Głośny wywiad, jakiego Mariusz Kamińskiego udzielił Uważam Rze spowodował bardzo agresywną reakcję PO. Kamiński został okrzyknięty kłamcą. Usłyszeliśmy nawet coś o Goebbelsie i o tym, że premier po oczach poznaje kiedy Kamiński i Kaczyński kłamią. Wydarzenie spowodowało spory spadek poparcia dla PiS i nieznaczny wzrost dla PO w ostatnich dwóch tygodniach. Trudno rozstrzygnąć czy Kamiński zamierzał przysłużyć się PiS a wyszło odwrotnie, czy nie dbał o słupki poparcia i zrobił to, co uważał za konieczne, czy też spadek jest przejściowy a sprawa będzie pracować na korzyść PiS w dłuższym okresie czasu. Nie będę tego rozstrzygał. Interesują mnie inne pytania. 1. Dlaczego PO mogła tak zareagować? 2. Dlaczego musiała?
1. Czy rzeczywiście popierający PO wierzą, że Kamiński kłamie? Czy powiązania Drzewieckiego z gangsterami, pranie brudnych pieniędzy, przekazywanie części z nich na działalność polityczną, albo kupowanie przez niego narkotyków, wydają się zupełnie nieprawdopodobne? Z drugiej strony, czy jest prawdopodobne, żeby były szef CBA przekazywał informacje wyssane z palca? Taki był przekaz PO, ale czy ktokolwiek mógł potraktować ten przerysowany przekaz poważnie? Myślę, że sukces PO był bardziej efektem woli jej wyborców, żeby żadne sprawy nie wyszły na jaw, a Kamiński był obsobaczany, bo inaczej „ten wstrętny PiS” może skorzystać. „Zaprzyjaźnione” media początkowo wydawały się bardziej skłonne do przemilczania sprawy. W wojenną retorykę wpisały się dopiero po ogłoszeniu jej przez PO. Można było odnieść wrażenie, że stratedzy partii wysyłają przekazy dnia już nie tylko do swoich posłów ale również do stacji telewizyjnych. W czasie afery hazardowej przekaz był podobny, ale nie aż tak agresywny. Bardziej obciążano Kamińskiego tym, że nie powinien ujawniać sprawy niż zarzucano mu kłamstwo. Sprzyjające PO media też były bardziej powściągliwe w powielaniu jej przekazu, a i sam premier nie tylko odwołał i oskarżał Kamińskiego, ale również zdymisjonował bohaterów afery. Tym razem PO czuła się i była bardziej bezkarna. Dlatego, że nienawiść do PiS, która jest głównym czynnikiem integrującym jej elektorat, jest znacznie silniejsza i dlatego, że główne media w okresie przedwyborczym poprą każdy jej przekaz. Niestety również dlatego, że w wyniku prowadzonej od czasu afery hazardowej akcji dezawuującej, jeden z najuczciwszych urzędników państwowych w historii ostatniego 20-lecia, paradoksalnie stał się jedną z najbardziej znienawidzonych osób. Źle to świadczy i o państwie i o Polakach.
2. Dlaczego jednak PO musiała iść w zaparte i dyskredytować Kamińskiego? Taki przekaz wcale nie służy jej w dłuższej perspektywie, bo u części wyborców utrwala się obraz partii aferzystów, która przeciwstawia się walce z korupcją i broni „swoich” w każdej sytuacji. Stratedzy PO muszą mieć tego świadomość. Wystarczy przypomnieć sobie jak długo Tusk pozwalał działać CBA zanim uznał, że jest zmuszony spacyfikować tę instytucję. Dlaczego zatem PO nie mogła odciąć się od Drzewieckiego? Trudno uważać, że ma z niego jakikolwiek pożytek. Raczej same problemy. Po aferze hazardowej i jego późniejszej wypowiedzi o „dzikim kraju”, wydaje się być tylko kulą u jej nogi. Drzewiecki nie był ostatnio specjalnie broniony, tak jakby PO zostawiała sobie furtkę pozbycia się go, gdy nie będzie innego wyjścia. Dlaczego jednak nie zrobiła tego do tej pory? Czy chodzi tylko o to, że zburzyłoby to obowiązującą narrację, że afery hazardowej w ogóle nie było? Czy jest coś, o czym nie wiemy, co gwarantuje Drzewieckiemu w PO bezkarność?



Komentarze
Pokaż komentarze (51)