Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
414
BLOG

Po Funduszu. Problemy zostają

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 8

Tomasz Mincer*

Porozumienie między rządem a Episkopatem w sprawie zastąpienia Funduszu Kościelnego dobrowolnym odpisem podatkowym to szansa na dobre zmiany w relacjach państwo-Kościół

Fundusz Kościelny powstał w 1950 r. i miał być rekompensatą za dobra kościelne przejęte przez państwo. Miał też być zasilany dochodami uzyskiwanymi ze wspomnianego majątku. Zasilany jest rokrocznie, tyle że z budżetu państwa, kwotą ok. 100 mln złotych. Wydawać by się mogło, że w skali całego budżetu nie jest to kwota olbrzymia. Z drugiej strony, nie jest to też kwota bez znaczenia dla zwykłych obywateli. Jednak symboliczna waga tej ewentualnej decyzji – jeśli obu stronom uda się ją sfinalizować – pozostaje istotna.

Co ustalono

Negocjacje z Episkopatem trwały blisko rok. Równolegle prowadzono rozmowy z pozostałymi Kościołami i związkami wyznaniowymi. O uregulowanie sytuacji anachronicznego, zdaniem Kościoła, Funduszu Kościelnego w dialogu ze stroną rządową zaapelował sam Episkopat w marcu 2012 r. Wysiłki koncentrowały się na stworzeniu nowoczesnego sposobu finansowania Kościołów przez wiernych. Cel był jasny, ale trwało swoiste przeciąganie liny, relacjonowane w mediach. Głównym pytaniem było: jak wysoki powinien być procent asygnaty podatkowej uszczuplającej dochody państwa i powiększającej dochód Kościołów?

W punkcie wyjścia rząd zaproponował zaledwie 0,3-proc. odpis, ale w toku negocjacji słyszał wielokrotnie, że jego wysokość musi oscylować bliżej pełnego procenta, tak jak to ma miejsce w innych krajach z silną pozycją Kościoła katolickiego (lub gdzie Kościół katolicki przez wieki był dominującym wyznaniem). Grożono zerwaniem negocjacji, a retoryka strony kościelnej kojarzyła się często z przemówieniami wojennymi, nie zaś z negocjacjami prowadzonymi w białych rękawiczkach. Episkopat naciskał na ok. 1 proc., jednocześnie jako możliwą do zaakceptowania propozycję podawał przedział 0,7-0,8 proc. W tym kontekście zejście do poziomu 0,5 proc. może być zatem uznane jako sukces rządu.

Również okres trzech lat gwarancji rządowych – tzw. wyrównywania poziomu deficytu spowodowanego likwidacją Funduszu – to raczej sukces rządu niż Episkopatu. Rząd optował za okresem dwuletnim, Kościoły i związki wyznaniowe chciały, by był on jak najdłuższy. Oficjalnie mówiło się o czterech latach, ale przedstawiciele poszczególnych wyznań nieoficjalnie i w tej kwestii się różnili między sobą.

Nowe rozwiązania, nowe problemy

Nowe rozwiązania miałyby obowiązywać już od 2014 roku, a zatem to z podatku za rok 2013 dokonywalibyśmy odpisu na Kościół lub inny związek wyznaniowy. Jednocześnie państwo monitorowałoby sytuację Kościołów. Intencja ministra Boniego jest tu całkowicie jasna – chodziłoby o Kościoły mniejszościowe i sprawdzenie, czy te rozwiązania w ich przypadku nie oznaczają kłopotów finansowych. Zapewne gdyby tak się stało, konieczna byłaby kolejna tura negocjacji.

Jakkolwiek konsekwencją art. 25 ust. 1 ustawy zasadniczej jest „równe traktowanie” wszystkich Kościołów, a zatem rozwiązania zaproponowane przez rząd powinny obowiązywać wszystkie Kościoły i związki wyznaniowe, w opinii prawników możliwa jest sytuacja, w której te mniejsze wynegocjowałyby wyższy procent asygnaty niż Kościół katolicki.

Ustawodawca mógłby, przykładowo, ustalić poziom odpisu w wysokości 0,7 proc. dla pozostałych związków wyznaniowych. Resztą zająłby się Trybunał Konstytucyjny, sprawdzając, na ile takie rozwiązanie – teoretycznie faworyzujące jedne wyznania kosztem innych – licują z polską Konstytucją. Można bowiem argumentować, że takie rozwiązanie byłoby niezgodne z Konstytucją RP, gdyż oznaczałoby właśnie nierówne traktowanie. Ale można też dowodzić, że wcale nie mamy tu do czynienia z nierównym traktowaniem, bo Kościoły mniejszościowe są w innej sytuacji faktycznej niż Kościół większościowy. Ten ostatni jest dominujący. Podsumowując, mniejsze w świetle prawa mogą być traktowane odmiennie niż większy. W myśl orzecznictwa TK bowiem podmioty nierówne można traktować w sposób nierówny.

Nierówność mniejszych Kościołów może wynikać z ich rozproszenia na terenie całego kraju (np. Kościół Polskokatolicki, Kościół ewangelicko-reformowany itp.), co istotnie utrudnia im nie tylko zarządzanie mieniem, administracją podległych im kościelnych osób prawnych, ale także obsługę duszpasterską wiernych. Taka sytuacja nie dotyczy, jak wiadomo, Kościoła katolickiego, który jest równomiernie obecny na terenie całego kraju.

Różne interesy

Czy jednak Kościoły mniejszościowe przemówią tutaj jednym głosem? Raczej nie. Wynika to poniekąd z często rozbieżnych interesów tychże. Część z nich aktywnie stara się o zwrot mienia lub uzyskanie odszkodowań za mienie zagrabione i przekazane po wojnie Kościołowi katolickiemu. Przykładowo, w komisji dla Kościoła ewangelicko-augsburskiego tylko na terenie Wielkopolski takich spraw prowadzonych jest około 60. Kościołom mniejszościowym często nie tyle zależy na utrzymaniu samego Funduszu Kościelnego, co na sprawnym odzyskaniu mienia, otrzymania mienia zamiennego lub odszkodowań za to mienie, które zostało zabrane przez komunistyczne państwo.

W najtrudniejszej sytuacji znajdą się te Kościoły i związki wyznaniowe, jak np. Kościół prawosławny, których wierni zamieszkują obszary wiejskie, a przy tym nie mają żadnych lub prawie żadnych dochodów. Być może ustawodawca przewiduje dla tej grupy szczegółowe rozwiązanie w postaci rekompensaty. Ciekawe, czy Kościoły potrafiłyby skłonić wiernych do większej akceptacji takich zmian, które skutkowałyby opodatkowaniem zysków, byleby tylko nie stracić pokaźnej grupy darczyńców… Pojawia się też automatycznie pytanie o rządowe plany opodatkowania dochodowego rolników (mówiło się o 2014 r.) i stosunku Kościołów do tych planów.

Kościoły i związki wyznaniowe będą też musiały wypracować system dystrybucji środków z odpisu podatkowego, który byłby zgodny z ich wewnętrznym ustrojem i zasadami w nich panującymi. Nie trzeba dodawać, że poszczególne związki wyznaniowe działają w oparciu o własne, zróżnicowane przepisy prawa wewnętrznego, w oparciu o własną strukturę – diecezje, parafie czy inne jednostki. Nie zawsze i nie w każdym przypadku przekazanie odpisu na organ centralny danego Kościoła lub jednostkę, która reprezentuje dany Kościół w relacjach z rządem, będzie zgodne z wolą podatnika. Ten, przykładowo, mógłby preferować przekazanie środków na konkretną parafię a nie organ centralny. Z tymi problemami jednak Kościoły będą musiały poradzić sobie we własnym zakresie.

Krytycy nowego rozwiązania twierdzą, że może ono godzić w konstytucyjne prawo gwarantujące obywatelom nieujawnianie ich przekonań religijnych. Szkoda, że często ci sami krytycy nie mają nic przeciwko stygmatyzowaniu uczniów nie chodzących na lekcje szkolnej katechezy, czego dowód istnieje w postaci „kreski” na świadectwie. Warto tu jednak podkreślić deklarację ministerstwa, że proboszczowie nie otrzymają informacji o darczyńcach. Te informacje, na zasadzie analogicznej jak w przypadku 1 proc. przekazywanego na OPP, będą w dyspozycji Urzędów Skarbowych.

Ponadto samo dokonanie odpisu na dany związek wyznaniowy wcale nie musi oznaczać, że ktoś jest osobą… tego wyznania. Może być takiego wyznania sympatykiem lub mogą łączyć taką osobę z owym wyznaniem względy szacunku czy tradycje rodzinne. Darczyńca, pragnąc docenić działania wspólnoty religijnej na polu charytatywnym czy kulturowym, może zdecydować się na formę wsparcia konkretnego wyznania odpisując 0,5 proc. swojego podatku.

Lepiej teraz niż później

Dr Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego UW w raporcie „Respektowanie polskiego konkordatu z 1993 r.”, wydanym przez Instytut Spraw Publicznych wskazuje na – niebezpieczny dla poszanowania autonomii Kościołów – zbyt wielki stopień pomocy finansowej państwa, znacznie wykraczający ponad to, co przewiduje Konkordat. Autor pisze, że „(…) cofnięcie tego wsparcia spowodowałoby przynajmniej częściowe ograniczenie w funkcjonowaniu instytucji kościelnych (przede wszystkim kościelnych zakładów naukowych) i zubożenie duchowieństwa (…)” (s. 18).

Powszechnie znane są kwoty, jakie państwo za pomocą różnych dotacji czy ulg podatkowych,  przekazuje na Kościół katolicki. To w interesie samego Kościoła leży doprowadzenie do szeroko pojętej niezależności finansowej. Dr Borecki konkluduje, iż „(…) władze państwowe potencjalnie dysponują poważnymi finansowymi instrumentami presji na instytucje kościelne i duchowieństwo” (s. 18).

Warto zatem, by Kościoły doceniły możliwość zawarcia kompromisu i przygotowały się na trudniejsze czasy. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, gdy do władzy dochodzą ugrupowania, które antyklerykalizmmają wypisane na sztandarach, albo też czasy, kiedy postępująca laicyzacja społeczeństwa ujawni się z wszystkimi tego konsekwencjami. Także tymi o finansowym charakterze.

*Tomasz Mincer – analityk w Instytucie Obywatelskim, publicysta

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka