Zaniepokojonych tytułem śpieszę uspokoić, że Janowi Osieckiemu wciąż życzę jak najlepiej i nie będę przemycał żadnych insynuacji, tylko przedstawię własne oceny. Muszę jednak postawić sprawy ostrzej niż w poprzedniej, poświęconej mu, notce Żal mi Jana Osieckiego. W swoim ostatnim istotnym tekście z 13.01.2012 Co powiedział generał, Osiecki oddawał się jeszcze marzeniom o naciskach gen. Błasika, Potem długo milczał. Dopiero pod koniec maja napisał kolejną notkę, której zamieszczenie na SG wielu ważnych blogerów uznało za skandal z powodu zawartych w niej nieprawdziwych informacji. Później napisał jeszcze parę (jedną nawet o Powstaniu Warszawskim (!)). Jednak w żadnej z nich nie napisał ani o słowa o naciskach na lądowanie.
Nie wiem kogo Jan Osiecki chce oszukać – siebie, opinię publiczną czy jedno i drugie. W każdym przypadku produkuje on to co nazywam największym kłamstwem smoleńskim. Osiecki oszukuje, że można przez 20 miesięcy pisać o naciskach na lądowanie w Smoleńsku, a potem, gdy ostatecznie okazuje się, że żadnych nacisków nie było, nie ma i nie będzie, udawać, że nic się nie stało i pisać o czymś innym, nie odnosząc się do najważniejszej rzeczy, którą się w życiu zrobiło. Podobną taktykę przyjęli inni producenci nacisków, czemu przeciwstawiłem się również wczoraj. Z komentarzy pod jego notkami wynika, że większość salonowiczów nie daje się oszukać i uważa, tak jak ja, że wszystko co Jan Osiecki napisze na inny temat jest pozbawione jakiejkolwiek wartości i znaczenia. Są niestety wyjątki, które oszukać się dają. Nie wiem czy należy do nich również sam Jan Osiecki.
Dlatego, Panie Janie, chciałbym sprostować kłamstwo, któremu Pan uległ lub które Pan przemyca. Jedynym ważnym tematem w Pana sytuacji są naciski na lądowanie w Smoleńsku. Chcąc nie chcąc stał się Pan „ikoną nacisków”, „Che Guevarą” Opętanych 2010 i to jest najważniejsza prawda o Pana działalności publicznej. Osobiście wierzę, że w końcu wyrwie się Pan z moralnej zapaści i umysłowego letargu i przyzna, że żadnych nacisków na lądowanie w Smoleńsku nie było i że zdobędzie się Pan na właściwe słowa wobec tych, których Pana naciskowe insynuacje raniły. Jeśli myśli Pan inaczej, to proszę wprost napisać, że Pana zdaniem obecny w kokpicie gen. Błasik z potrzeby głównego pasażera naciskał na pilotów, żeby lądowali za wszelką cenę. Jeśli ma Pan natomiast wątpliwości, to proszę się nimi podzielić. Wtedy wszyscy będziemy wiedzieli, co o Panu myśleć. Proszę natomiast nie oszukiwać siebie i (lub) innych, że nic istotnego Pan nie zrobił po katastrofie Smoleńskiej i że może sobie Pan teraz pisać o innych sprawach, jakby nic się nie stało.



Komentarze
Pokaż komentarze (67)