Stefan Niesiołowski w PO pełni funkcję dawania złego przykładu. Jego główne zadanie polega na chodzeniu po telewizjach i pokazywaniu, że nie trzeba wstydzić się swojej nienawiści i pogardy dla braci Kaczyńskich, „pisowskich” dziennikarzy i wyborców PiS. Ma pokazywać zwykłym Polakom, że wyżej wymienieni są tak obrzydliwi (ulubione słowo pana posła), że z okazywanej im nienawiści i pogardy należy być dumnym, że nie dotyczą ich zwykłe normy postępowania w życiu prywatnym i publicznym. Jest to bardzo ważna funkcja, ponieważ ta nienawiść i pogarda są głównymi wartościami integrującymi zasadniczą część elektoratu PO. Bez nich PO musiałaby dobrze rządzić, żeby wygrywać kolejne wybory. Dzięki nim nie musi przejmować się takimi nieistotnymi drobiazgami.
Ostania fizyczna napaść Stefana Niesiołowskiego na Ewę Stankiewicz nie była niczym innym niż dobrze spełnionym obowiązkiem wobec partii. Niestety liczni komentatorzy tego zdarzenia (również w s24) zdają się o tym zapominać. Nie twierdzę, że Stefan Niesiołowski nie był w piątek spontaniczny. Cóż, człowiek kocha swą pracę i wykonał ją najlepiej jak umiał. Korzysta z niej Pan Premier, który może robić teraz za dobrego policjanta i żądać przeprosin. Swoją drogą, ciekawe dlaczego sam nie przeprosi? Korzystają i media, które mają temat znacznie atrakcyjniejszy od wieku emerytalnego.
Podobną funkcję w PO pełnił (i nadal, moim zdaniem, pełni) Janusz Palikot. Jest to jednak człowiek bardziej wszechstronny, inteligentny i pracowity od Stefana Niesiołowskiego. Potrafił, nie zapominając o swoim najważniejszym zadaniu, stworzyć w tym samym czasie partię, której główną działalnością jest ułatwianie życia PO. Niestety poseł Niesiołowski nie nadaje się do tak skomplikowanych i pracochłonnych funkcji. Dlatego tak bardzo angażuje się w to, co umie i lubi robić najlepiej.
Działalność Stefana Niesiołowskiego nie trafia w próżnię i możemy być pewni, że partia się go nie pozbędzie. Ma on wielu wybitnych uczniów i naśladowców. Najbardziej znanym z nich jest Ryszard Cyba. Niestety przerósł on swego mistrza. Dlatego ten się go wyparł. Próbował nawet przekonać opinię publiczną, że niesforny uczeń to właśnie jego chciał zamordować.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)