Prawda, że tytuł jest megalomański i śmieszny?
Czy nie podąża on jednak wiernie za narracją rządu – euro albo śmierć. Rostowski straszył wojną w Europie po upadku wspólnej waluty. Sikorski w Berlinie deklarował oddanie części suwerenności w jej obronie i wymyślał w tym celu jakiś „naród europejski”. Tusk w czwartek w sejmie zamiast rozważać spokojnie możliwe scenariusze po upadku euro, zwalczał zawzięcie stworzone przez siebie karykatury takiego stanowiska.
Pomijając możliwość złej woli rządzących, potrafię to wytłumaczyć tylko w jeden sposób. Założyli, że EUR przetrwa i starali się zbudować jak najmocniejszą pozycję Polski na tę okoliczność, wcisnąć się tam, gdzie nie było miejsca dla krajów spoza strefy euro. Chcieli przechytrzyć europejskich partnerów, żeby ugrać jak najwięcej dla Polski. Konkretnie - owe zapowiadane w kampanii 300 mld PLN. Blefowali przekonani, że to tylko pusta retoryka, która nic nie kosztuje. Niestety Merkel powiedziała: Sprawdzam. Jeśli rzeczywiście jesteście tacy zaangażowani w ratowanie euro i nie dopuszczacie myśli o jego upadku, to płaćcie. W końcu jeśli wasze deklaracje są szczere, to możecie założyć, że nie stracicie tych pieniędzy.
Z obecnej sytuacji nie ma dobrego wyjścia – płacimy i musimy liczyć się z utratą dużej części rezerw walutowych lub nie płacimy i rujnujemy całą dotychczasową narrację. Skoro nie ma dobrego wyjścia, to czeka nas pewnie mataczenie i kluczenie. Pierwszą odsłonę zobaczymy w poniedziałek.
Myślę, że problemy wynikają z fundamentalnych błędów ekipy Tuska. Wybrali wariant dostosowany tylko do jednego scenariusza, który wcale nie jest pewny – zachowania euro i ulegli złudzeniu, że można tworzyć dowolne narracje nie ponosząc tego konsekwencji.
Zamiast tego powinni uprawiać naturalną polityką dostosowaną do aktualnego miejsca Polski w Europie. To rozdzielanie idei EUR i EU, a nie sklejanie ich w jedną nierozerwalną całość jest zgodne z polską racją stanu. Polska jest przecież w EU i nie jest w strefie euro. Brytyjskie funty tak samo wspierały nasz rozwój jak niemieckie i francuskie euro. To nasza obecność w UE zwielokrotniła eksport Niemiec do Polski, a nie EUR, którego nie mamy. Polska powinna pozostać szczerym entuzjastą EU zachowując dystans do nie naszej waluty. Grać jej słabością, zamiast wykluczać możliwość jej upadku.
Oczywiście pozostaje pytanie, czy megalomańska narracja ratowania przez Polskę euro zrodziła się spontanicznie w głowach naszych dyplogeniuszy, czy została w nie wdrukowana. Tusk tak szczerze straszy Europą dwóch prędkości, jakby wcześniej sam został nią skutecznie przestraszony. Tylko czy ten lęk jest racjonalny? Wystarczy chwilę pomyśleć, kto jest dla Niemiec większym rynkiem zbytu, kto stwarza mniej problemów, kto jest bardziej przydatny – Polska, czy Grecja?



Komentarze
Pokaż komentarze (25)