Piotr Zaremba wywołał burzę swoim porównaniem eksterminacji idei przez GW z eksterminacją Żydów przez Niemców (*). Porównanie rzeczywiście było obrazoburcze. Mam nadzieję, że Zaremba wykonał swoją prowokację z pełną premedytacją. Świadczyłoby to jak najlepiej i o jego przenikliwości i o intencjach. Zwrócił bowiem uwagę na narzucającą się analogię pomiędzy historycznym niemieckim antysemityzmem i współczesnym polskim antykaczyzmem. Przez postępową większość Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy stawiani są poza dyskursem publicznym, nazywani paranoikami, sektą, itp. Nie są partnerami do dyskusji. Tylko przeszkadzają, najlepiej gdyby w ogóle ich nie było. Podobne wykluczenie spotkało Żydów w przedwojennych Niemczech. Analogia stała się szczególnie silna w ciągu ostatniego roku. Po zwycięskiej kampanii rozpoczętej przez Wajdę i GW jeszcze w Tygodniu Żałoby Narodowej, przekroczone zostały nowe granice. Zostały zabite naturalne odruchy współczucia i tradycja szacunku dla śmierci. Rzucanie irracjonalnych oskarżeń na tragicznie zmarłych, obnoszenie się z pogardą i nienawiścią do nich, stało się normą. Zbliża to dzisiejszą Polskę do faszystowskich Niemiec.
Przewrotnie, środowiska najbardziej zwalczające rachityczny w dzisiejszej Polsce antysemityzm jednocześnie z determinacją hodują przypominającego go pod wieloma względami potwora. Dlatego zestawienie z antysemitami jest dla nich szczególnie dotkliwe. I bardzo dobrze. Może komuś z tyłu głowy wyklaruje się myśl, że nienawiść - to nienawiść, pogarda - to pogarda i wykluczenie - to wykluczenie. Nieważne kto jest tego obiektem.
Wiem, że nadinterpretuję słowa Zaremby. Wszak mówił on tylko o ideach. Myślę jednak, że w taki sam sposób odczytali je ci, którzy tak gwałtownie i bezradnie próbują przeciwstawić się zawartej w nich prawdzie.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)