędzie większy udział w rynku niż pozostałe, może lepiej wykorzystać korzyści skali. W rezultacie obniży koszty i ceny, przez co odbierze klientów mniej efektywnym konkurentom, z których część zbankrutuje. Dzięki powiększeniu udziału w rynku, jeszcze mocniej obniży ceny i koszty, wywołując kolejne upadłości konkurentów. I tak dalej, dopóki na rynku nie pozostanie tylko jedna lub kilka dużych firm w pełni wykorzystujących korzyści skali – a wszystko to w wyniku czystej gry rynkowej.

Tyle że w takich warunkach presja na konkurowanie cenami ulatnia się. Mało tego, na skoncentrowanym rynku nierzadko pojawiają się rozmaite zmowy lub nadużycia siły monopolistycznej, co winduje ceny produktów w górę i ostatecznie uderza nabywców po kieszeni. Debiut nowych firm na podobnym rynku to nie bajka, bo w świecie korzyści skali wygrywa większy. Dlatego państwo musi regulować i nadzorować podobne rynki.

Korekta działań przedsiębiorstw

Po trzecie, działalność firm wywołuje niekiedy skutki uboczne dla otoczenia. Pomyślmy przykładowo o fabryce, która wypuszcza w atmosferę kłęby szkodliwych wyziewów. Powstają w ten sposób realne koszty produkcji w postaci degradacji środowiska i pogorszenia zdrowia okolicznych mieszkańców. Tych kosztów rynek jednak nie wycenia, bo nie są one wliczane do rachunku ekonomicznego truciciela.

Innymi słowy, fabryka może się bogacić na sprzedaży produktów, których faktyczne koszty wytworzenia ponosi tylko w części. Reszta przerzucona jest bez rekompensaty na społeczeństwo. Aby zaradzić sytuacji, państwo może wprowadzić odpowiednie regulacje, kary lub specjalne podatki.

Polityka stabilizacyjna

Wreszcie, wielkie pole do interwencjonizmu pojawia się w dobie kryzysów gospodarczych. Ekonomia liberalna przyjmuje, że siły rynkowe same powinny wywołać ożywienie i przywrócić gospodarce równowagę, ale w praktyce nie jest to takie proste i szybkie. W systemie ekonomicznym występują różne „sztywności”, takie jak mała elastyczność cen i płac. W teorii ich giętka redukcja powinna prowadzić do poprawy koniunktury, ale w rzeczywistości napotyka na różne opory.

Dlatego dążąc do skracania okresów stagnacji, recesji i podwyższonego bezrobocia, rządy oraz banki centralne starają się stabilizować koniunkturę za pomocą polityki budżetowej i monetarnej, zwłaszcza poprzez zwiększenie dostępności kredytów i wprowadzanie pakietów stymulacyjnych.

Oczywiście, aby móc sfinansować takie pakiety, rządy powinny unikać deficytów w latach prosperity. Jeśli tego nie czynią, akumulują niepotrzebne zadłużenie, które w kryzysie może okazać się tykającą bombą. Zasada jest prosta i znana od wieków: w latach tłustych należy gromadzić nie długi, lecz nadwyżki, które potem można spożytkować w latach chudych. Niestety, liczne państwa rozwinięte takiej zasady przez długi czas nie przestrzegały. W efekcie, ostatni kryzys finansowy przerodził się w uporczywy kryzys zadłużenia. Szczególnie w Europie, czego skutki odczuwamy do dzisiaj.

Granice interwencjonizmu

Na koniec możemy spytać, gdzie wyznaczyć granicę interwencjonizmu? Kto oczekuje precyzyjnej odpowiedzi, dozna rozczarowania. Określenie optymalnego zakresu ingerencji państwa w gospodarce to nie równanie matematyczne, gdzie istnieje jedno rozwiązanie. Różne preferencje społeczne sprawiają, że optimum między państwem a rynkiem w jednym kraju potrafi ustalić się inaczej niż w innych.

Niezależnie jednak od zakresu interwencjonizmu, w pierwszym rzędzie należy dbać o to, by system ekonomiczny państwa był zrównoważony, tj. zapewniał możliwość szczęśliwego życia możliwie największej grupie obywateli zarówno dziś, jak i w przyszłości. Z pozoru brzmi to jak banał, ale ostatecznie państwo i rynek powinny się uzupełniać, służąc właśnie takiemu celowi.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk w Instytucie Obywatelskim

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Gospodarka