Nie miałem nadziei, że raport Millera ustali przyczynę (hierarchię przyczyn) katastrofy smoleńskiej. Do tego niezbędny byłby bezpośredni dostęp do materialnych dowodów natychmiast po katastrofie. Bazując na materiałach dostarczonych przez Rosjan można tylko podważyć ich niedostatecznie udokumentowane tezy, a nie rozwiązać zagadkę smoleńską. Liczyłem natomiast na przeciwstawienie się rosyjskiej propagandzie. Na choć częściowe przywrócenie, zdeptanej przez MAK, godności naszemu państwu i odbudowę naszej narodowej solidarności. Moja nadzieja wynikała z uwag do raportu MAK, konferencji z 18-tego stycznia, wielu pozytywnych informacji, które wypłynęły w czasie prac komisji i z wiary w zwykłą ludzką uczciwość specjalistów, którzy pracowali w komisji. Na co liczyłem? Niezbyt wiele.
- Rzetelność i powściągliwość. Podkreślenie braku bezpośredniego dostępu do dowodów i związanych z tym ograniczeń.
- Zakwestionowanie rosyjskiej tezy o winie ofiar katastrofy.
- Wykazanie współodpowiedzialności Rosjan.
Moje obawy wiązały się przede wszystkim ze stanowiskiem premiera wyrażonym na konferencji prasowej po prezentacji raportu MAK i później w sejmie 19-tego stycznia, dzień po konferencji naszej komisji. Była nadzieja, że raport poczeka do jesieni i zostanie ogłoszony po wyborach. Taki termin pozostawiałby szansę, że śledczy nie zrealizowali zamówienia premiera. Już informacja o ogłoszeniu raportu w najbliższych dniach zburzyła tę nadzieję. Trzeba wielkiej naiwności, by wierzyć, że premier pozwoli opublikować przed wyborami niekorzystny dla siebie raport.
Ad. 1 Podkreślanie ograniczeń komisji byłoby poważnym obciążeniem dla premiera, który za te ograniczenia odpowiada.
Ad. 2 Odpowiedzialność ofiar jest niezbędnym elementem układanki Tuska, który osobiście angażował się w jej propagowanie. Jednoznaczne wykluczenie nacisków i podważenie winy pilotów odebrałoby mu wiarygodność.
Ad. 3 Przerzucenie znacznej części odpowiedzialności na Rosjan, mogłoby spowodować ich odwet. Premier firmując narzucone przez Putina warunki stał się jego zakładnikiem.
Dlatego obawiałem się, że opublikowany przed wyborami rządowy raport będzie realizował linię ogłoszoną przez Tuska 19-tego stycznia - trochę winy organizatorów, trochę Rosjan i obciążenie ofiar katastrofy główną odpowiedzialnością. Czyli raport MAK w wersji light. Dzisiejsze przecieki, tylko to potwierdzają. Nawet jeśli raport nie będzie tak jednoznaczny w swoim przekazie, to pozostawi swobodę takiej interpretacji zaangażowanym w tę sprawę mediom. W normalnej sytuacji medialnej można by traktować raport komisji Macierewicza jako naturalne uzupełnienie raportu rządowego. Dwie strony sceny politycznej i dwa polityczne raporty. Rząd stara się przerzucić swoją odpowiedzialność na ofiary katastrofy i nie drażnić Rosjan, opozycja szuka winy rządu i Rosjan. Oglądacze telewizji i słuchacze radia dostaną jednak tylko obrazy poważnego raportu Millera i niepoważnego raportu Macierewicza. A w „poważnym” raporcie – winę ofiar katastrofy i godną, odpowiedzialną postawę premiera i jego bliskich współpracowników.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)