*Aleksandra Kaniewska, Weronika Przecherska
Polska jest dziś na tyle mocna i stabilna, że może pozwolić sobie na pełnienie roli siły dośrodkowej, zbliżającej kraje, które znajdują się na europejskich biegunach
„Dyplomacja to sztuka wzmacniania pozytywnych zależności i wykorzystywania uzyskanego potencjału” – podkreślał we wstępie swojego wczorajszego przemówienia minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Trudno o lepszą ilustrację wyzwań, przed którymi dziś stoimy. Jako Polacy, i jako Europejczycy.
Jak jednak osiągać polityczne cele w Europie spolaryzowanej i podzielonej narodowymi egoizmami? W Europie, której symbolem z jednej strony są silne gospodarczo, dążące do silniejszej kooperacji Niemcy, z drugiej zaś, borykające się z trudną sytuacją polityczno-gospodarczą i coraz bardziej niechętne Unii Wyspy Brytyjskie? Gdzie w tej europejskiej układance wzajemnych zależności oraz skrajnych interesów i postaw znajduje się Polska?
Jesteśmy, jak się zdaje, w dobrym miejscu. Z dwoma krańcami europejskiego bieguna, i z Niemcami, i z Wielką Brytanią łączą nas silne interesy gospodarcze i polityczne. Niemcy od dwudziestu lat pozostają największym partnerem handlowym Polski. W rekordowym 2011 roku obroty polsko-niemieckie wynosiły 70 mld euro. Niemcy są również drugim najważniejszym inwestorem w Polsce. Zależność ta działa w dwie strony. Razem z innymi państwami Grupy Wyszehradzkiej: Czechami, Słowacją i Węgrami jesteśmy zbiorowo najważniejszym partnerem gospodarczym Niemiec. Dość powiedzieć, że Francja plasuje się na drugim miejscu.
Jednak polsko-niemiecka współpraca w ramach Unii ma wymiar nie tylko finansowy. Jak podkreślał ostatnio autor raportu „Polska-Niemcy. Partnerstwo dla Europy?” Piotr Buras, Polska i Niemcy nigdy nie były sobie tak bliskie także w sensie politycznym. Naszą współpracę paradoksalnie zacieśnił kryzys finansowy. My daliśmy Niemcom legitymizację dla ich działań na rzecz Europy. Oni zaś wsparli Polskę w dążeniach do bycia w jej centrum. Oprócz wspólnej historii i pragmatycznych interesów łączą nas też podobne poglądy na przyszłość Europy i chęć jej ratowania.
Wizji i przekonań, które stawiają dziś pod wspólnym mianownikiem Polaków i Niemców, nie dzielą z nami Brytyjczycy. A szkoda. Bo Wielka Brytania jest nam dziś bliższa niż kiedykolwiek. To przecież nowa ojczyzna dla wielu polskich emigrantów. Polski jest dziś najczęściej używanym językiem obcym w Anglii i Walii. Nic więc dziwnego, że hamletyzowanie premiera Camerona, zapowiadającego w 2017 roku referendum, wywołują w naszych rodakach mieszkających na Wyspach poczucie niepewności.
I to właśnie Wielka Brytania była niemym, ale retorycznie wyraźnie obecnym bohaterem przemówienia ministra Sikorskiego. Wypomniał jej „wyspiarski dystans” do Europy, a także ostrzegał, że mrzonkami są wyobrażenia o samodzielnym działaniu na światowej arenie, nawet jeśli założyć, że brytyjski udział w unijnym PKB to 14 proc. (polski – 5 proc.). Zdaje się, że słowa o działających w ramach Unii Europejskiej siłach odśrodkowych i nasilających się egoizmach narodowych również kierowane były w stronę Wielkiej Brytanii. Tym samym, minister Sikorski utrzymał swoją rolę europejskiego męża stanu, którą zapoczątkował przemówieniem w Berlinie w 2011 r., a kontynuował w ubiegłym roku w wystąpieniu w malowniczym Blenheim Palace pod Oksfordem.
– „Żałujemy, że Wielka Brytania dystansuje się od Europy. Brytyjskim przyjaciołom pragnę̨ dziś́ powiedzieć́: Unia Was potrzebuje. Waszego pragmatyzmu, kompetencji i siły zbrojnej. Możemy razem działać́ na rzecz polityki rozszerzenia. Dokończyć́ tworzenie w pełni wspólnego unijnego rynku. Bronić nowych technik wydobywania gazu i ropy” – przekonywał Brytyjczyków szef MSZ. Sikorski uderzał tu w pragmatyczną nutę, bo jako były student Uniwersytetu Oksfordzkiego doskonale wie, że Anglicy bardziej niż porywy serca i słowiański romantyzm cenią sobie oświeceniową siłę rozumu.
Polska jest dziś na tyle mocna i stabilna, że może pozwolić sobie na pełnienie roli siły dośrodkowej, zbliżającej kraje, które z powodu różnych interesów wewnętrznych znajdują się na europejskich biegunach. Jeden biegun to Wyspy właśnie, stopniowo oddalające się od kontynentu. Z drugiej, proeuropejskie Niemcy, coraz odważniej reformujące europejskie portfele i namawiające do silniejszej integracji. Oba te kraje musieliśmy przekonywać do zaakceptowania kształtu propozycji budżetu na lata 2014-2020. Udało nam się.
Siła i stabilna pozycja Polski w Unii Europejskiej nie jest nam jednak dana raz na zawsze. Targana narodowymi egoizmami Europa zmienia się na naszych oczach. Motorem jej integracji w coraz większym stopniu staje się współpraca w kwestiach finansowych i bankowych. Dla Polski to historyczny moment. Możemy wejść do strefy euro lub pozostać poza jej granicami. I tym samym znaleźć się poza ścisłym kręgiem decyzyjnym europejskiej integracji.
Teraz więc – jak podkreślał Sikorski – nie czas na napawanie się, z pewnością niezaprzeczalnymi, sukcesami. Dziś naszym priorytetowym zadaniem jest przygotowanie i wprowadzenie Polski do strefy euro. Od tego będzie zależało nasze miejsce w europejskiej układance.
Polska retoryka solidarności i współpracy nie musi budzić oskarżeń o hipokryzję. Nie staliśmy się na szczęście kaznodzieją Europy, który namawiając do wstrzemięźliwości sam oddaje się gargantuicznej konsumpcji. Solidarność, której owoce Polska zbiera pod postacią funduszy unijnych, oddajemy działając na wschodzie – poprzez Partnerstwo Wschodnie, wzmacnianie działania Grupy Wyszehradzkiej, czy wreszcie inicjatywę Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji, którego polskim partnerem będzie Fundacja Solidarności Międzynarodowej. Jak podkreślał ostatnio niemiecki „Die Welt”: Polacy potrafią to, o czym zapomniała Europa: zakasać rękawy.
*Aleksandra Kaniewska – analityk polityczny ds. Wielkiej Brytanii w Instytucie Obywatelskim, publicystka
*Weronika Przecherska – ekspertka ds. polityki Niemiec, analityk polityczny w Instytucie Obywatelskim. Interesuje się dyskursem i komunikacją polityczną
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (8)