Wczorajsza promocja Solidarnej Polski we wszystkich (jak słyszałem) telewizjach z jednej strony niepokoi, z drugiej zaś prowokuje do poszukania jakiegoś pozytywnego scenariusza. Niepokoi, bo dzisiejszy telewizyjny przekaz polityczny trzeba czytać odwrotnie. Im coś jest mniej warte, tym lepiej jest przedstawiane w mediach. Mimo to postaram się dziś oddać marzeniom o przyszłym sukcesie tej formacji.
SP jest promowana, bo osłabia PiS odwołując się wyłącznie do tego samego elektoratu. Górny limit jej popularności łatwo sobie wyobrazić. Co może zmienić tę sytuację? Widzę tylko jeden pozytywny scenariusz. Wyprowadzenie z PO frakcji Grzegorza Schetyny i stworzenie przez nią wspólnego ugrupowania z SP. Taki mały POPiSik. Nie wiem ile szabel ma jeszcze Schetyna w sejmie. Przydałoby się ok. 15 - 20. Mielibyśmy stabilny klub i równowagę sił w nowej partii. Oczywiście wielkim problemem byłoby pogodzenie ambicji i osobowości liderów. Jeśli jednak przypomnimy sobie, że Ziobro był kreowany na przyszłego prezydenta, a Schetyna na premiera, to widać możliwość dogadania się. Schetyna powinien wiedzieć, że w PO z Tuskiem trudno będzie mu wygrać, a dogadać się tym bardziej. Właściwie cały czas jest zagrożony. Takie wydostanie się na wolność powinno być dla niego kuszące.
Proponowane ugrupowanie miałoby nieograniczone możliwości rozwoju. Mogliby na nie głosować i zrażeni do rządów Tuska wyborcy PO i zmęczeni Smoleńskiem wyborcy PiS. Tutaj warto dodać, że Schetyna nie jest umoczony w Smoleńsk. Nawet dość ostro krytykował Tuska za miękkie stanowisko wobec raportu MAK. Nowe ugrupowanie mogłoby wchłonąć również PJN. Cennym wzmocnieniem byłby również Rokita, którego powrót do polityki nie jest przecież wykluczony.
Wyjście Schetyny pozytywnie przeorganizowałoby scenę polityczną. Tusk musiałby skończyć z fikcją opozycyjności Palikota i wziąć go do koalicji. Tym samym POlikot przesunąłby się w lewo (tam gdzie faktycznie już jest), PiS w prawo, a środek sceny zająłby POPiSik, przy nieograniczonych możliwościach rozwoju i niemal pewnym zwycięstwie następnych wyborów. Oczywiście we wszystkich telewizjach Ziobro znowu zostałby mordercą Blidy, a Schetyna głównym winowajcą afery hazardowej. Kto dziś jednak wierzy telewizji?
Na koniec przypominam, że dzisiaj oddałem się tylko politycznym marzeniom. Mało realnym, ale wciągającym. Prawda?



Komentarze
Pokaż komentarze (23)