To był mecz! Nikt się pewnie nie spodziewał takiego rewanżu za finał ostatniego Mundialu. Można było liczyć na pokaz kunsztu i determinacji, ale aż na tyle bramek? Przecież naprzeciw siebie stanęli mistrzowie z najlepszej w ostatnich latach reprezentacji narodowej, a jednocześnie wybrańcy najlepszych klubów z najmocniejszej ligi świata (wspaniały finał Ligi Mistrzów UEFA pomiędzy dwoma klubami z Madrytu) oraz trzykrotni już wicemistrzowie świata z kraju tulipanów. Czy Hiszpanie grali źle? Nie, choć na pewno nie byli na swoich najwyższych obrotach, solidnie rozgrywali piłkę i w pierwszej połowie uzyskali przewagę w grze pozycyjnej, której efektem był gol z karnego – Alonso. Jednak Hiszpanom nie dane było zejść do szatni z prowadzeniem. Tuż przed końcem I połowy meczu rewelacyjnym „szczupakiem” popisał się van Persie i zrobiło się 1:1.
Przyznam się, że taki właśnie wynik typowałem przed meczem, jednak II połowa zaskoczyła chyba wszystkich, łącznie z holenderskim trenerem van Gaalem. Holendrzy uskrzydleni wyrównaniem zaczęli dominować, to oni przejęli inicjatywę, podkręcili tempo i byli wyraźnie szybsi, lepsi motorycznie od rywali. Charakterystyczne były gesty Robbena, czy van Perskiego po strzeleniu goli. Ich po prostu rozpierała energia i pewność siebie. To było widać obserwując całą ekipę pomarańczowych. Warto zwrócić uwagę na niesamowitą skuteczność, doskonałe asysty Blinda i fantastyczne strzały na bramkę Casillasa. Gdyby nie parę genialnych interwencji Hiszpana, wynik mógł być jeszcze wyższy, choć trzeba przyznać, że jeden z goli padł po prostym błędzie bramkarza z Realu.
Wynik 5:1 dla Holandii zaskakuje, jednak nie wyrzuca za burtę mistrzostw Hiszpanów, którzy po takim „zimnym prysznicu” na pewno się zmobilizują i wygrają dwa kolejne mecze eliminacyjne z Chile i Australią. Niektórzy już typują Holendrów do tytułu mistrzowskiego. Faktycznie, ta drużyna ma „papiery” na to, żeby zwyciężyć. Doskonałe przygotowanie atletyczne, szybkościowe, zaawansowana myśl taktyczna w zestawieniu z bardzo dobrym wyszkoleniem technicznym oraz, co bardzo istotne – posiadanie w składzie będących w formie gwiazd – liderów, takich jak Robben (Bayern Monachium) i van Persie (Manchester United) stawiają Holendrów w gronie faworytów. Pytanie – czy Holandia zdoła utrzymać tę swoją wysoką formę przez cały miesiąc, aż do finału? Moje obserwacje wskazują, że Mundial wygrywa drużyna, która na początku nie błyszczy, rozkręca się z meczu na mecz pokazując pełnię zgrania, umiejętności i skuteczności dopiero na finiszu, w grze o najwyższe stawki. Jak będzie, czas pokaże.




Komentarze
Pokaż komentarze