Czy katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu? Każdy chciałby to wiedzieć. Niektórym wydaje się, że wiedzą. Co gorsze, niektórym wydaje się, że wszyscy powinni wiedzieć. Najlepiej to samo co oni. Tymczasem tylko 18% Polaków uważa, że katastrofa była wynikiem zamachu i trudno powiedzieć ilu z nich to swoje przekonanie bierze za wiedzę. Podobnie tylko 16% uważa, że katastrofa została już wyjaśniona przez KBWL. Ta druga liczba przybliża procent wierzących, że katastrofa nie była wynikiem zamachu (niestety nie znam sondażu, w którym padłoby pytanie: „czy uważasz, że zamach można wykluczyć”). Zdecydowana większość Polaków nie wstydzi się przyznać, że nie wie jaka była przyczyna katastrofy. Muszę jasno napisać, że też się do tej większości zaliczam. Niedawno zostałem z tego powodu nazwany „aksamitnym zamachowcem”. Teraz czekam kiedy zostanę nazwany „aksamitnym wyznawcą pancernej brzozy”. Jedyna moja nadzieja w tym, że przywołane procenty nie urosną do 50 vs 50 i dla takich jak ja będzie jeszcze w Polsce miejsce.
Rozumiem, że sprawa zamachu wpisuje się (tylko częściowo!) w podział polityczny. Trudno jednak rozstrzygnąć czy bardziej to ona ten podział pogłębia, czy odwrotnie podział polityczny bardziej zaostrza stosunki pomiędzy zamachowcami i „antyzamachami”. Z pewnością mamy tu sprzężenie zwrotne. Łagodzenie jednego z tych podziałów będzie więc również łagodziło drugi.
Nie przewiduję, żeby sprawa zamachu rozstrzygnęła się w najbliższym czasie. Istnieje nawet taka możliwość, że nie zostanie nigdy rozstrzygnięta. Dlatego chciałbym zachęcić wszystkich zamachowców i antyzamachów do nauczenia się wzajemnej tolerancji. Przy okazji byłbym wdzięczny za okazywanie jej i takim jak ja - zamachowym agnostykom.
Nawet jeśli jesteś pewny swego, daj prawo innym być pewnym czegoś przeciwnego, a jeszcze innym nie być niczego pewnym. Przekonuj do swoich racji, ze świadomością, że inni mają prawo wierzyć inaczej lub nie wierzyć wcale. Katastrofa smoleńska to bardzo ważna i boląca sprawa. Nie oznacza to jednak wcale, że musi nas głęboko dzielić. Dość dobry przykład dali nam Karnowski i Skwieciński w Uważam Rze z 16-22 kwietnia. Jeden przekonywał, że zamach był, drugi, że go nie było. Nie spierali się. Nie deprecjonowali drugiej strony. Przedstawili tylko swoje racje. Jeden po drugim. W tej samej gazecie. Nie rozpadła się od tego. Może Polska też nie musi się rozpaść? Stanie się normalna, gdy zamachowiec z antyzamachem podadzą sobie ręce i pójdą podyskutować przy piwie biorąc agnostyka za arbitra.
PS Tym, którzy jeszcze nie czytali polecam również swoją notkę Wiara w zamach w Smoleńsku nie powinna dzielić Polaków.



Komentarze
Pokaż komentarze (159)