Tomasz Mincer*
Czy w Europie przybywa powołań, wiernych czy światopoglądowych „zachowawców”? Czy Europa porzuca rygorystyczną etykę seksualną, odwraca się plecami od in vitro, związków partnerskich?
Nie będzie tu liczb i stronnictw kardynalskich. Nie będzie listy zaniechań, narosłych problemów i wyzwań stojących przed Kościołem. Nie będzie prób wskazania z nazwiska, kto zostanie nowym władcą Watykanu, a wraz z nim całego katolickiego świata. O tym wszystkim od tygodni pieczołowicie piszą dziennikarze. Jak piszą?
Niektórzy na modłę makiaweliczną lub szekspirowską. A la Robert Krasowski o polityce – mamy zatem opis walki o tron Piotrowy niemal na pięści. Walki nie liczącej się z przeciwnikiem, po trupach do celu. Media kościelne nie stronią za to od suchych i dyplomatycznych relacji.
Zamiast tego warto postawić śmiałe pytanie: po co Europie papież? Albo jeszcze inaczej: co Europie po nowym papieżu?
1.
Co dziś w kwestii wyboru papieża wydaje się pewne? To, że nic innego nie jest w stanie – bardziej niż wszystkie wymienione wyżej sprawy, tak łapczywie podchwytywane przez media w aurze skandalu, intrygi, sensacji – poruszyć serc i umysłów Europejczyków.
Oto jedyna siła przekazu, jaką dysponuje dziś Kościół, a wraz z nim jego lider, by zaistnieć w świadomości mieszkańców Starego Kontynentu. A zatem jest to tylko chwilowy zastrzyk niezdrowych emocji, które opadną, gdy zabraknie zdecydowanych słów – czy to liberalnych, czy konserwatywnych – które spolaryzują opinię publiczną. Ostatni pontyfikat wyraźnie to pokazał, z przewagą treści zachowawczych raczej niż postępowych.
Czy jednak treści te niosą za sobą jakąkolwiek zmianę społeczną? Czy w Europie przybywa powołań, wiernych czy światopoglądowych „zachowawców”? Czy Europa porzuca rygorystyczną etykę seksualną, odwraca się plecami od in vitro, związków partnerskich? Ba, nawet małżeństw homoseksualnych? Wiemy, że nie.
2.
Pewien uchodzący za postępowego, niedawno zmarły kardynał powiedział, że Kościół jest 200 lat do tyłu – w domyśle: za rzeczywistością. Czy gdyby nawet nowo wybrany papież okazał się skrajnym liberałem, a takiego przykładając kościelną miarę właśnie zacytowałem, innych raczej brak – byłby w stanie zasypać rów mariański dzielący społeczeństwa europejskie i postulaty katolickiej nauki społecznej czy etyki seksualnej? Nie ma na to najmniejszych szans.
Czy nowy papież jest w stanie podjąć atrakcyjny w formie i głęboki w przekazie dialog z nowoczesnością? Niekoniecznie za pomocą Twittera? Czy jest w stanie w ramach jednego kontynentu, jakim jest Europa, scalić „politykę” lokalnych episkopatów, które już dziś w kwestiach drażliwych społecznie, jak „pigułka po” mówią odmiennym głosem?
3.
Watykaniści wszelkiej maści usilnie próbują rozrysować, kto kogo i dlaczego popiera, i kto w związku z tym ma większe szanse na „zwycięstwo”. W stopniu komplikowania wszystkiego posuwają się już do granic ludzkiego pojmowania. Co jednak wynika z tych wszystkich scenariuszy dla Europy? Odpowiedź jest banalna.
Otóż jeśli nowy papież będzie spoza Europy, to, mówiąc kolokwialnie, nie będzie to „nasz człowiek” w Watykanie. Nasz, czyli Europejczyków, a on sam będzie miał raczej większe rozeznanie tej części świata, z której pochodzi. Do tego dochodzą kwestie uznania świata pozaeuropejskiego (względnie: pozaeuroatlantyckiego) przez kardynałów-elektorów, który dotąd był marginalizowany na mapie watykańskich wpływów. Świata, gdzie Kościół faktycznie rośnie w siłę, mimo tłamszonej latami teologii wyzwolenia, a nie umiera czy nie przystaje do rzeczywistości. Gdzie lokalne Kościoły poprawiają ogólne statystyki liczby wiernych. Siłą rzeczy: Europa nadal straci.
Jeśli zaś na przywódcę katolików wybrany zostanie mieszkaniec Starego Kontynentu, będzie musiał odpowiednio „dowartościować” resztę świata, tak by ta nie poczuła się stale ignorowana przez Matkę-Kościół jako jej gorsze dziecko. A poza tym nihil novi, bo okaże się co najmniej tak samo konserwatywny (brak rewolucji obyczajowej), a najwyżej centrowy (język może odrobinę pasujący do świata).
Tak czy owak dzisiejszej Europie z nowym biskupem Rzymu nie będzie po drodze. Pozostaje pytanie, dla kogo jest to jeszcze małżeństwo z rozsądku?
*Tomasz Mincer – analityk w Instytucie Obywatelskim, publicysta
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (2)