Donald Tusk ma ogromny kredyt zaufania Polaków i przychylność większości mediów. Stąd niemal nieograniczone możliwości działania. Może liczyć na wyrozumiałość dla popełnionych wcześniej błędów oraz akceptację zwrotów w prowadzonej polityce. Miałem nadzieję, że wykorzysta to po konferencji MAK. Tym bardziej, że miesiąc wcześniej wyraził się, że raport jest nie do przyjęcia i są w Rosji ludzie, którym zależy na ukryciu prawdy. Wydawało się, że właśnie zapowiada taki zwrot, że będzie próbował ukraść PiS-owi prawdę smoleńską, jak ładnie napisał wtedy Wywczas http://wywczas.salon24.pl/260432,tusk-kradnie-prawde-smolenska .
Premier nie potrzebował nowych zwolenników, wystarczało mu zachowanie status quo. Mógł liczyć na zmianę sposobu myślenia swojego elektoratu o katastrofie. Przede wszystkim na zmianę stosunku do jej ofiar. Wiązałoby się to z pewnym ryzykiem politycznym ale byłoby zgodne z polską racją stanu i w dłuższej perspektywie umacniało pozycję premiera. Pisząc o racji stanu mam na myśli nie tylko wizerunek Polski w świecie i stosunki z Rosją. Za ważniejsze uważam sprawy wewnątrz kraju. Takie przeorientowanie stwarzałoby możliwość wygaszania wojny polsko-polskiej i rozpoczęłoby proces odbudowy moralnej Polaków. Katastrofa smoleńska cofnęła nas kulturowo.”Rzucanie niepopartych dowodami insynuacji wobec osób zmarłych jest niezgodne z zasadami cywilizacji zachodniej”, jak pięknie napisali Radwańscy na swojej stronie internetowej http://www.radwanskasisters.com/index.php?id=110&L=0 . Przed rokiem w Polsce było to oczywiste dla wszystkich. Ostatnio insynuacje takie rzucała większość Polaków i ośrodków opiniotwórczych. Premier jednoznacznie dołączył do tej grupy w momencie, w którym mógł wybrać drogę dającą szansę zmiany Polaków na lepsze.
Już na pierwszej konferencji premiera po ogłoszeniu raportu MAK padły niepokojące słowa o odpowiedzialności ofiar katastrofy. W środę, w sejmie premier zwrócił się praktycznie przeciwko stanowisku prezentowanemu poprzedniego dnia przez polskich śledczych i nie biorąc pod uwagę ich ostatnich ustaleń forsował swoją „prawdę”, która lepiej tuszowała popełnione wcześniej błędy. Cytował nawet insynuacje MAK pod adresem Lecha Kaczyńskiego uznając, „że nie ma przecież wątpliwości, iż są to istotne okoliczności i przyczyny katastrofy”.
Uważam, że środowe wystąpienie w sejmie zabrało premierowi szanse na wiarygodną zmianę stanowiska. Dlatego żywię wobec niego już tylko jedną nadzieję.
Nadzieję, że nie będzie wpływał na prace polskich śledczych.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)