Po ujawnieniu ekspertyzy Instytutu Sehna popularni blogerzy s24 zaproponowali nazywanie „smoleńską sektą” tych, którzy wciąż wierzą, że katastrofa była wynikiem nacisków Lecha Kaczyńskiego przekazywanych za pośrednictwem gen. Błasika. Nazwa nie jest całkiem zła. Namawiam jednak do lepszego, moim zdaniem, określenia Opętani2012.
Najpierw parę słów krytyki. Smoleńska sekta nie jest definicją jednoznaczną. Te same słowa w ustach mainstreamowego „dziennikarza” i „pisowskiego” blogera oznaczają zupełnie inną grupę ludzi. Trochę też zabawę dzieci w piaskownicy przypomina wzajemne przekrzykiwanie się:
- Jesteście smoleńską sektą.
- Nie, to wy jesteście smoleńską sektą.
Pod koniec ubiegłego roku zainspirowany nickiem Opętani2010 zaproponowałem takie właśnie określenie całej grupy. Zachęcam do przeczytania tej notki. Jedyna rzecz jaką bym dzisiaj poprawił to sama nazwa. Zmieniłbym ją na Opętani2011. Dlaczego? Wyjaśni się w dalszej agitacji, do której teraz przystępuję.
- Moja nazwa jest krótsza, przynajmniej w pisowni.
- Nie prowadzi do nieporozumień. Smoleńską sektę można pomylić z zupełnie inną grupą ludzi, a w przypadku Opętanych2010 może nie być najwyżej jasne czy chodzi o wszystkich, czy o jednego. Nieporozumienia unikniemy natomiast całkowicie pisząc o Opętanych2011 czy Opętanych2012.
- Określenie sekta jest zbyt ogólne. Są bardzo różne sekty odłamujące się z różnych religii. Tymczasem określenie Opętani, kojarzy się jednoznacznie z szatanem. Według poglądów chrześcijan szatan obecny jest wszędzie, gdzie mamy do czynienia z nienawiścią. Nienawiść do braci Kaczyńskich jest zaś kluczem do rozumienia Opętanych. Była niezbędnym warunkiem kupienia narracji naciskowej i jest przez tę narrację wzmacniana i podtrzymywana. Mamy jeszcze jedno piękne skojarzenie. Jak wyjaśniłem w linkowanej już notce za biblię Opętanych2012 uznać należy Gazetę Wyborczą. Tymczasem Waldemar Łysiak w swojej głośniej książce (lektura obowiązkowa !) Rzeczpospolita Kłamców Salon porównywał jej naczelnego z Mefistofelesem.
- Nazwa Opętani jest elastyczna i pojemna. Opetani2010, Opętani2011 i Opętani2012 definiują różne grupy ludzi. Wszystkie zawierają się w tej pierwszej, która dzięki ogromnemu zaangażowaniu naszych mediów, liczyła miliony. Rok 2011 przyniósł dwa raporty. Najpierw MAK, potem Millera. Po każdym z nich Opętanych ubywało. Pierwszy raport chociaż podtrzymał narrację naciskową, to nie przedstawił na to żadnych dowodów, których Opętani gorąco pragnęli, a normalni ludzie obawiali się. Drugi raport całkowicie wykluczył naciski z przyczyn katastrofy. Tegoroczne ustalenia Instytutu Sehna jeszcze bardziej zdziesiątkowały Opętanych. Można powiedzieć, że Opętani2012 to najwięksi twardziele, najbardziej odporni na rzeczywistość. Mamy prostą zasadę im więcej na liczniku nazwy, tym mniej Opętanych i tym bardziej są oni opętani.
- Nazwa jest rozwojowa. Wyobraźmy sobie np., że na początku 2013 ujawnione zostaną informacje jednoznacznie wskazujące na awarię samolotu jako przyczynę tragedii. Czy Opętani znikną? Nie znikną, ale będą wtedy Opętani2013, oczywiście zgodnie z opisaną wcześniej zasadą.
- Jest moja.
Ostatni punkt kieruję tylko do tych, którzy zaglądają tu, bo lubią. Będę też wdzięczny za dodatkowe argumenty na rzecz mojej nazwy i za jej popularyzowanie.
Errata: Po cennych wskazówkach Eryka Wikinga i Darqa poprawiam na Opętani 2010 (pisane ze spacją) i tę nazwę proponuję jako podstawową.



Komentarze
Pokaż komentarze (41)