Przed imprezą i w jej trakcie, z wielu źródeł docierał do mnie pogląd, że sukces polskiej drużyny na Mistrzostwach Europy będzie korzystny dla ekipy Tuska i niekorzystny dla PiS. Z tego powodu pisowcy powinni modlić się o jak najgorszy wynik piłkarzy zamiast im kibicować.
Nie odmawiałem tej narracji logiki, chociaż mnie irytowała. Trochę też nie przystawała do otaczającej mnie rzeczywistości, bo akurat z całej trójki moich znajomych, którzy życzyli piłkarzom porażki, wszyscy są mniej lub bardziej antypisowscy. Denerwowała ich bądź sama piłka nożna i nadymanie jej znaczenia w stosunku do innych dyscyplin sportowych, bądź władze PZPN, którym ewentualny sukces zapewniłby dalszy niezasłużenie bezpieczny byt, bądź kosmiczne pieniądze jakie piłce towarzyszą, bądź infantylność kibiców. Z kolei wszyscy moi znajomi pisowcy kibicowali piłkarzom. Dlatego narrację tę odbierałem jako sztucznie wykreowaną przez polityków obozu władzy i sprzyjające im media.
Zastanawiam się jakie będą dalsze jej losy. Skoro piłkarze zawiedli to i Tusk powinien na tym stracić, a nie skorzystać. Powinny pojawić się z tych samych źródeł czarne prognozy dotyczące jego politycznej przyszłości. Oczywiście pod warunkiem, że narracje polityczne trzymają się jakiejś elementarnej logiki. Nieraz już jednak przekonałem się, że wymogi logiki nie obciążają niepotrzebnie i tak ciężkiej pracy budowniczych politycznych narracji. Dlatego przewiduję, że wkrótce się dowiemy, że klęska piłkarzy przyniesie ekipie Tuska wiele korzyści.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)