Nie potrafię przewidzieć, czy zapowiedziana na 13 grudnia manifestacja wzmocni Kaczyńskiego. Po przegranych wyborach i rozłamie w partii jest on w trudnej sytuacji i chyba dlatego odwołuje się do tego, co ma najlepsze - Solidarności. Kaczyński to jedyny nasz polityk, który miał realną władzę i pozostał wierny ideałom Sierpnia. To wtedy stał się "Ostanim Mohikaninem Solidarności". Z pewnością wie, że to główna przyczyna jego popularności i wiedzą o tym jego najważniejsi przeciwnicy. Dlatego w kontekście marszu rozpęta się wojna propagandowa o Sierpień. Staję w niej po stronie Kaczyńskiego, ponieważ pamiętam, o czym marzyliśmy w 80-tym roku i jestem tak samo niezadowolony jak on z tego, co mamy. Rozumiem jednak ludzi, którzy patrzą na Solidarność już tylko historycznie, często przez pryzmat ciężkich osobistych doświadczeń. Dla nich Kaczyński, który nawet nie był internowany, zawsze będzie tylko uzurpatorem. Byłbym jednak wdzięczy tym z nich, którzy tu zajrzą, gdyby starali się zrozumieć i mój punkt widzenia. Przedstawiłem go wyczerpująco w notce O dwóch takich co ukradli Solidarność.
Atutem Kaczyńskiego są ostatnie decyzje rządu podjęte z pominięciem demokracji. Trudno przecież uznać, że rząd dostał mandat społeczny do podarowania znajdującej się w tarapatach bogatej strefie EUR ok. 50 mld PLN, gdy w kampanii obiecywał, że wydrze jej 300. Trudno też uznać za uzgodnioną z wyborcami deklarowaną gotowość do wyrzeczenia się następnej części suwerenności. Można chyba też założyć, że większość z nas wciąż czuje się bardziej Polakami niż Europejczykami. Dlatego jest szansa, że idea marszu na Tuskojaruzelskiego, jak zgrabnie ujął to Wywczas, ma szansę znaleźć uznanie nie tylko najtwardszego elektoratu PiS.
Zagrożeniem dla Kaczyńskiego jest pamięć o niedawnej manifestacji z 11 listopada. Jest ona oczywistym punktem odniesienia, a można być prawie pewnym, że 13 grudnia ludzi będzie mniej. Często również dlatego, że mieli już swój marsz. Największym zagrożeniem jest jednak sama gra Solidarnością. Może ona w wielu przypadkach przynieść skutek odwrotny do zamierzonego i to u ludzi, którzy często (niekoniecznie świadomie) podzielają idee Kaczyńskiego. Wielu obrazi się, że zabiera im ich święto, że stara się zmonopolizować gniew i ból, który czuli, gdy Jaruzelski wprowadzał stan wojenny. Ten punkt widzenia dostrzegam między innymi dzięki notce Eryka Wikinga. Przed rokiem starałem się przekonać Leskiego, żeby tak, jak w poprzednich latach poszedł pod dom Jaruzelskiego (obraził się wtedy na kolegów z powodu treści ich deklaracji). W tym roku już bym nie ośmielił się próbować.
Z pewnością główne media będą robiły wszystko, żeby Kaczyński przegrał swoją propagandową wojnę. Najbardziej interesuje mnie stanowisko Rzeczpospolitej. Po relacjach z marszu będę mógł ocenić, czy warto jeszcze szukać informacji na jej stronie.
PS Jak dowiedziałem się dzisiaj (13.12.2011) z s24, Leski jednak poszedł na ul. Ikara, jak co roku. Może jednak na wyrost i niepotrzebnie starałem się zrozumieć tych, którym przeszkadza manifestacja PiS-u? Inna pora i miejsce. Każdy manifestuje to, co chce.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)