„Wolałbym się nie urodzić, niż na grobach zmarłych budować swoją karierę polityczną” - powiedział w Sejmie Donald Tusk (za Rzeczpospolitą).
„Być może dla kogoś byłoby wygodne, aby poprzestać na konkluzji, że samolot spadł, bo pomylili się piloci, którzy byli pod naciskiem, którzy działali w atmosferze nacisku, związanego z polityczną potrzebą głównego pasażera. Tak, pojawiały się takie sugestie, że to wyczerpuje problem. Otóż chcę powiedzieć państwu, że nie ma przecież wątpliwości, że to są istotne okoliczności i przyczyny katastrofy.”
Powiedział w tym samym sejmie 19.01.2011 r., dzień po tym, jak śledczy z komisji Millera na swojej konferencji próbowali (dość nieudolnie, ale jednak) przeciwstawić się tej rosyjskiej wersji katastrofy. Potem postraszył jeszcze wznoszących przeciwko niemu okrzyki przedstawicieli rodzin ofiar umieszczeniem nacisków w polskim raporcie:
„I ci, którzy dzisiaj tak głośno krzyczą, będą tego słuchali w milczeniu. I w skupieniu. I bez satysfakcji.”
Zachęcam wszystkich do przeczytania całego stenogramu tego przemówienia, z którego jasno wynika, że swoją dalszą karierę polityczną premier zamierzał budować na poniżeniu tragicznie zmarłych pilotów, gen. Błasika i Lecha Kaczyńskiego. Do dziś nie sprostował informacji ani nie wytoczył procesu gen. Petelickiemu, który poinformował opinię publiczną o treści SMS-a wystosowanego w dniu katastrofy przez ścisłe kierownictwo PO – trójkąt Donald Tusk-Tomasz Arabski-Paweł Graś:
"Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił".
Dlatego należy założyć, że godność ofiar katastrofy poświęcił dla swoich celów politycznych już 10 kwietnia. Potwierdzają to również jego decyzje dotyczące śledztwa.
Obecnie ok. 22% Polaków wierzy w wersję premiera, że przyczyną katastrofy była „presja zwierzchników pilotów, żeby lądować”. Wierzy wbrew wszelkim dostępnym informacjom, logice i zdrowemu rozsądkowi. Dzięki nienawiści, która skutecznie ich od tego izoluje. Nienawiści opartej na wierze w te naciski. Premier brał udział w produkowaniu tego samonapędzającego się błędnego koła fałszu-nienawiści i konsumował je politycznie. Bez tych 22% otrzymałby znacznie niższe poparcie w ostatnich wyborach parlamentarnych i najprawdopodobniej nie utrzymałby władzy.
Donald Tusk wolałby się nie urodzić, niż budować karierę polityczną na miłości i współczuciu dla ofiar katastrofy. Budował ją na ich poniżaniu fałszywymi oskarżeniami. Czyżby myślał, że to bardziej szlachetne?



Komentarze
Pokaż komentarze (17)