Premier manipuluje wypowiedziami śp. L. Kaczyńskiego, żeby przenieść na niego część społecznego niezadowolenia z wydłużenia wielu emerytalnego. Gdy J. Kaczyński idzie to oprotestować palikotowcy(?) krzyczą „Zadzwoń do brata”. W ostrą reakcję Kaczyński wplątuje Hitlera. Potem Palikot stwierdza, że „Kaczyński był gotów wysłać własnego brata na śmierć do Smoleńska”. Tusk i zaprzyjaźnione media tymi „wydarzeniami” przykrywają wydłużenie wieku emerytalnego oraz forsują przekaz o odpowiedzialnym rządzie i ekstremalnej opozycji, sklejając Kaczyńskiego z Palikotem.
Bieżące polityczne znaczenie całej akcji jest dość oczywiste i było już opisywane przez innych. Streściłem je krótko, żeby zasygnalizować, że mam jego świadomość i nie zamierzam go bagatelizować. Zajmę się jednak innym jej znaczeniem. Do kogo Tusk z Palikotem kierowali swój przekaz? O co chodzi z tym telefonem do brata i wysłaniem go na śmierć? Dlaczego Tusk z Palikotem wybrali akurat taki sposób?
Słowa Palikota nie trafiły w próżnię. Były skierowane do konkretnej grupy społecznej, którą zwykłem nazywać Opętanymi 2010. Według niedawnego sondażu OBOP-u dla GW jest ich aż 22% i z wyborczego punktu widzenia jest to grupa istotna. Można nawet powiedzieć, że kluczowa. Niestety nie przeprowadzono badań dotyczących wyborczych preferencji Opętanych 2010. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, że w zdecydowanej większości są one podzielone pomiędzy PO i Palikota. Pomyślmy: odrzucają oni dostępne informacje na temat katastrofy lub (i) nie potrafią ich kojarzyć i wciąż są przekonani, że katastrofa była wynikiem „presji, żeby lądować”. Przyczyną odrzucania faktów i logiki jest zazwyczaj silna negatywna motywacja. Opętani, tak nienawidzą braci Kaczyńskich, że kupią największą bzdurę, żeby im zaszkodzić. Z tej nienawiści zawsze zagłosują przeciwko PiS. Stąd prosty wniosek, że to głównie dzięki nim Palikot dostał się do sejmu, a PO wygrała wybory.
Wobec upadku wszelkich „naciskowych” dowodów i poszlak ostatnią nadzieją Opętanych 2010 jest telefon, jaki Lech Kaczyński wykonał do brata z pokładu samolotu 20 minut przed katastrofą. Nadzieją dość naturalną wobec braku zapisu tej rozmowy, jednak dość irracjonalną, jeśli weźmie się pod uwagę, że do marzeń o treści rozmowy (koniecznie niezgodnej z zeznaniami J. Kaczyńskiego przed prokuraturą) trzeba jeszcze dorobić jakiś skutek tej rozmowy. Naciski musiałyby dotrzeć do pilotów i spowodować jakąś ich decyzję. Tymczasem wiadomo, że nic takiego nie miało miejsca. Żadnych nacisków nie stwierdzono, a piloci podejmowali (zdaniem KBWL) właściwe decyzje. Jeden z najbardziej znanych Opętanych 2010 jakim jest L. Wałęsa nieraz powtarzał, że ta rozmowa wszystko wytłumaczy, ale nigdy nie powiedział, co. Jednak Opętani 2010 nie są od myślenia, tylko od ślepej wiary i nienawiści. Dlatego w piątek dostali od swoich beneficjentów kolejny przekaz, który ich brzydkie marzenia ma podtrzymać do następnych wyborów.
PS Opętani 2010 piszę ze spacją w celu odróżnienia od nicka komentatora, który mnie zainspirował. Nazwa ostatecznie powstała w czasie dyskusji pod notką Smoleńska sekta czy Opętani 2012.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)