j.k.50 j.k.50
1209
BLOG

Tłumaczę się z terminu Opętani 2010

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 32

 

Przypomnę krótko, że Opętanymi 2010 (pisane ze spacją) nazywam ludzi, którzy deklarują przekonanie, że katastrofa smoleńska była wynikiem nacisków na lądowanie. Termin ten wprowadziłem po raz pierwszy 9.01, czyli jeszcze przed ogłoszeniem ekspertyzy IES. Była to spontaniczna reakcja na jakiś komentarz dotyczący ofiar katastrofy podpisany Opetani2010. Uznałem, że nick tak bardzo pasuje do treści komentarza, że trzeba to uogólnić na całą grupę. Po ekspertyzie IES uznałem, że nazwa warta jest propagowania i napisałem notkę, w której do tego zachęcałem. Linkowane notki miały żartobliwy charakter, starałem się jednak przekazać w nich istotne myśli dotyczące ważnego problemu społecznego, bo za taki uważam Opętanych 2010.

Moje niedawne dwie notki dotyczące tego problemu dzięki łaskawości Administracji, która umieściła je w dziale katastrofa smoleńska miały po kilka tysięcy odsłon i parę setek komentarzy. Tym samym termin powiększył swój zasięg i poczułem większy ciężar odpowiedzialności związanej z jego wprowadzeniem. W dyskusji byłem krytykowany, że ludzie deklarujący przekonanie o naciskach nie zasługują na określenie „opętani”, że nazwa ta może tylko zaszkodzić pogłębiając konflikty i że może być odbierana jako inwektywa. Czuję się w obowiązku odpowiedzieć na te zarzuty. Chciałbym to zrobić w jednej notce, bo przewiduję, że mogą się one powtarzać, a nie lubię pisać wielokrotnie tego samego i będę miał co linkować w odpowiedzi.

Zacznę od końca. Czy to inwektywa? Przede wszystkim nie zamierzam tak nazwać żadnego konkretnego człowieka, z którym dyskutuję i nigdy tego nie robiłem. Nazwę tę przypisałem dość rozproszonej, płynnej grupie ludzi. Definiuję tylko warunki jakie należy spełnić, żeby być Opetanym 2010. Dlatego nikt nie powinien czuć się napiętnowany przeze mnie tą nazwą. Jest to świadomy zamysł. Łatka Opętani 2010 ma odstraszać od deklarowania tych poglądów. Powstrzymywać przed tym. Nikomu nie przylepię tej łatki, ani nie wydam świadectwa, że Opętanym 2010 nie jest. Jedno i drugie uważam bowiem za szkodliwe. Pierwsze mogłoby przyczynić się do utrwalenia negatywnej postawy, a drugie dawałoby jej fałszywe alibi. Dlatego moje pisanie o Opetanych 2010 tylko przy złej woli można traktować jako „rzucanie inwektywami”. Dodać muszę, że termin „opętanie” ma tylko lekko pejoratywne zabarwienie, ponieważ wyraża pozytywny stosunek do określanej w ten sposób osoby. Nie przypisuje człowiekowi negatywnej cechy, tylko opisuje negatywny stan, w którym się on znalazł i w ścisłym znaczeniu terminu (w potocznym to umyka) zawiera też deklarację woli pomocy. O tym, że nie jest to inwektywa najlepiej świadczy też fakt, że podobny termin ktoś dobrowolnie wybrał jako swój nick. Czy jest możlwie, żeby ktoś wybrał sobie w celach prześmiewczych podpis „dureń” albo „podły człowiek”? Oczywiście nie, bo to są właśnie inwektywy. Dlatego proszę nie wyolbrzymiać pejoratywnego charakteru wprowadzonej przeze mnie definicji. Tym bardziej, że rekompensuję to swoim dyskutantom wyrozumiałością i autentyczną życzliwością, co mam nadzieję, że goście mojego bloga potwierdzą. Zresztą wielu już potwierdziło niejednokrotnie mnie za to krytykując.:)

Czy może szkodzić pogłębiając podziały? Jak już wcześniej pisałem grupa jest dość płynna i rozproszona, niezorganizowana. Jedyna manifestacja Opętanych 2010 odbyła się dość dawno temu na Krakowskim Przedmieściu. Można przypuszczać, że dla wielu ludzi skrzykniętych przez Tarasa był to jednorazowy wygłup. Kto wie, może wielu z nich nie jest już Opętanymi 2010. Jest to istotna różnica w stosunku do łatki „smoleńska sekta”, którą przylepia mainstream bardzo konkretnym ludziom posiadającym własne organizacje (jak np. Solidarni2010) i systematycznie w sposób zorganizowany upamiętniających ofiary katastrofy. Nikogo zatem w przeciwieństwie do mainstreamu nie izoluję od reszty społeczeństwa. Nie stwarzam żadnego podziału. Wprost przeciwnie deklaruję otwartość i wolę pomocy Opętanym 2010 w powrocie do normalności. I jest to wpisane w tę nazwę, gdy ktoś czyta ją ze zrozumieniem. Trzeba też pamiętać, że są bardziej i mniej Opetani 2010. Wskazywanie najskrajniejszych przypadków, takich jak Ryszard Cyba może mieć pozytywny wpływ na tych mniej opętanych. Kto chciałby się bowiem chełpić poglądami na katastrofę smoleńską identycznymi z poglądami mordercy. Muszę też podkreślić, że swoje notki pisze nie tylko dla najbardziej aktywnych i zaangażowanych w propagowanie nacisków komentatorów. To naturalne, że będą oni zwalczać ten termin, brać go do siebie, manifestować przywiązanie do swoich poglądów, co wyglądać może na utwardzenie stanowiska. Jednak każda notka ma wielokrotnie więcej czytelników niż komentatorów, a w ich przypadku bardziej można spodziewać się bezpośredniego pozytywnego wpływu.

Wreszcie, czy postawa Opętanych 2010 jest rzeczywiście zła, czy może mieści się w normalnej debacie publicznej, należy ich zostawić samym sobie i nie nazywać „tak brzydko”? W moim najgłębszym przekonaniu Opętani 2010 stanowią jeden z najważniejszych naszych problemów społecznych. Są produktem i przejawem moralnego upadku naszego establishmentu i mediów po katastrofie smoleńskiej. Nikomu nie dam się przekonać, że rzucanie pozbawionych dowodów oskarżeń na zmarłych powinno mieścić się w normalnej debacie publicznej. Nie dam się też przekonać, że gdy okazuje się ostatecznie, że te oskarżenia były nieprawdziwe, to należy sprawę zostawić i zapomnieć, a Opętani 2010 powinni zachować prawo do swobodnego debatowania o swoich całkowicie już oderwanych od rzeczywistości urojeniach. Takich jak domniemany wpływ incydentu gruzińskiego na coś co nie wydarzyło się w locie do Smoleńska (bo przecież nie ma dowodów, że nacisków z całą pewnością nie było) lub obecność gen. Błasika w kokpicie (bo przecież nikt nie udowodnił, że z pewnością go tam nie było). Takie „debaty”  Opętanych 2010 nie ranią dziś normalnych ludzi tak jak wtedy, gdy odbywały się masowo w mediach i nie wiedzieliśmy z całą pewnością, że oskarżenia te były nieprawdziwe. Nie oznacza to jednak, że Opętani 2010 nie postępują niemoralnie i głupio i że powinniśmy zostawić ich w spokoju. Powinniśmy im pomagać. Chociażby przez ośmieszenie ich postawy i przypisanie jej nazwy „opętanie”, na którą po ostatecznym upadku hipotezy nacisków, jak najbardziej zasługuje.

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka