Gdy zapadały decyzje o przejściu Palikota do opozycji, wszystko na to wskazywało. PO miała dużą przewagę nad PiS. Palikot miał zabrać jak najwięcej głosów SLD i jednocześnie zachować przy PO bardziej konserwatywny elektorat, któremu jego obecność w tej partii przeszkadzała. Nawet w przypadku nie przekroczenia przez niego progu można było przewidywać, że więcej PO zyska niż straci. Tak też pisałem wielu blogerom w swoich komentarzach i czuję się w obowiązku wyznać, że moje przekonanie zostało zachwiane, nawet jeśli Palikot przekroczy próg. Głównie z powodu zbliżenia poparcia PiS i PO.
Palikot walczy głównie o głosy tzw. lewicy obyczajowej (w tym antyklerykałów) oraz smoleńskich oszczerców, którym daje pozory usprawiedliwienia. Najlepiej oddaje to fragment „… skandaliczna rola kościoła w czasie tragedii smoleńskiego…” z 3 str. jego „programu”, który może nie razić chyba tylko osób łączących obie te cechy (nie chodzi mi o błąd gramatyczny). Pozostałe elementy „programu” wydają się zupełnie nieistotne ponieważ nie wyprowadzają przekazu Palikota poza PO. Palikot jest osobą tak wyrazistą w negatywnym znaczeniu, że nie ma szans przyciągnąć niezdecydowanych. Zatem zabiera głosy jedynie SLD i PO. Tej pierwszej głównie jako obyczajowy lewicowiec, tej drugiej głównie jako smoleński oszczerca.
Kluczem do odpowiedzi na tytułowe pytanie jest ordynacja. Mandaty przyznawane są metodą d’Hondta osobno w poszczególnych okręgach, w największym - 19, w najmniejszych – 7. Historyczna geografia wyborcza wskazuje, że w wielu mniejszych okręgach PiS wygra, czasem nawet zdecydowanie. W wielu z nich Palikot nie wprowadzi nikogo do sejmu nawet jeśli w skali kraju ( a nawet w skali rozpatrywanego okręgu) przekroczy próg. Z drugiej strony w większych Palikot praktycznie nie ma szans na wprowadzenie do sejmu więcej niż jednego kandydata. Na ogół kosztem SLD, czasem kosztem PO. Bardzo trudno jest oszacować, jakie będą zdobyte liczby mandatów w całym kraju nawet przy założeniu znajomości wyników procentowych poszczególnych partii. Dlatego ograniczę się do dwóch przykładów dotyczących okręgów różnej wielkości.
Najpierw mały – 8 mandatów. Załóżmy, że PiS dostanie 33%, PO – 30%, SLD – 10%, Palikot – 8%, PSL – 7%, reszta nie przekroczy progu. W tej sytuacji PiS dostanie 4 mandaty, PO – 3, SLD – 1. Zbadajmy co by było, gdyby Palikot pozostał w PO. Podzielmy solidarnie 8% Palikota pomiędzy PO i SLD. To znaczy PO – 34%, SLD – 14%. Wówczas PO dostaje 4, PiS – 3, SLD – 1. PO traci 1 mandat na rzecz PiS w wyniku oddelegowania Palikota do opozycji!
Teraz duży – 16 mandatów przy tych samych procentach. Przy Palikocie osobno dostajemy PO - 6, PiS – 6, SLD – 2, Palikot -1, PSL – 1. Po dodaniu PO mandatu Palikota dostajemy 7. Gdyby natomiast Palikot pozostał w PO, to otrzymalibyśmy: PO 7, PiS – 6, SLD – 2, PSL – 1. Dokładnie to samo! Oddelegowanie Palikota nic nie dało tej partii.
Mam świadomość, że przyjęte przeze mnie założenia są wzięte „z sufitu” i mogą nie podobać się wielu czytelnikom. Proszę traktować je tylko jako przykładowe. Zachęcam wszystkich do samodzielnej zabawy z kalkulatorem liczby mandatów, który jest dostępny tutaj:
http://www.michalbuchta.eu/kalkulator-liczby-mandatow-metoda-d-hondta/#kalkulator.
Przekonacie się, że wcale nie jest tak łatwo uzyskać realny zysk PO z oddelegowania Palikota do opozycji.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)