j.k.50 j.k.50
821
BLOG

Nie patrioci i zdrajcy, tylko patrioci i pragmatycy

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 56

 

W ubiegłym tygodniu Ryszard Czarnecki zamieścił dwie notki popularyzujące dokonany przez Rymkiewicza podział Polaków na patriotów i zdrajców. Co ciekawe, miesiąc wcześniej Jarosław Kaczyński w Uważam Rze stwierdził, że on nie dzieli Polaków w ten sposób, że polityk, w przeciwieństwie do poety, nie może mówić takich rzeczy.  Niestety, po miesiącu najwyraźniej zmienił zdanie i wysłał w bój swojego „Palikota” z tym agresywnym przekazem. Szkodliwość takiej politycznej narracji jest oczywista. Dlatego zastanówmy się również nad samą terminologią Rymkiewicza.(*)

Czy dzisiaj, gdy cieszymy się wolnością, którą tak pięknie wywalczył nam Wałęsa i demokratycznym państwem, które tak pięknie ukonstytuowali nam Michnik z Kiszczakiem, wypada jeszcze mówić o zdrajcach? Proponuje wykreślenie tego terminu ze słownika poprawnej (politycznie) polszczyzny i podzielenie Polaków na patriotów i pragmatyków. Oba te określenia niosą pozytywne skojarzenia i nikogo nie obrażają. Ich użycie przyczyni się do budowania zgody narodowej, na której zależy mi tak samo jak Panu Prezydentowi.

Historia nie szczędziła nam dramatycznych wyborów. Czy można je jednak wartościować i dzielić z tego powodu Polaków na lepszych i gorszych? Sienkiewiczowski Zagłoba krzyczał Radziwiłłowi:

– …zdrajco! zdrajco! po trzykroć zdrajco! 

Czy nie lepiej zrobiłby jednak, stwierdzając spokojniej:

– Pragmatyku, pragmatyku, po trzykroć pragmatyku.

Gdy pospolitemu ruszeniu naszych patriotów Szwedzi łoili skórę, Radziwiłłowie dokonali po prostu rozsądnego, z ich punktu widzenia, wyboru.

Albo taki Rejtan – bez wątpienia patriota. Czy jednak pragmatycy z Ponińskim na czele też nie mieli swoich racji?

Bądźmy dumni z naszych patriotów z ruchu oporu przeciwko hitlerowskiej okupacji lub ukrywających przed Niemcami współziomków żydowskiego pochodzenia, chociaż narażali na śmierć swoje rodziny, a nawet całe wioski. Z drugiej strony uszanujmy pragmatyków, którzy poszukali niemieckich przodków, by wpisać się na listę folksdojczów, albo denuncjowali Żydów i ukrywających ich patriotów.

 Po wojnie też mieliśmy patriotów, którzy ginęli w piwnicach na Rakowieckiej i pragmatyków zasilających kadry UB nowej socjalistycznej ojczyzny. Albo tacy TW, to przecież pragmatycy najczystszej krwi. Czy rozsądniej było patriotycznie rezygnować z kariery naukowej, wyjazdów zagranicznych, albo co gorsza gnić w więzieniu lub ginąć z rąk nieznanych sprawców.

Tak samo powinniśmy patrzeć na postawy Polaków przyjmowane po katastrofie smoleńskiej. Z jednej strony piękni patrioci okupujący Krakowskie Przedmieście, opłakujący ofiary katastrofy i domagający się jej wyjaśnienia. Z drugiej równie piękni pragmatycy, którzy uznali, że lepiej oskarżyć  ofiary katastrofy o jej spowodowanie, bo ważniejsze są dobre stosunki z Rosją i niedopuszczenie do zmiany układu sił w rodzimej polityce (por. moją definicję Gazety Wyborczej).

Skończmy z językiem nienawiści. Zdrajców nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Kochajmy patriotów i pragmatyków.


(*) Dwa zdania poprzedzające gwiazdkę zostały zmienione 22.02.2012 pod wpływem komentarzy Eryka Wikinga.

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka