Paweł Kubicki*
Wrocław przygotowuje się do organizacji Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Miasto popada jednak w coraz większy kryzys i wiele wskazuje na to, że w kolejnych latach będzie jeszcze gorzej. Paradoksalnie to duża szansa na zmianę myślenia o roli kultury w mieście, odejścia od megalomani i „festiwalizacji”, i skierowania się w kierunku deep culture. Wrocław ma szanse, aby stać się ważnym laboratorium zmiany, redefiniowania roli i funkcji kultury miejskiej, co będzie miało też pozytywne skutki dla innych polskich miast.
Stolica Dolnego Śląska, podobnie jak i inne polskie miasta, do konkursu na ESK 2016 przystępowała w szczytowej fazie prosperity gospodarczej i społecznego optymizmu. Do Polski ledwo dochodziły echa światowego kryzysu, a jedynym zmartwieniem decydentów było to, na co wydawać ogromne środki unijne płynące szerokim strumieniem do naszych miast. Miasta zaczęły popadać w niebezpieczną megalomanię i ścigać się między sobą o to, kto zbuduje większą fontannę czy zorganizuje głośniejszy festiwal.
Kultura miejska została wprzęgnięta w karby marketingu, który miał służyć głównie promocji zewnętrznej; sprowadzono ją do roli wizytówki. Każde miasto chciało powtórzyć efekt Bilbao. Problem jednak w tym, że w sytuacji nieustającego wyścigu i rywalizacji, wszyscy wybierali drogę na skróty. Z przykładu Bilbao zrozumiano niewiele i cały sukces baskijskiej stolicy sprowadzono tylko i wyłącznie do spektakularnej inwestycji Muzeum Guggenheima zaprojektowanego przez Franka Gehry’ego. W rzeczywistości sukces Bilbao polegał na wieloletniej pracy u podstaw, której ukoronowaniem stało się wspomniane muzeum.
Jeśli kulturę miasta zaczyna się tworzyć odwrotnie, od budowy drogich i spektakularnych budynków, którym brak oparcia w fundamentach tworzonych na bazie miejskiej kultury, to instytucje takie wcześniej czy później stają się tzw. „białymi słoniami”. Czyli pomnikami próżności, które dobrze prezentują się jedynie w folderach reklamowych. Jeśli nie zostaną wpisane w szerszy system kultury miejskiej, zamiast stawać się kołami zamachowymi kreatywnej gospodarki, przeistoczą się w kamienie młyńskie ciągnące samorządy miejskie na dno.
Wrocławskie doświadczenia przy przygotowaniu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 mogą się okazać w tym kontekście bardzo cenne. Wizja, jaką zaproponował Krzysztof Czyżewski, szef artystyczny ESK 2016, oparta jest na jego autorskiej idei deep culture, która sięgając głęboko do różnych przestrzeni miasta ma budować solidne fundamenty miejskiej kultury. Wrocław, podobnie jak i inne polskie miasta, z uwagi na cały splot historycznych zaszłości, był zupełnie wypłukany z kultury miejskiej. Dlatego też kultura w polskich miastach potrzebuje silnego zakorzenienia, przeniknięcia do różnych sfer miejskiego życia codziennego. Miasta bez silnej tożsamości, bez kultury mocno zakorzenionej w swej przestrzeni, skazane będą na imitację.
W przypadku Wrocławia kluczową rolę w tym procesie wypełniać mają miejskie laboratoria kultury rozlokowane w różnych przestrzeniach miasta, których działa tam już ponad 40. To dzięki takim instytucjom możliwe będzie tworzenie i reprodukowanie pomostowego kapitału społecznego, łączącego różne środowiska, gdzie kultura elitarna przenikać się może z kulturą codzienną. Laboratoria z definicji mają być otwarte na współpracę zarówno pomiędzy sobą, jak też artystami i intelektualistami z Polski i Europy w ramach tworzącej się sieci współpracy.
Idea deep culture będzie mieć także istotne znacznie dla długofalowego rozwoju kultury miejskiej, która – aby mogła się rozwijać – musi mieć swoich odbiorców. A zatem tych, którzy będą ją także współfinansować. Kultura, która rozbija elitarne symboliczne granice i schodzi na niższe poziomy, wypełnia ważną funkcję edukacyjną, wychowuje nowych odbiorców gotowych w przyszłości do jej współfinansowania.
Jest to szczególnie ważne dla polskich miast, w których jak grzyby po deszczu wyrastają spektakularne i bardzo drogie instytucje kultury. Inwestycje te traktowane są najczęściej przez lokalnych decydentów w kategoriach marketingu politycznego. Bardziej liczy się doraźny PR przy przecięciu wstęgi na otwarciu nowego budynku niż długofalowy plan wpisania ich w społeczną przestrzeń miasta.
Obecnie stosunkowo łatwo, dzięki wsparciu UE, zbudować filharmonię czy nowe muzeum. Dużo trudniej jest takie instytucje utrzymać z samorządowych budżetów, kiedy okazuje się, że funkcjonują one na kulturalnej pustyni. Bez praktycznego zastosowania idei deep culture kultura w naszych miastach zostanie rozdeptana przez „białe słonie”. Jeszcze zanim się w pełni rozwinie.
*Paweł Kubicki - adiunkt w Instytucie Europeistyki UJ, autor raportu "Nowi mieszczanie w nowej Polsce"
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (1)