Aleksander Kaczorowski*
Zeman bezwzględnie wykorzystał błąd Schwarzenberga. Zapewniwszy sobie wcześniej poparcie lewicowych wyborców, jednym ruchem przyciągnął do siebie elektorat nacjonalistyczny
Kiedy przed tygodniem Karel Schwarzenberg w telewizyjnym pojedynku z Milošem Zemanem potępił powojenne wysiedlenia Niemców i stwierdził, że ówczesny prezydent Edvard Beneš zasłużył na to, by stanąć przed trybunałem dla zbrodniarzy wojennych w Hadze, stało się jasne, że jest już po wyborach.
Co do meritum sprawy, Schwarzenberg nie powiedział niczego, czego nie można byłoby znaleźć w tekście deklaracji czesko-niemieckiej z 1997 roku. Niczego, czego nie powiedziałby wielokrotnie Václav Havel. Ba, media natychmiast przypomniały Zemanowi, że i on wypowiadał się dawniej w podobnym duchu. Ale byłemu (i przyszłemu?) liderowi czeskiej lewicy wolno więcej – on nie jest arystokratą z podwójnym obywatelstwem, praktykującym katolikiem w najbardziej zlaicyzowanym kraju Europy, ani multimilionerem wśród zagorzałych egalitarystów. A jego teść nie był nazistą… Kłania się „dziadek z Wehrmachtu”.
Zeman bezwzględnie wykorzystał błąd Schwarzenberga. Zapewniwszy sobie wcześniej poparcie lewicowych wyborców, jednym ruchem przyciągnął do siebie elektorat nacjonalistyczny, dla którego jest mniejszym – bo „rodzimym” – złem. Umiejętnie podgrzewał atmosferę, strasząc „powrotem Niemców”. Dlatego w drugiej turze zagłosowali na niego nie tylko zwolennicy socjaldemokratów i komunistów, lecz także centrowi wyborcy Jana Fischera – szczególnie liczni na terenach, z których wysiedlono Niemców – oraz prawicowy elektorat Obywatelskiej Partii Demokratycznej. Dało mu to ogromną przewagę pół miliona głosów. Siła złego na jednego…
Największą niespodzianą wyborów jest jednak te 45 proc. Czechów (i 66 proc. prażan), którzy zagłosowali na Schwarzenberga. Bądźmy szczerzy: w żadnym kraju europejskim, zwłaszcza w czasach kryzysu i renacjonalizacji polityki, taki kandydat jak on nie miałby szans na zwycięstwo. W Czechach prawie się udało. To dobrze rokuje na przyszłość. A i Zeman nie taki znów straszny, jak go malują.
*Aleksander Kaczorowski – tłumacz literatury czeskiej i znawca Europy Środkowej, red. nacz. „Aspen Review Central Europe”
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (7)