Odwołuje się do nienawiści i pogardy sprzed katastrofy. Obarcza Lecha Kaczyńskiego i jego kancelarię odpowiedzialnością za złą współpracę z rządem. Zarzuca mu działania niekonstytucyjne. Zrzuca na niego odpowiedzialność za dwie osobne wizyty.
Czy takie jednostronne przedstawianie sprawy konfliktu na linii rząd - prezydent znajdzie dziś pożądany przez Tuska odbiór społeczny? Trudno powiedzieć. Wygląda mi to na bardzo ryzykowną grę. Trudno jednak przypuszczać, żeby taka narracja nie została dokładnie przemyślana i oparta na badaniach nastrojów społecznych. Podobno 22% Polaków wciąż wierzy, że to naciski przełożonych były powodem katastrofy smoleńskiej. Jednak Tusk nie może odwołać się do nacisków dzisiaj, gdy wiadomo, że ich nie było. Nienawiść, którą one utrwalały i wzmacniały nie zginęła jednak wraz z nimi. To do niej odwołuje się Tusk sięgając do odleglejszej przeszłości. W końcu, to ci sami ludzie, którzy wcześniej uważali, że za wszystkie konflikty na linii rząd – prezydent odpowiedzialny jest Lech Kaczyński, tak łatwo uwierzyli w kłamstwo naciskowe i trwają w nim do dzisiaj. Nie wiem czy dzisiejszy zamach Tuska na pamięć o Lechu Kaczyńskim przekona kogokolwiek z „niezdecydowanych”. Mam nadzieję, że raczej kierują się oni normalnymi ludzkimi odruchami i nie lubią, gdy ktoś wywleka i nagina stare sprawy obciążające tragicznie zmarłą osobę i Tusk osiągnie tylko utwardzenie owych 22% Opętanych 2010.
PS Swoją pierwszą dzisiejszą notkę opublikowałem zanim dowiedziałem się o ataku Tuska. Moją radę dla Kaczyńskiego nadal uważam za dobrą. Musi ona jednak poczekać na lepszą chwilę. Dzisiaj to co zaproponowałem byłoby tylko odebrane jako oznaka słabości Kaczyńskiego i wzmocniło Tuska.



Komentarze
Pokaż komentarze (65)