j.k.50 j.k.50
364
BLOG

Jedyna szansa polskiej demokracji

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 8

 

Większość Polaków zrażona jest do naszego politycznego duopolu PO-PiS i w nim widzi największy problem. Części tak obrzydł, że bojkotuje wybory. Pozostali najchętniej eksterminowaliby jedną ze stron sceny politycznej. Dlatego mam świadomość, że pogląd, który teraz przedstawię jest kontrowersyjny. Uważam mianowicie, że nie mamy lepszej perspektywy niż przekształcenie się tego duopolu w trwały układ dwóch silnych, konkurujących ze sobą partii o dość jasno określonych różnicach programowych. Jedyną alternatywą dla tego pozytywnego scenariusza jest miękki totalitaryzm - system, w którym obowiązują demokratyczne procedury, ale z góry wiadomo, że wygrać może tylko jedna „słuszna” partia. Niestety ta druga możliwość jest o wiele bardziej prawdopodobna. Właściwie można pytać, czy już się nie zrealizowała. Przed ostatnimi wyborami chyba nikt nie brał poważnie pod uwagę możliwości przejęcia władzy przez PiS (nawet w przypadku uzyskania przez tę partię wyniku wyższego niż PO).

O dominacji PO zadecydowały dwa czynniki. Po pierwsze była to formacja postpolityczna, ukierunkowana jedynie na zdobycie i utrzymanie władzy. Skoro stawiała sobie tylko takie cele, to łatwiej było je osiągać, żadne idee nie były dla niej balastem. Mogła nimi dowolnie żonglować dostosowując przekaz do wyników badań opinii publicznej.  Takie funkcjonowanie nie byłoby możliwe bez kształtu naszych mediów i to był drugi czynnik decydujący. To głównie dzięki mediom PO jest poza społeczną kontrolą, jest praktycznie bezkarna. Wystarczy pomyśleć o aferze hazardowej, śledztwie smoleńskim, wynikach finansowych. W normalnej demokracji, każda z wymienionych spraw skłoniłaby wyborców do dania szansy komuś innemu. Jednak jedyna realna opozycja postrzegana jest przez demokratyczną większość jako formacja niezdolna do sprawowania władzy i wręcz niebezpieczna. To oczywiście też głównie efekt działania mediów. Jeśli obecny układ medialno-polityczny utrzyma się, to nasza demokracja stanie się fikcją.

Jakie są szanse na złamanie tego układu. W przeciwieństwie do PO wspierające ją media nie są bezideowe tylko mają bardzo jasny rys michnikowszczyzny. Dotyczy to nie tylko GW, ale również komercyjnych (i od pewnego czasu publicznych) stacji telewizyjnych i radiowych oraz całej „mainstreamowej”  prasy. Tym samym do PO „przyklejają się” idee tej formacji. Kto jeszcze pamięta, że pierwszy wysoki wynik wyborczy partia ta osiągnęła pod sztandarami budowy IVRP? Proszę pomyśleć o stosunku PO do naszej historii, do IPN, do sprawy Bolka, ogólnie do lustracji (Boni), do pozostałości po WSI,  do miejsca Polski w EU. Widać również stopniowy dryf PO w stronę lewicy obyczajowej. Jest to szczególnie wyraźne jeśli pomyślimy o jej lewej frakcji – Palikocie. Media pracowicie budują pozory jego opozycyjności, żeby upchnąć PO w centrum sceny. Jednak wzajemne wsparcie „nowej lewicy” i „partii matki” jest bardzo wyraźne. W końcu każdy wie, że Wanda Nowicka została wicemarszałkiem w wyniku partyjnej dyscypliny w PO, a Palikot to „konstruktywna opozycja” w najgłośniejszej ostatnio sprawie – „ratowania” przez Polskę euro.

Można już zatem uznać, że PO wpisała się w najistotniejszy polski spór polityczny Michnik vs Kaczyński. Dzięki temu zatraca swój postpolityczny charakter. Coraz bardziej przypomina UW, a to daje nadzieję, że nie zawsze musi wygrywać. Wszak michnikowszczyzna, choć wciąż urabia nowego Polaka, to jeszcze go do końca nie urobiła.

Pomyślmy teraz, co można przeciwstawić PO?  Proszę przy tym nie zapominać, że jeśli nic nie będziemy umieli przeciwstawić PO, to będzie oznaczało, że nie mamy już demokracji. Czy jest możliwość pojawienia się jakiejś nowej realnej alternatywy w obecnym układzie polityczno-medialnym? Dotychczasowe próby pokazują, że nie. Czy bez poparcia mediów może przebić się nowa formacja polityczna? Czy michnikowszczyzna, która ma obecnie główne media, poprze jakąkolwiek wrogą jej ideowo formację? Odpowiedź jest oczywista i dlatego jedyną realną opozycję można budować na bazie tego co mamy – czyli PiS. Jakby to kontrowersyjnie nie brzmiało – koniec PiS będzie oznaczał koniec demokracji w Polsce (przynajmniej na długie lata). Nie jest wcale oczywiste, czy PiS sprosta zadaniu ratowania naszej demokracji. Katastrofa smoleńska, a potem kolejne rozłamy zabrały jej wielu wartościowych ludzi. Trzeba jednak pamiętać, że to 30% poparcia, a znalezienie poza partią fachowców chętnych do rządzenia, po ewentualnym zwycięstwie wyborczym, nie stworzyłoby PiS żadnych trudności.  W obecnej sytuacji medialnej jest bardzo trudno zwiększyć, czy nawet utrzymać to poparcie. Nadzieję daje stopniowe zmniejszanie się znaczenia tradycyjnych mediów, na rzecz mediów „drugiego obiegu”. Im gorsza telewizja, tym więcej ludzi przestanie ją oglądać.

Główny spór w Polsce toczy się pomiędzy III i IVRP i powinien kiedyś przyjąć cywilizowane demokratyczne ramy. Każda ze stron powinna pogodzić się z istnieniem drugiej, dotyczy to zwłaszcza wyborców. Po katastrofie smoleńskiej podział jest szczególnie bolesny i przepełniony agresją z obu stron. Jednak czas leczy rany. Trzeba otworzyć się na drugą stronę. Nad każdą władzą musi istnieć realne zagrożenie wybrania przez Polaków kogoś innego – a to jest możliwe obecnie tylko przez zbudowanie równowagi pomiędzy PiS i PO jako formacji reprezentujących obie wizje Polski.

Tego właśnie w roku 2012 (i następnych), obok pomyślności w życiu osobistym, życzę wszystkim moim czytelnikom.

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka