„Dziennik wyjścia” - recenzja. Powieść która ukazała się pod koniec 2023 roku (dokładnie w dniu Świętego Mikołaja), otrzymała już pierwsze opinie i recenzje. Została zauważona, jako proza wymykająca się opisowi gatunkowemu i to już napawa optymizmem, gdyż Recenzenci i Czytelnicy, wszystko na to wskazuje, odczytali intencje Autorki, co nie zawsze z różnych powodów bywa tak oczywiste.
Wiadomo, już że mamy do czynienia z powieścią wyjątkową, niezwykłą wśród pojawiających się tytułów, która – wszystko na to wskazuje, nie przejdzie bez echa. Sama sytuacja powieści panoramicznej a jednocześnie zdyscyplinowanej narracyjnie, jest komfortowa dla Czytelnika, po pierwsze podążającego tropem intrygi literackiej, po drugie obserwującego świat w perspektywie makro i mikro.
Cytuję za Culturaproxime: „Dość długo nie zdarzyło mi się już, doznać ożywienia, by nie powiedzieć ekscytacji czytając współczesną prozę polską. Może to zmęczenie, ale większość książek, które wypatruje są zbyt dziwaczne, lub zbyt przewidywalne, albo programowo światopoglądowe. Dziennik wyjścia przeczytałam dwukrotnie, najpierw pośpiesznie ponaglana pytaniem ku czemu to zmierza? Po raz drugi, czytałam wolniej, smakując aluzje i składając metafory. Główne pytanie, które mnie pociągało, oprócz ilustracji na okładce, to tytułowe nawiązanie do Księgi Wyjścia. Kiedy dołączyła do tego herbertowska strofa o Dionizosie, byłam pewna tropu (…)”. Warto przy tej okazji dodać, że intrygującą okładkę powieści wykonał Krzysztof Rychter.
Mamy więc spektakularną, mięsista opowieści, w której zgodnie z dobrym budowaniem napięć, nic nie jak takie, jak nam się wydaje, także metaforyczny opis świata i to w ujęciu od biblijnych prapoczątków do współczesności. Autorka, o literaturze i nauce a także przyrodzie pisze bardzo dyskretnie, opisuje światy prawdziwe, ale nie zapoznane w świadomości powszechnej. No bo czyż, zdajemy sobie sprawę, że można nawet umrzeć, kładąc się w upalny dzień pod cisem? Bohaterka powieści tylko się nieopatrzenie lekko odurza ale jednak…
Danuta Awolusi w recenzji na Portalu „granice.pl” sama stosuje metaforę, opisując podejście Autorki do sposobu narracji: „Są takie książki, które trzeba przeczytać kilka razy. Każda kolejna lektura odsłania przed czytelnikiem coś nowego. To jak poruszanie się w pokoju pełnym dzieł sztuki. Nie wszystko na raz można dostrzec, za to zawsze doświadcza się czegoś niezwykłego. Tak właśnie działa Dziennik wyjścia pióra Bogumiły Juzyszyn-Banaś.” (…) „Narracja pierwszoosobowa nadaje książce dużej lekkości, choć dla samej autorki była pewnie wyzwaniem. Chwyta przyjemnie klimat lata, który tak pięknie ukazany jest w pierwszych rozdziałach, by później zacząć przeradzać się w grozę. Sporo tu gier słownych. Czasem to esej, miejscami – powieść epistolarna, czasem – romans, momentami nawet thriller. W fabule pojawia się uczucie. Jest też wyrazista akcja – praca nad spektaklem, wyjątkowo barwna.”
Podobnie odnotowuje Portal Kultura Kryminału.
Na koniec tej skrótowej kwerendy przytoczę fragment rozmowy którą Przemysław Poznański przeprowadził z Autorką na Portalu Zupełnie Inna Opowieść:
PP:A literatura? Gdzie w pani twórczości ma swoje miejsce?
BJB: – Literatura zawsze była dla mnie ratunkiem, „lekiem na całe zło”. Ta najlepsza daje światło refleksjom dotyczącym istoty życia. Jest bezcenna. Poza tym fikcja bywa czasem bardziej interesująca od codziennego realu. Pomyślałam, że może warto o tym napisać. Że będę ten problem rozważać – zasygnalizowałam już na okładce i plakacie promocyjnym. Zadaję tam pytania dotyczące działania literatury czy też twórczego, lateralnego wychodzenia z życiowych problemów. Literaturze powierzam w swojej powieści zaskakującą rolę. Nawet „upiornego działania na odległość”, oczywiście ze znakiem zapytania.
Jaka puenta wynika z tego krytycznego zestawienia powyższych tekstów? To jak napisano w recenzji cytowanego już tu Portalu „Kultura Kryminału”:
Zatem, sytuacja z powieścią „Dziennik wyjścia” jest, jak to powiadają w sytuacjach nieprzewidywalnych, „sytuacją rozwojową”. Można zakładać, że przyjęty przez Autorkę sposób pisania zachwyci i pociągnie za sobą modę na powieść metaforyczną, przede wszystkim przyjaźnie i wzruszająco nastawioną do Czytelnika, co wydaje się obecnie pozycją wstydliwą i zbyt mało bohaterską. Autorka zauważa delikatnie, że Dionizos przez Morze Czerwone płynął w sennej ciszy, by uważny Czytelnik mógł przejąć ster.
I już zupełnie na koniec, by przesadnie nie popaść w pisane z wysokiego diapazonu przywołam notkę Grażyny Strumiłowskiej z uroczego projektu „Książka zamiast kwiatka”: „Powieść (…) jest świetnie napisana, plastycznym, wyrazistym językiem. Autorka pokazała świat na granicy realizmu i magii. Sny i realne życie, stare podania, metafory, które czasem trudno przypisać do akcji. Poza tym jest tu zagadka, miłość, magiczny realizm. Często trudno zrozumieć co dzieje się w rzeczywistości, a co urojeniem. Czy happeningi artystyczne mogą zmienić życie, gdzie jest granica między realizmem a sztuką, wkraczającą w umysły ludzi. Oryginalna powieść, którą trzeba bardzo uważnie czytać i poddać się niesamowitemu klimatowi. Polecam.”
Niewątpliwie, najważniejszy jest odbiór czytelniczy i odpowiedź na pytanie, czy powieść trafia? Z pierwszych głosów i ech wydaje się, że trafia idealnie.
IM
Powieść ukazała się nakładem: Wydawnictwo Świat Książki.





Komentarze
Pokaż komentarze (1)