Tragedia smoleńska od początku stała się elementem gry wyborczej. Jest to całkowicie naturalne, ponieważ punktem odniesienia tych wyborów jest Jarosław Kaczyński. Większość Polaków głosuje na niego lub przeciw niemu.
Nasza pamięć o tragedii pracuje na rzecz Jarosława Kaczyńskiego. Utrzymuje pozytywną zmianę naszego stosunku do tragicznie zmarłego prezydenta. Zmiana ta przenosi się bezpośrednio na naszą ocenę jego brata. Minutę ciszy na ostatnim wiecu wyborczym, należy oceniać nie tylko jako naturalny braterski odruch, ale również jako ważny element pozytywnej kampanii.
Z drugiej strony sztabowi PO powinno zależeć, żeby tragedia przestała być dla Polaków ważna, żeby jak największa część jej elektoratu myślała tak jak przed katastrofą. Po okresie ostrych ataków członków komitetu honorowego na Lecha Kaczyńskiego i na prawo do żałoby po nim, nastąpiło wyraźne wyciszenie tematu tragedii smoleńskiej. Oceniam, to jako pozytywną (dla Polski) zmianę taktyki wyborczej PO.
Większość komentatorów twierdzi, że po pierwszej turze kampania zaostrzy się. W kontekście tragedii smoleńskiej nie może to oznaczać niczego dobrego. Warunkiem wyborczej porażki Jarosława Kaczyńskiego jest mobilizacja jego negatywnego elektoratu. Chciałbym wierzyć, że nie odrodzi się ponury spektakl insynuacji i manipulacji dotyczących przyczyn katastrofy, którego kulminację mieliśmy w tygodniu publikacji stenogramów.
Za plecami pozostaje jeszcze jeden potencjalny gracz, który może wpłynąć na nasze wybory. W notce sprzed trzech tygodni bardzo krytycznie oceniłem rodaków uznając, że nasza postawa wręcz prowokuje Putina do wyprodukowania za pośrednictwem MAK informacji obciążającej Lecha Kaczyńskiego i dlatego, jeśli do tego dojdzie, to my poniesiemy za to odpowiedzialność. Ostatnie tygodnie dały mi nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie, bo taką informację większość Polaków jest gotowa odrzucić. Przebiegły gracz odstępuje od akcji, której efekt może być przeciwny do zamierzonego.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)