Kibicowałem Polsce, gdy grała z Brazylią, ale kibicowałem Brazylii, gdy grała z jakąkolwiek inną europejską drużyną.
Robiąc zakupy oprócz relacji ceny do jakości zwracam uwagę, czy towar jest wyprodukowany w Polsce. Gdy nie jest, to jest mi wszystko jedno czy pochodzi z Niemiec, Włoch, Japonii czy Chin. Trzy lata temu kupiłem nowy samochód wyprodukowany w Polsce zamiast sprowadzić za te same pieniądze krótko używane auto wyższej klasy z Niemiec albo Holandii. Cieszyłem się , gdy podczas pierwszej fali kryzysu Słowacy i Niemcy masowo kupowali w Polsce wyprodukowane u siebie samochody zostawiając u nas dotacje od swoich rządów. Cieszę się, że przy obecnym osłabieniu złotówki znowu robią u nas zakupy.
Chociaż zawsze, gdy wracałem samochodem z Niemiec, kląłem polskie drogi, to nigdy nie chciałem tam mieszkać. Nawet nie chcę spędzać za granicą wakacji. Wyjeżdżam praktycznie tylko służbowo. Wolę zostawić swoje pieniądze np. nad polskim Bałtykiem.
Cieszyłem się, gdy Polska była zieloną wyspą. Z satysfakcją porównywałem nas wtedy ze stawianą wcześniej za wzór Estonią. Martwi mnie, a nie cieszy, że w przyszłym roku, gdy przyjdzie druga fala kryzysu, będziemy solidarni z całą UE.
Nie zależy mi na wysokich emeryturach Greków. Nie zmartwię się, jeśli po Grecji zbankrutują niektóre francuskie i niemieckie banki. Cieszę się, że nie „polskie” i wolałbym napisać to bez cudzysłowu.
W dłuższej perspektywie chciałbym, żeby złotówka umacniała się. Jest mi obojętna relacja EUR/USD i czy w ogóle będzie EUR.
Nie zależy mi, żeby Europa wyprzedzała USA czy Chiny. Może nadal wydawać pieniądze na wiatraki i inne bzdury, pogłębiając swój kryzys. Chciałbym tylko, żeby w Polsce mogły powstawać elektrownie spalające polski węgiel. Niech ekolodzy blokują wydobycie gazu z łupków w Niemczech czy Francji - byle Polskę zostawili w spokoju.
Nic mi nie przeszkadza, że Niemcy czy Francja rozwiązują swoje problemy demograficzne niemal wyłącznie dzięki rodzinom muzułmańskich emigrantów. Chciałbym tylko, żeby Polki rodziły trochę więcej dzieci.
Jestem dumny z naszego prawa ograniczającego aborcję. Zabijanie w majestacie prawa nienarodzonych dzieci w Chinach, Francji czy Hiszpanii, boli mnie tak samo. Cieszą mnie pełne kościoły w Polsce i smucą puste w Niemczech. Bardziej mi jednak zależy, żeby nasze nie opustoszały niż żeby niemieckie zapełniły się.
Jak widać, jestem szowinistą. Chciałbym też mieć szowinistyczny rząd, a nie patriotyczny – europejski. Najlepiej taki, który zamiast pochylać się troskliwie nad przyszłością UE, starałby się przechytrzyć zagranicznych partnerów i wyrwać jak najwięcej dla Polski.



Komentarze
Pokaż komentarze (24)