Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
108
BLOG

Solidarni w Solidarności

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Polityka Obserwuj notkę 0

Jarosław Makowski*

Solidarności nie można narzucić człowiekowi z zewnątrz. Nie można przystawić mu karabinu do skroni i powiedzieć: „od teraz musisz być solidarny”. Solidarność woli niemoc niż przemoc. Dzieje się tak dlatego, że rewolucja solidarności jest przede wszystkim wydarzeniem w świecie ducha

1.

Jak przenikliwie powtarzał ks. Józef Tischner, historia wymyśla słowa, aby następnie słowa mogły kształtować historie. Jednym z kluczowych słów, które odmieniły „oblicze tej ziemi”, prócz takich pojęć jak „wolność”, „godność” czy „niepodległość”, jest termin „solidarność”. Słowo to skupiało w sobie pełne niepokoju nadzieje. Pobudzało miliony do męstwa i odwagi myślenia, która brała się z odwagi patrzenia poza horyzont komunistycznej beznadziei. Solidarność wiązała ze sobą ludzi, którzy jeszcze wczoraj stali od siebie daleko, albo – wręcz – stali naprzeciw sobie, by dziś stać obok siebie. Ramię w ramię.

Zgoda, że solidarność pisana przez małe „s”, bo o niej tu będę przede wszystkim mówił, jest łaską. Ale łaska, jak poucza św. Tomasz z Akwinu, bazuje na naturze. Dlatego solidarność, by mogła się wydarzyć, potrzebuje co najmniej dwóch rzeczy jednocześnie: ludzi i idei. Doskonale przecież wiemy, że „masy bez idei są ślepe, a idee bez mas bezsilne”.

Solidarność nie była więc li tylko przejawem ślepego buntu niezadowolonych mas, od robotników poczynając, a na intelektualistach kończąc, ale ten bunt stworzył także podwaliny pod konkretne podstawy teoretyczne etyki solidarności. Jej twórcą był ks. Józef Tischner, który do drugiego wydania książki notował, że gdy inni strajkowali, manifestowali, domagali się należnych im praw, on po prostu pisał. W takich okolicznościach w 1980 roku rodziła się „etyka solidarności”, by ostatecznie już w postaci książki znaleźć się w rękach uczestników drugiej tury Zjazdu „Solidarności” w 1981 roku.

Czy jednak filozoficzne analizy Tischnera miały jakikolwiek wpływ na myślenie mas? Krakowski ksiądz przyznaje, że nie wie, na ile jego książka „meblowała głowy” jej czytelników. Stwierdza tylko, że „Etyka solidarności” była „przepisywana, przedrukowywana i … konfiskowana przez służby specjalne”. Ale to nie wszystko. Książka znalazła uznanie na Zachodzie, co zaowocowało przekładami jej na angielski, niemiecki, francuski, by wymienić tylko języki podstawowe.

Jednak najciekawsze jest to, że tekst Tischnera, który wyrastał z rodzimych doświadczeń i był pisany dla Polaków żyjących pod komunistycznym kloszem został zrozumiany i przetrawiony przez ludzi Zachodu, żyjących w liberalnych i otwartych demokracjach. Czyż nie jest to najlepszy dowód na paradoks, który przejawia się w tym, że i zniewoleni mogą ofiarować coś ze swych idei wolnym? Że biedni i poniżeni mogą nauczyć czegoś tych, którzy są syci i respektowana jest ich godność? I czy ostatecznie międzynarodowa „kariera” etyki solidarności nie pokazuje, że nie jest ona tylko partykularnym wydarzeniem, które zrozumieć może tylko Polak i tylko katolik?

Wiem, że dziś – po 20 latach od odzyskania niepodległości – stawianie tych retorycznych pytań może śmieszyć. I niektórych rzeczywiście śmieszy. Niemal wszyscy naokoło puszczają do siebie oko, bo głośno wstydzą się tego powiedzieć, ale w głębi serca są przekonani, że z etyki solidarności został już tyko popiół, gdyż zmieliły ją tryby dziejów.

(…)

Czyż można się więc dziwić, że solidarność jest passe? Czy można w to powątpiewać, skoro mamy novum w postaci globalizacji, a więc nowe potrzeby i nowe wyzwania? Tym bardziej, że  – przekonują nas o tym fachowcy odziani w białe kołnierzyki – etyka solidarności była rzeźbiona przez czyn i pisana w konkretnym miejscu i czasie dla konkretnych ludzi. Dziś jej miejsce jest co najwyżej w Muzeum Przebrzmiałych Idei, ale nie w żywym obiegu myśli, który mógłby stanowić dla mas pracujących, pokrzywdzonych i wykluczonych impuls do budowy innego, lepszego świata.

Tischner, gdyby dziś był między nami, zapewne nic by sobie nie robił z tych opowieści „proroków klęski”. On już wtedy, gdy pisał swój kluczowy tekst dla naszego życia zbiorowego ostrzegał, że chwila, w której większość z nas uwierzyłaby w to, że idea solidarności jest martwa, byłaby zarazem to chwila naszego samobójstwa. A my przecież wciąż żyjemy…

2.

Gdyby to tylko od tych ludzi zależało, którzy dziś bezczelnie próbują monopolizować idee solidarności, to należałoby ogłosić jej śmierć. Bez żalu. Ale solidarność jest ideą, w której naturze leży to, że ona może się odrodzić, niczym Feniks z popiołu w swej czystej i nieskażonej formie. Że jeśli nie dziś, to jutro, pojawią się kobiety i mężczyźni, biedni i bogaci, wierzący i niewierzący, którzy ponownie sprawią, że idea solidarności rzeczywiście „zmartwychwstanie”, pozwalając odmienić ich los i odmienić społeczne relacje, zbudować nową wspólnotę równych i godnych obywateli. Cóż zatem jest w niej takiego, że gotowi jesteśmy mimo wszystko widzieć w solidarności jeden z boskich przymiotów – nieśmiertelność?

Jak nauczył nas Tischner, idea solidarności jest nieśmiertelna, gdyż jej pierwszym fundamentem jest przesłanie, znajdujące się w Liście św. Pawła Galatów. Pisze Paweł: „jeden drugiego brzemiona noście” (6, 2). Cóż to jednak znaczy? Imperatyw jest prosty: „trzeba nieść ciężar drugiego”. Jakkolwiek ciężki on by był, nie mogę umyć rąk. Nikt przecież z nas nie jest samotną wyspą. Nikt nie żyje i nie umiera dla siebie. To byłoby bez sensu. Żyjemy z innymi i dla innych tak, jak umieramy z innymi i dla innych.

Jako ludzie jesteśmy więc ze sobą powiązani. Łączy nas ciało i krew, łączy praca i mowa, cierpienie i poniżenie. Czasami także, choć rzadziej, radość i szczęście. Rzadko jednak zdajemy sobie sprawę z tych powiązań. Kiedy jednak rodzi się solidarność, nagle wszystkie one wychodzą na jaw – nagle, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, widzimy, że mój los jest zależny od drugiego, ale i los drugiego – sąsiada, kolegi z pracy, przypadkowego przechodnia – zależny jest od moich słów, decyzji i czynów. Czyż więc nie jest jasne, że albo będziemy razem, w naszych bólach, troskach i ofiarach, albo nas nie będzie wcale?

Innym aspektem Pawłowego aksjomatu jest i to, że solidarności nie można narzucić człowiekowi z zewnątrz. Nie można przystawić mu karabinu do skroni i powiedzieć: „od teraz musisz być solidarny”. Solidarność woli niemoc niż przemoc. Dzieje się tak dlatego, że rewolucja solidarności jest przede wszystkim wydarzeniem w świecie ducha. A w tej przestrzeni człowiek nic nie musi, ale wszystko może. Ponadto jest tym bardziej autentyczna, im bardziej bezkrwawa. Duch włada poprzez perswazję, notuje Tischner, a nie poprzez strach. Dlatego naprawdę wielka rewolucja jest zarazem świętem wyzwolenia człowieka od strachu przed człowiekiem.

Co nas wyzwala? Dobra wola. Czy ktoś bowiem zmuszał Miłosiernego Samarytanina, by pochylił się przy leżącym przy drodze rannym? On pomógł cierpiącemu, bo taka była jego dobra wola. „W gruncie rzeczy, pisze Tischner, wszyscy jesteśmy solidarni, bo wszyscy jesteśmy w głębi naszych dusz ludźmi dobrej woli. Solidarność rodzi się z dobrej woli i budzi w ludziach dobrą wolę. Ona jest jak ciepły promień słońca; gdziekolwiek się zatrzyma pozostawia ciepło, które promieniuje dalej, bez przemocy. Jej chodzi tylko o jedno: aby jej nie stawiano przeszkód – głupich, bezsensownych przeszkód”.

I rzecz kluczowa, szczególnie mocno bijąca swoją bezmyślnością po oczach dziś, kiedy „wróg” przestał być tak jednoznaczny i namacalny, jak w niedawnej przeszłości komunistycznej. Paradoksalnie, dużo łatwiej jest wcielić w życie idee solidarności, kiedy mamy jasno sprecyzowanego przeciwnika. W tym sensie komunizm był „błogosławieństwem”. Tyle, że to motywacja negatywna.

Gniew, nawet i słuszny, może prowadzić w prostej linii do nienawiści. A przecież widzimy, jak na dłoni, że kiedy w świecie dzikiego kapitalizmu i nieokiełznanej chciwości rosną zastępy pokrzywdzonych i poniżonych, „ludzi śmieci” nie mających widoku na jutro, rośnie także nienawiść. Co więcej, nienawiść ma prawo wybuchnąć w takich ekstremalnych momentach. Nie możemy jednak zapomnieć, że ona niesie ze sobą przerażające niebezpieczeństwo – może okazać się ślepa. (…)

3.

Dochodzę teraz do drugiego fundamentu, na którym wznosi się etyka solidarności, a którego Tischner wprost nie wskazał, choć jego myśli – co postaram się pokazać – jawnie na nim się opierają. Ta druga noga idei solidarności, jeśli mogę tak powiedzieć, także znajduje się u św. Pawła. I również w Liście do Galatów. Pisze Paweł: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety…” (Ga 3,28). Czy Paweł tym stwierdzeniem chce unieważnić wszelkie różnice – polityczne, etniczne, czy płciowe?

Nie z tych rzeczy. Paweł mówi, że właśnie pomimo tych różnic, możemy być solidarni, że przecież pomimo tych różnic świat, w którym żyjemy, jest jeden, a więc nie mamy innego wyboru, i że pomimo tych różnic wszyscy jesteśmy ludźmi, i wszyscy jesteśmy równi w godności wobec siebie nawzajem i wobec Boga. Czyż więc solidarność nie ma znamion uniwersalności właśnie dlatego, że potrafi przekraczać granice, że jest transtożsamościowa?

Jak w takim razie, zapytacie, przejawia się ta Tischnerowa etyka solidarności w działaniu? Co na boga dziś mają ze sobą wspólnego bankier z Wall Street, robotnik (nie egoistyczny związkowiec!) ze stoczni gdańskiej i feministka z gender studies na Stanford University? Odpowiedź Tischnera jest następująca: „etyka solidarności chce być etyką sumienia”. Cóż to znaczy?

Oznacza to przede wszystkim, że taka etyka zakłada, i nie bez mocnych podstaw, iż człowiek jest obdarzony sumieniem. A sumienie, jak podkreśla krakowski ksiądz, to „naturalny zmysł” człowieka w znacznym stopniu niezależny od rozmaitych systemów etycznych. Jest bowiem wiele systemów etycznych, ale sumienie jest jedno. Ono jest wcześniejsze niż owe systemy. „Sumienie stanowi w człowieku rzeczywistość samodzielną, pisze Tischner, trochę jak rozum i wola. Człowiek może ćwiczyć rozum i wolę, może też zaniedbywać ćwiczenia, podobnie może słuchać swego sumienia, zagłuszać je, może się go wyrzekać. Sumienie jest głosem, które woła wewnątrz człowieka. Do czego wzywa dziś sumienie? Przede wszystkim do tego, by człowiek chciał mieć sumienie”.

Co tu jest ważne: chęć posiadania przez człowieka sumienia. Nieważne, że błędne, ważne, że człowiek chce mieć sumienie – bankowiec, robotnik, dziennikarz, polityk, ksiądz… Nikt nie jest perfekcyjny. Ba, wielkość człowieka nie na tym polega, że jest bezgrzeszny, ale na tym, że potrafi się do grzechu przyznać. Nie wtedy człowiek jest zdolny do solidarności i heroizmu, kiedy jest nieskalany i patrzy na innych z góry, ale wtedy, kiedy upada i się podnosi – nie sam, ale razem z innymi i przy pomocy innych. To rodzi szczególny typ wzajemności. Na dobre, i na złe.

(…)

Teraz już staje się jasne, że św. Paweł ma absolutnie rację, kiedy pisze, że „nie ma już Żyda, ani poganina…”, są tylko ci, którzy mają sumienie, albo – dokładniej – ci, którzy chcą mieć sumienie i ci, którzy nie chcą mieć sumienia. Tylko ci pierwsi są zdolni do solidarności. Jak jednak ci, którzy są gotowi przyjąć za swoje dobro etykę solidarności mają zachować się w określonym porządku społecznym i politycznym? Innymi słowy: co mają robić? Jak działać?

4.

(…)

Jaki to ma związek z polityką? Ma – i to duży. Gdy polityka jest dobra, notuje Tischner, wtedy sama jest przepojona duchem solidarności. „Wierna samej sobie polityka jest budowaniem przestrzeni, w której mogą działać sumienia Samarytan. Takich sumień nikt nie powinien się lękać; to nie straż pożarna jest groźna, ale pożary. Miłosierny Samarytanin nawet nie biegnie, by chwycić zbójców. Najpierw trzeba opatrzyć rany chorego. Zbójcami zajmą się ci, którzy stoją w pobliżu polityki. Solidarność to bliskość – to braterstwo dla porażonych”.

Inaczej rzecz wygląda, kiedy etyka solidarności spychana jest do narożnika. Wtedy mamy do czynienia ze złą polityką. A to jest, niestety, nasza obecna sytuacja. Powiedzmy to wprost: nasza polityka jest zła. Dlaczego? Bo oglądamy, jak dziki kapitalizm sprawia, że w pierwszej kolejności, na co zwrócił uwagę Slavoj Zizek, ratuje się upadające banki, które na skraj bankructwa doprowadziła chciwość ich szefów, a nie ratuje się umierających dzieci i kobiet, które każdego dnia tracą życie w Afryce z braku pitnej wody i podstawowych lekarstw. Jesteśmy przerażeni niesprawiedliwością neoliberalnej ideologii, kiedy demokratyczne rządy, w imię zachowania prawa i porządku, uspołeczniają straty prywatnych banków i globalnych instytucji finansowych, wpompowując w nie miliardy dolarów, pozwalając jednocześnie na prywatyzację ich zysków.

A więc, czy jako wszyscy razem i każdy z osobna jesteśmy aż tak ślepi i głupi, że stojąc nad przepaścią do której doprowadził nas dziki kapitalizm wciąż nie dostrzegamy, że ostatnią deską ratunku w naszym globalnym świecie jest etyka solidarności, która może stać się podstawą do budowania nowej wspólnoty? Ileż jeszcze krzywdy, cierpienia, wykluczenia i poniżenia musimy zobaczyć, by zdać sobie sprawę, że przeżyjemy tylko wtedy, kiedy jeden drugiego brzemiona będzie nosił? I kiedy ostatecznie zdamy sobie sprawę, że nie ma Żyda ni poganina, biednego i bogatego, wierzącego i niewierzącego, bo w tym jedynym i jedynym świecie, gdyż innego nie mamy, jaki jest nam dany, wszyscy jesteśmy równi, gdyż każdy z nas jest człowiekiem?

Kapitalistyczne mury niesprawiedliwości i wykluczenia zadrżą, a jego fundamenty obrócą się w pył nie wtedy, kiedy kryzys ekonomiczny i gospodarczy wystarczająco się pogłębi, kiedy kolejne państwa tzw. Pierwszego Świata staną na skraju bankructwa, a masy ruszą na barykady, ale wtedy, gdy słowo solidarności w ich działaniach stanie się ciałem, prowadząc ich do stworzenia nowej, globalnej wspólnoty, gdzie jeden drugiego ciężary zechce nieść. A zatem: „Drżyj kapitalizmie, solidarni w solidarności pukają do twych bram”.

Esej jest fragmentem książki „Wariacje Tischnerowskie“, wyd. Świat Książki, 2012

*Jarosław Makowski – publicysta, filozof, szef Instytutu Obywatelskiego

Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka