Zdanie rzecznika Grasia „Premier nigdy nie kłamie” było tak absurdalne, że wyśmianie go uznałem za najwłaściwszą reakcję i tak zrobiłem w poprzedniej notce. Dyskusja pod nią skłoniła mnie jednak do napisania również paru słów poważniej.
Wszyscy wiemy, że politycy kłamią. Jest to niestety nieodzowny element tego zawodu w dzisiejszych czasach. Dotyczy to zwłaszcza postpolityków, których uznać należy za zawodowych kłamców. Oni nie poruszają się w kategoriach prawda i fałsz, tylko konstruują najkorzystniejsze z politycznego punktu widzenia przekazy, „tworzą narracje”. Jedyne czego muszą unikać, to głoszenie oczywistych kłamstw, na których można by ich przyłapać. Niestety w dzisiejszym układzie medialnym nawet takie mogą uchodzić politykom PO na sucho. PO jest szczytowym osiągnięciem polskiej postpolityki. Jej sukces rzutuje niekorzystnie na całość naszego życia publicznego. Podejście postpolityczne przenosi się z polityków i zawodowych twórców politycznych narracji na elektoraty, czemu sprzyja ostry konflikt i głęboki podział. Polacy akceptują kłamstwa jeśli służą ich stronie. Wybierają często tych, którzy są skuteczniejsi, czyli lepiej kłamią.
Jestem przywiązany do tradycyjnych wartości i tradycyjnej dwuwartościowej logiki. Dlatego brzydzę się postpolityką tak samo jak kłamstwem. W wyborach wynikających z ulegania postpolityce widzę główne źródło naszych problemów. Uważam, że Polska wciąż potrzebuje prawdziwej polityki, w której zderzają się idee, wartości i realne interesy. Myślę też, że taka polityka wciąż się rozgrywa. Niestety nie podlega demokratycznym rozstrzygnięciom, bo te całkowicie zawłaszczyła postpolityka. Tusk, jeśli ma jakieś poglądy, to bardzo głęboko ukryte – jak powiedział mi kiedyś kolega głosujący na jego partię. Byłyby one niepotrzebnym balastem – jak powiedział inny kolega, politolog. Tusk może być dziś przeciw aborcji, a jutro za, dziś może szanować Kościół, a jutro go zwalczać, dziś może być za zwalczaniem korupcji, a jutro za zwalczaniem CBA, może zapowiadać obniżanie podatków, a potem je podnosić, itd.. Głosując na Tuska, głosujesz tylko na Tuska – na nic innego, bo niczego innego nie możesz być pewny. Graś mówi w tej sytuacji, że Tusk nigdy nie kłamie. W mojej ocenie stwierdzenie, że zawsze kłamie, jest znacznie prawdziwszym uproszczeniem.
Pamiętam zeznania polityków PO przed hazardową komisją. Jestem przekonany, że wszyscy, którzy to oglądali wiedzieli, że prawie każde ich „nie pamiętam” było kłamstwem. Chlebowski i Schetyna nie pamiętali o czym rozmawiali z Sobiesiakiem. Tusk nie pamiętam o czym rozmawiał z Drzewieckim i Schetyną zaraz po tym, jak Kamiński poinformował go o aferze hazardowej. Każdy potrafiący myśleć czytał te „nie pamiętam” jako „odmawiam odpowiedzi na pytanie”. Kontekst wojny z PiS-em , który Tusk podpowiedział wtedy swojemu elektoratowi sprawiał jednak, że te kłamstwa były akceptowane.
Podobnie należy traktować zeznanie Tuska przed prokuraturą. Z jego słów, że o planowanej wizycie prezydenta w Katyniu dowiedział się z mediów wynika tylko tyle, że Tusk uważa za korzystne takie stwierdzenie i uważa, że nikt mu nie udowodni, że było inaczej. Żadnej innej treści w nich nie ma. Wyborcom PO wystarczy to zapewne, żeby chcieć Tuskowi wierzyć. Czy jednak równie chętnie będą wierzyć, że „premier nigdy nie kłamie”?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)