Czy to przypadek, że do mordu politycznego w Polsce doszło właśnie po katastrofie smoleńskiej i że jego ofiarą padł człowiek związany z PiS? List „manifest” Ryszarda C. dostarcza nowych informacji w tej sprawie. Staram się zrozumieć okoliczności, które umożliwiły tę zbrodnię. Widzę trzy najbardziej istotne. Nieświadomość realności i nieodwracalności śmierci. Nienawiść do Lecha Kaczyńskiego. Poczucie misji i pewność swojej racji. Wszystko to można uzasadnić wydarzeniami, które miały miejsce po katastrofie. Wydarzenia te były bezprecedensowe w naszej najnowszej historii i doprowadziły do bezprecedensowej zbrodni.
Polityka w Polsce postrzegana jest jako coś nierzeczywistego. W stronę polityków kierujemy często skrajnie negatywne emocje. Robimy to jednak świadomi znikomej ich szkodliwości. Nawet, gdy ktoś życzy politykowi śmierci, to wie, że jedyną krzywdą jaką może mu zrobić jest postawienie wyborczego krzyżyka przy innym nazwisku. Śmierć prezydenta i wielu innych polityków pod Smoleńskiem była jednak realna. Polacy, którzy przyszli ze zniczami na Krakowskie Przedmieście zareagowali tak, jakby stracili kogoś bliskiego. Polityka wyszła zza szklanego okienka. Śmierć spotkała się z należnym jej szacunkiem. Polityczny spektakl rozsypał się i rozpoczął się proces przewartościowań wielu postaw. Zwłaszcza wobec Lecha Kaczyńskiego. W wirtualną polityczną układankę wkradło się rzeczywiste współczucie, które mogło poprzestawiać jej klocki. Nie wiem, czy Wajda z Michnikiem stając z papierowymi koronami na głowach pod Wawelem kierowali się intuicją, czy działali z rozmysłem(1). Wiem, że złamali tabu szacunku dla śmierci. Pociągnęli za sobą wielu Polaków. Realna, okrutna śmierć została oswojona i zdegradowana. Polityczny spektakl rozpoczął się od nowa i część klocków wróciła na swoje miejsca. U wielu młodocianych morderców doszukano się wpływu gier komputerowych. Brak oporu przed strzelaniem do żywych ludzi tłumaczono właśnie zatraceniem poczucia realności śmierci. Czy ten sam mechanizm dotknął Ryszarda C.? Czy Jarosław Kaczyński, a w zastępstwie każdy „pisowiec” stał się dla niego wirtualnym bytem, tak jak Lech Kaczyński, którego śmierć została tak szybko wpisana w polityczną grę? Czy w tygodniu żałoby narodowej przekonano Ryszarda C., że politycy nie są żywymi ludźmi i ich śmierć nie jest prawdziwa?
Przed katastrofą Lech Kaczyński był bardziej wyśmiewany niż znienawidzony. Nieprzychylne media bardziej starały się go ośmieszyć, niż nim przestraszyć. Czy jednak komuś mógł istotnie przeszkadzać „śmieszny mały człowiek”, niesłusznie pochowany na Wawelu? To było za mało. Potrzebna stała się nienawiść. Niech to będzie jego wina. To on kazał lądować. Tak samo jak w Tbilisi. Złamano następne tabu. Rzucono fałszywe oskarżenia na ofiarę tragedii. Ryszard C. dowiedział się, że „Lech Kaczyński jest największym mordercą Polskim od czasu II wojny światowej” i nie mógł jego „zbrodni” pozostawić bezkarnie.
Ryszard C. nie musiał czekać na raport MAK czy komisji Millera, żeby mieć pewność. Media utwierdzały go w niej każdego dnia. Wkrótce „dowiedział się”, że kilkanaście sekund przed katastrofą dowódca samolotu powiedział, że „jak nie wyląduje to go zabiją”. W tym samym czasie partia, do której wcześniej należał ogłosiła, że prezydent Kaczyński ma krew na rękach. Telewizja pokazywała też okropnych, agresywnych ludzi, którzy pod dyktando PiS chcieli budować pomnik „mordercy”. Ryszard C. nie miał już wątpliwości o słuszności i konieczności swojej misji.
Ryszarda C. trzeba starać się zrozumieć, bo jego cząstkę można odnaleźć w wielu Polakach, którzy poddani byli tej samej indoktrynacji. Wszyscy jesteśmy ofiarami złamanego wtedy tabu, nie tylko Marek Rosiak i Ryszard C. Musimy nauczyć się od nowa, że śmierć to poważna sprawa, że nie można jej bezkarnie degradować i poniewierać jej ofiar.
Pragnę wierzyć, że łamiący tabu nie chcieli niczyjej śmierci. Chcieli tylko, żeby Jarosław Kaczyński przegrał wybory. Zapatrzyli się w swoją polityczną przenikliwość i nie wzięli pod uwagę spustoszenia moralnego, które spowodują. Czy zwalnia ich to jednak od uderzenia się w piersi i naprawienia tego co zrobili? List Ryszarda C. nie został opublikowany i poddany analizie w głównych mediach. Można mówić o zmowie milczenia współwinnych. Dowiedziałem się o nim z s24(2).
Wszystkich, którym przedstawione tu wnioski wydają się kontrowersyjne i niedostatecznie umotywowane, namawiam do ponownej lektury listu Ryszarda C.
Na początku chciałbym przeprosić pokrzywdzonych za to co zrobiłem, ale winę ponosi PiS. Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński, który spóźnił się na samolot i nie chciał się spóźnić się na uroczystości w Katyniu, doprowadził do katastrofy smoleńskiej przez zmuszenie załogi samolotu do lądowania w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych i słabo wyposażonym lotnisku. Według mnie to Lech Kaczyński jest największym mordercą Polskim od czasu II wojny światowej.
Może ciemny lud wszystko kupi(Jacek Kurski poseł PiS), buduje Mordercy pomnik na który nie zasługuje. Na pomnik zasługuje tylko Generał Jaruzelski który rządził Polską w trudnych czasach komunizmu, gdy byliśmy pod okupacją Związku Radzieckiego.
Ja byłem zbulwersowany sytuacją polityczno-gospodarczą w Polsce. Chciałem swoim działaniem poruszyć opinię publiczną, obudzić społeczeństwo by naprawdę rozliczyło polityków, którzy nie realizują zadań do których zostali wybrani.
W więzieniu wszak nie żyje się gorzej niż w Polsce na wolności. Polska to jest dziki kraj, w którym nie funkcjonuje prawo, łamana jest konstytucja, brak równości w dostępie do pracy. Renciści i emeryci płacą tylko składkę zdrowotną a reszta społeczeństwa musi płacić pełny ZUS, oprócz rolników. Emeryci otrzymują emerytury i dalej pracują w tym samym zawodzie.
- Na wszelki wypadek zastrzegam, że papierowe korony na głowach Michnika i Wajdy są tylko metaforą. Wszystko zaczęło się od opublikowanego w GW listu Wajdy. Następnego dnia pochówek na Wawelu oprotestowała cała redakcja tej gazety.
- http://rybitzky.salon24.pl/367249,morderca-lech-kaczynski-cyba-myslal-wyborcza



Komentarze
Pokaż komentarze (23)