„Kto ty jesteś?
Polak mały..
Jaki znak twój?
Orzeł biały.
Gdzie ty mieszkasz?
Między swemi.
W jakim kraju?”
….W OBCEJ ZIEMI.
„Czym ta ziemia?
Mą ojczyzną”
Nie zdobyta krwią, ni blizną
(…)
To nie wybór, ni ochota
Tu była …ROBOTA
„Czy ją kochasz?
Kocham szczerze”.
Komu wierzysz?
Bliskim wierzę….
Antoś czyli Anthony. Lat dziewięć. Ma dwie babcie, dwóch dziadków i dwa paszporty. Dwie półkule mózgowe. Dwoje rodziców. Jedno serce.
Jak dwa paszporty, to i dwie ojczyzny. A każda z nich kochana. I nie pytaj go, gdzie czuje się lepiej. To tak, jakby wymagać deklaracji; sernik czy szarlotka? Podczas gdy kocha się i to, i to…. Choć każde z tych ciast smakuje tak odmiennie. Jest pyszne na swój sposób. I trudno z nich zrezygnować. Dlatego raz szarlotka a raz sernik. Stany czy Polska? Antoś Anthony nigdy nie potrafił dać dobrej odpowiedzi. Mruga więc bezradnie powiekami jakby miał się rozpłakać.
W połowie lotu, gdy słońce już zajdzie by po dwóch godzinach wzejść z powrotem ponad horyzont, Antoś otrząsa się po tej najkrótszej nocy w tym roku. Po co spać skoro tyle myśli, tęsknot i planów rozsadza młodą główkę? Gdy Anthony widzi na mapie, wyświetlanej w kokpicie pasażera zbliżający się kontynent europejski i kontury kraju nad Wisłą, zamienia się …w Antosia.
Przestaje paplać po angielsku i przechodzi na język polski.
- Czy dobra pogoda teraz w Polsce jest ?- pyta rodziców angielskim szykiem zdania .Mama jest rozczulona jego akcentem ale babcia uważa, że Polak ma zobowiązania wobec swych korzeni i powinien trenować czytanie, mówienie, pisanie.
-Z pierwszą czynnością najgorzej idzie mi - wyznaje chłopiec.
-Pierwsza czynność wychodzi mi najgorzej- prostuje jego wypowiedź babcia- polonistka.
- Czy będzie dobry chleb ten co zawsze był u babci?- chce wiedzieć zagraniczny gość.
- O, skarbie, babcia sama piecze chlebek na nasz przyjazd. Z pysznymi dodatkami- mama jest w doskonałym humorze. Jak zawsze gdy lecą do Polski.
Pod przymkniętymi powiekami ogląda obrazy z dzieciństwa i przywołuje najcieplejsze wspomnienia.
-Co to dodatki są, mamo? -brzmi bezradne pytanie dziecka.
-Noo….to takie małe poprawiacze jakości. Dzięki nim jest zdrowiej i smaczniej- wyjaśnia mama.
Antosia w kraju często o coś pytają. I chętnie wysłuchują. Z uśmiechem i cierpliwością tłumaczą mu świat i żadnego pytania nie zostawiają bez odpowiedzi.
Czasem tylko dziadzio kręci głowa i mówi z uznaniem:
- Ten dzieciak ma talent do zaglądania w sedno spraw….
-Jaki jest język polski, Antosiu?-zapytała go kiedyś kuzynka, studentka psychologii. Robiła badania na użytek swojej uczelni.
-Sze-lesz-sczący i przeklinający – mruczy chłopiec znad pudełka z żołędziami i szyszkami. Babcia specjalnie dobiera dla niego zabawki ekologiczne, spełniające jednocześnie rolę rekwizytów przy ćwiczeniach logopedycznych:
„Grzesiek przyniósł przedwczoraj do szkoły żołędzie, szyszki, sznurek- będzie piękny naszyjnik dla jeża”. „ Zgrzany Jerzy wyszczerzył uzębienie przeczytawszy o pożodze”.
„Grażyna ze Szczekocin miała zawsze przesłanki do spożywania rzeżuchy i bujania w żółtym hamaku”- czytając przygotowane przez babcię zdania, Antoś nabiera pewności, że polszczyzna to nie przelewki.
A dziś chłopczyk pisze dyktando: list z wakacji w Polsce.
„Warzą nam żurek, z porzeczek, jeżyn, co dzień jest kompot pożywny, świeży. Wyglądam dobrze, śmiało rzecz można, że rosnę hyżo, jakby na drożdżach. A ile przygód, wrażeń, spostrzeżeń! Połów węgorzy, nietoperz w wieży, wprost rzeka zdarzeń, proszę mi wierzyć. Jestem zdrów, rześki jak hoży żaczek, rzucam oszczepem , krzyczę, wzwyż skaczę. I tylko czasem myśl ku domowi zwrócę z pytaniem: Czy wszyscy zdrowi”.
Babcia Antosia jest dumna ze znalezionych na strychu tekstów dyktand.
-Dziadziu? Dlaczego Polacy smutni są?
Starszy pan w granatowym swetrze , rozkładając na nakrytym błękitnym obrusem stole pudełko z szachami, rozmyśla nad odpowiedzią:
- Może wstydzą się swojego uzębienia?- podsuwa kuzynka, znana z ciętego języka.
- Raczej martwią się codziennymi kłopotami- wyjaśnia senior rodu- Na przykład tym, że nie mają pracy. Lub, że są w pracy wykorzystywani.
-Przez krwiożerczych kapitalistów?- dopytuje wnuk, powtarzając zasłyszaną w tramwaju opinię.
- Można tak powiedzieć- rozkładająca szachowe figurki dłoń dziadka zastyga zadumie nad drewnianą, kraciastą planszą.
- A dlaczego u was w domku zawsze musimy na ciepło ubierać się? Czy kaloryfery zepsute są w całej Polsce czy tylko tu?
- Nie są zepsute, co roku je konserwuję, podobnie jak piec. Ale w wielu domach jest zbyt zimno. To prawda. A zimno jest z powodu cen gazu. Musimy oszczędzać bo jest drogo.
- Rodzice jak jest drogo w jednym sklepie to idą do drugiego, gdzie taniej. Mówią, ze wolność to wtedy kiedy mają wybór. A tutaj w Polsce sprzedają tylko w jednym sklepie gaz?- malec sadowi się po drugiej stronie stołu i czeka na zakończenie rozstawiania figurek.
- Tak, gaz sprzedają w jednym sklepie. Radzieckim- dziadek kiwa głową osowiale.
- What’s a shame- wyrywa się chłopcu.-Jak jesteś Polakiem to powinieneś kupować polskie towary. Mama mówi, że nawet w USA możemy wspierać polski …. chłopiec urywa, bezskutecznie usiłując znaleźć potrzebne słowo:… business !
Mama coś mówiła o jakichś skarbach w łupkach. To czemu nie kupujecie tego z łupków?
-To zbyt skomplikowane, by wyjaśnić- mruczy dziadek.- Wszystko przez ministra, który podpisał niedobrą umowę.
-Jak minister jest niedobry i robi krajowi źle, to czemu nie wybierzecie nowego?- nie daje za wygraną Antoś.
- Widzisz, Antosiu, i to jest powód, dla którego przydałoby się sprowadzić do kraju więcej ludzi, myślących jak ty…
- Mama i tatuś mówią, że Tuw Polsce są najlepsze święta na świecie i najlepsi dziadkowie na świecie. I najlepszy chlebek na świecie.
Ale benzyna za droga i perspektywy marne. Czy perspektywa to inaczej praca, dziadku?
- ….Między innymi, kochanie.
- Już wiem – dodaje malec poważnie, podnosząc jeden palec w górę: - Marne perspektywy to i nie jest wam do śmiechu. Rozumiem. Ale mam radę.
Może zamienimy kraje i ludzi tak na rok na próbę? Amerykanie przyjadą tu i pokażą, że fajnie jest się śmiać i naucza was uśmiechu. A duzi Polacy pojadą i zarobią pieniądze w Ameryce. I zbuduja nowy sklep z tanim gazem? Dziadku, czy ja nie jestem genialny ?Sam przyznaj….
No bo jak kochamy Polskę to wszyscy chcemy dla niej dobrze, prawda?- wnuk wpatruje się w dziadka swoim intensywnie niebieskim spojrzeniem.
-Niby tak, kochanie. Ale na wiele spraw Polacy mają tak różne poglądy i tak daleko nam czasem do siebie jak….
-Jak od Niagary do Poznania? -wypala Antoś.
-Właśnie. To chyba podobny dystans- zamyśla się dziadek, pełen uznania dla juniora rodu. Sam by chyba nie wpadł na takie porównanie.
-A powiesz mi, za co Ty, dziadku, kochasz Polskę?- wnuk przechyla głowę i uważnie patrzy w oczy starszemu panu
-Oj, jest tyle powodów, że lepiej nie pytaj, wnusiu. Musiałbym wyliczać do jutra chyba....


Komentarze
Pokaż komentarze (10)