Wczoraj Eryk Wiking zaatakował mnie za to, że za dużo uwagi poświęcam sprawie wciąż respektowanego przez michnikowszczyznę zakazu przeprosin Ewy Błasik. Zarzucił mi wręcz stosowanie podwójnych standardów uznając, że powinienem dla równowagi domagać się przeprosin wdowy po Jacku Surówce.
W całej sprawie najsmutniejsze jest dla mnie to, że jeden z moich ulubionych i najwierniejszych komentatorów zdaje się nie rozumieć istoty tego o czym piszę, chociaż wyjaśniałem mu ją dodatkowo w specjalnym, starannie przygotowanym komentarzu. E.W. linkował liczne moje teksty pomijając jednak ten, w którym dość jasno przedstawiłem polityczne znaczenie tego zakazu. Przypomnę:
„Formacja ta (michnikowszczyzna ) musi wszelkimi sposobami chronić Polaków przed prawdą, że nacisków na lądowanie nie było, nie ma i nie będzie i że były one tylko jej wymysłem produkowanym dla celów politycznych. Bowiem każdy, kto to sobie uświadomi będzie dla michnikowszczyzny bezpowrotnie stracony.”
Według E.W. epatuję cierpieniem wdowy, pomijając tak samo ważne cierpienie innej wdowy, chociaż linkował notkę, w której napisałem:
„W całej tej sprawie pocieszające jest tylko to, że Ewa Błasik może już obejść się bez przeprosin. Dzięki ustaleniom krakowskich śledczych wie teraz, to o czym wcześniej tylko była przekonana – jej męża tam nie było.”
Przeprosiny, nie są najprawdopodobniej potrzebne Ewie Błasik i jej tragicznie zmarłemu mężowi, nie są potrzebne pilotom i Lechowi Kaczyńskiemu, potrzebne są tym, którzy rzucali na nich nieprawdziwe oskarżenia. Po to, żeby zaczęli znowu być przyzwoitymi ludźmi. Potrzebne są też całej Polsce, żeby michnikowszczyna straciła jak najwięcej wyznawców i ofiar swojej propagandy.
Notka Eryka Wikinga była reakcją na komentarz pod moją definicję Gazety Wyborczej. Nie godzi się on z moim postrzeganiem polskich mediów. Chciałby wierzyć, że są one normalne, że „nie wszystko co się rusza jest michnikowszczyzną”. Moja „definicja” tych mediów jest następująca:
Po katastrofie smoleńskiej zwróciły się przeciwko jej ofiarom i ludziom pogrążonym w żałobie. Przez dwadzieścia miesięcy forsowały narrację o winie polskich pilotów naciskanych przez Lecha Kaczyńskiego za pośrednictwem generała Błasika. Wszelkie inne aspekty ich działalności ściśle wiążą się z wyżej wymienionymi lub są nieważne dla rozumienia ich istoty.
Dlatego proszę się nie dziwić Panie Eryku, że telewizję włączam tylko po to, żeby popatrzeć czasem na sportowców lub obejrzeć jakiś stary dobry film na TVP Kultura, a w samochodzie zamiast radia słucham na okrągło muzyki z płyt. Myślę, że internetowy świat, który współtworzymy jest prawdziwszy od tego, w którym po upadku kłamstwa o obecności gen. Błasika w kokpicie, głównym newsem od ponad tygodnia jest tragedia w Sosnowcu. Michnikowszczyzna zabiega, żeby ludzie odwrócili głowy od katastrofy smoleńskiej i tego co po niej zrobiła, a ja zabiegam, żeby to rozumieli i nigdy o tym nie zapomnieli.
Wiem, że nigdy nie dopuścił się Pan pomówień smoleńskich, wiem też, że nie przepadał Pan za Kaczyńskimi i dlatego myślę, że te pomówienia nie dotykały Pana osobiście. Może dlatego tak trudno Panu zrozumieć, że ten „news” jest ważniejszy od wszystkich innych?



Komentarze
Pokaż komentarze (76)