Ostatni tydzień spędziłem poza Polską i poza jej problemami. Po powrocie zajrzałem do Internetu i moją uwagę przykuły informacje o jakimś konflikcie na linii abp Michalik i PiS. W naszym Matrixie pojawiła się narracja o wojnie, jaką Kościół wypowiedział PiS. Rzecz wydała mi się nieprawdopodobna. Dlaczego Kościół miałby zwalczać swojego największego sojusznika w tak ważnych sprawach jak aborcja, in vitro czy obecność religii w przestrzeni publicznej? I to jeszcze wysyłając na front abp Michalika. Muszę napisać, że bardzo sobie ceniłem wyważone wypowiedzi biskupa na temat katastrofy smoleńskiej. Jego poglądy w tej sprawie były bliskie moim. Czyżby dokonał jakiejś wolty, skoro mainstream, który dotąd na ogół go krytykował, nagle zapałał do niego wielką miłością i „wysłał” na wojnę z PiS-em? Postanowiłem zbadać sprawę u źródeł, bo sprawdzanie, co o tym piszą GW, Giertych i reszta towarzystwa uznałem za stratę czasu. Obejrzałem sobie ten wywiad, a potem przeczytałem jeszcze ten. Mam nadzieję, że oddają one istotę tego, co powiedział abp Michalik. Uspokoiłem się. Nie ma żadnej wolty. Mój ulubiony biskup nie zmienił poglądów. Powiedział:
„Nie znamy prawdy o katastrofie smoleńskiej. Ale to jest nowy egzamin, byśmy nie wykopywali nowej przepaści. Żebyśmy nie bali się prawdy i próbowali do niej dotrzeć.”
Na pytanie o oskarżenia Rosjan o zamach odpowiedział natomiast:
„…po pierwsze powiedziałbym, że człowiek mądry w takiej sytuacji opiera się na faktach a nie na teoriach, zaś człowiek sumienia rozważa każde słowo i troszczy się, aby nie naruszało prawdy. Żeby o kimkolwiek, największym nawet wrogu, powiedzieć tak mocne słowa, trzeba znać fakty, mieć pewność. Tymczasem tej pewności nie ma. Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę! I to trzeba im powiedzieć: robią krzywdę tragedii smoleńskiej, bo na tym etapie trzeba ograniczyć się do poszukiwań i badań. Można mieć postulaty, żądać powołania takich czy innych międzynarodowych komisji i dochodzeń, ale dopóki nie przyniosą one efektów, nie wolno używać zbyt mocnych słów, bo w ten sposób robi się krzywdę prawdzie i w niewłaściwą stronę ukierunkowuje się ból osób oraz myślenie całego społeczeństwa.”
Bardzo mądre i bliskie mi słowa. Jestem przekonany, że gdyby PiS z nich skorzystał, to wyszłoby mu to na dobre. Sam zresztą podobnie apelowałem „żadnych zamachów, rozliczyć naciski” do partii, której życzę jak najlepiej, bo we wzmocnieniu jej pozycji widzę jedyną szansę naszej demokracji. Skąd zatem konflikt? Według mojej wiedzy zespół parlamentarny PiS nie zakończył jeszcze swoich prac. Nie słyszałem też, żeby ogłosił konkluzję, że przyczyną katastrofy był zamach. Słowa abp Michalika są w konflikcie z matrixowym obrazem PiS-u, a nie z rzeczywistym oficjalnym stanowiskiem tej partii. Oczywiście oprócz oficjalnego stanowiska jest też dużo politycznej propagandy, która poza to stanowisko wykracza i dlatego uczciwie musze przyznać, że PiS ułatwia michnikowszczyźnie robotę stosując niewłaściwą (moim zdaniem) linię smoleńską. Jednak słowa Michalika należy raczej traktować jako dobrą radę dla PiS niż walkę z tą partią. Radę, z której PiS niestety najpewniej nie skorzysta, o czym świadczy milczenie w sprawie polsko-rosyjskiego pojednania. Szkoda. Prezes powinien przypomnieć chociażby swoje świetne przesłanie do Rosjan z kampanii prezydenckiej.
Sam pomysł pojednania traktuję bardziej jako budowanie relacji naszego Kościoła katolickiego z Cerkwią prawosławną i oceniam bardzo pozytywnie. Moim zdaniem silny polski Kościół wspiera słabą rosyjską Cerkiew, żeby ułatwić sobie ekspansję na wschód. Ekspansję, która wciąż się dokonuje przy oporze Cerkwi. Ostatnia inicjatywa może ten opór istotnie zmniejszyć. Na dodatek wszystko odbywa się zgodnie z bliską memu sercu ideą ekumenizmu. Wszak w rosyjskiej duchowej pustyni, jaką zostawił komunizm jest dość miejsca i dla prawosławia i dla katolicyzmu.
Oceniam tę inicjatywę również pozytywnie, jako element pojednania obu narodów. Zwłaszcza, że odbywa się na płaszczyźnie duchowej, a nie państwowej. Tego znaczenia za bardzo jednak bym nie przeceniał. Myślę przede wszystkim, że nie ma aż tak bolesnego konfliktu naszych narodów jak dawny konflikt polsko-niemiecki przełamywany przez słynny list biskupów. Jednak to Rosjanie byli głównymi ofiarami komunizmu. Ten naród dzielił nasz los. Również obecnie są ofiarami post-KGB-istów, którzy zawłaszczyli ich kraj niedemokratycznymi metodami. Inaczej było z Niemcami. Oni mordowali wyłącznie inne narody podążając za ideami Hitlera, którego wybrali sobie demokratycznie.
Na koniec muszę do tej beczki miodu wrzucić łyżkę dziegciu. Do naszego Kościoła mam głęboki żal z powodu braku jego adekwatnej reakcji na fałszywe oskarżenia ofiar katastrofy - na tę lawinę kłamstw, która przewinęła się przez nasze media. W końcu to Kościół przede wszystkim powinien walczyć o ósme przykazanie Dekalogu i o dusze Opętanych 2010. Akurat abp Michalik pozytywnie się tutaj wyróżniał. Jednak o Kościele trzeba uczciwe powiedzieć, że przeszedł obok tego problemu obojętnie. Pewnie bał się politycznego uwikłania. Nie jest to jednak żadne usprawiedliwienie, bo ósme przykazanie powinno być dla niego ważniejsze od polityki.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)