Nie będę poruszał spraw kontrowersyjnych. Nie będę pisał, że pierwsi są ideowi, a drudzy nihilistyczni, że pierwsi są religijni, a drudzy pogańscy, że pierwsi mają godność autentyczną, a drudzy arogancką (polecam notkę Darqa). Ograniczę się do prostej i bezdyskusyjnej rzeczy, która zarysowała się po katastrofie smoleńskiej.
Lud pisowski stanął po stronie jej ofiar. Chce ich upamiętnienia i odkrycia prawdy o ich tragicznej śmierci. Michnikowszczyzna zwróciła się przeciwko nim. Chce zostawić katastrofę niewyjaśnioną, a jej ofiary w zapomnieniu. Gorzej, rozpętała przeciwko nim, niespotykaną wcześniej w naszej historii, kampanię pomówień.
Obserwując emocje obu stron łatwo zgubić tę prawdę. Lud pisowski jest bardziej emocjonalny, michnikowszczyzna bardziej cyniczna. Gdy oglądamy zdradę i zaprzaństwo na transparentach łatwo zapomnieć, że u ich źródła są miłość i współczucie, które zostały głęboko zranione i odpowiedziały gniewem. Gdy oglądamy lamenty michnikowszczyzny nad rozpętaną wojną domową i ciężkimi oskarżeniami demokratycznie wybranych przedstawicieli narodu, łatwo zapomnieć, że wcześniej produkowała ona pogardę i nienawiść do ofiar, że stawała z papierowymi koronami pod Wawelem w tygodniu żałoby narodowej i zaraz potem fałszywie oskarżała prezydenta o naciski.
Jestem przekonany, że hipokryzja michnikowszczyzny, która ośmiela się uderzać w moralne tony w kontekście katastrofy smoleńskiej, zostałaby powszechnie wyśmiana, gdyby nie smutny fakt, że prawie wszystkie media są teraz w jej rękach. Nie możemy z nich usłyszeć prostej prawdy, o której napisałem. Można było jednak zobaczyć ją na ulicach Warszawy porównując wczorajszą, największą manifestację ludu pisowskiego z największą manifestacją michnikowszczyzny z 9.08.2010.
PS Wszystkim, którzy jeszcze nie znają, polecam Moją definicję Gzety Wyborczej.



Komentarze
Pokaż komentarze (81)